piątek, 3 października 2008

Szkic

Mam czasami takie dni, że nic nie muszę. Nie muszę sprzątać bo posprzątane, obiad na jutro ugotowany, pranie zrobione , wysuszone i poskładane. Tak było wczoraj.
Tek ze słuchawkami na uszach siedziała przed kompem. Cris wrócił z pracy z boląca głową, zjadł obiad, wziął psa i poszli spać. A mnie nudno bo nie mam do kogo gęby otworzyć.Włączyłam sobie film, słuchawki na uszy, siedzę i się napawam. Zdążyłam obejrzeć pół filmu jak się chłopy obudziły. Cris stwierdził, że tego filmu jeszcze nie widział, ale Żabul ma też swoje prawa i wyciągnął go na spacer.
Ja w tym czasie zrobiłam wcześniejszą kolację. Mąż jest stworzeniem mięsożernym, na obiad było spagetti neapolitano więc szybko zgłodniał. Zjedliśmy.
Siedzimy w pokoju, Cris ogląda jakiś film. Ja, wynudzona, zapomniałam, że jak chłop spokojnie siedzi to mu się nie przeszkadza. Coś mi się przypomniało i postanowiłam mu to powiedzieć....

Mam znajomych. Mieszkaja w domku, który z jednorodzinnego został przystosowany dla dwóch rodzin. Cały sęk w tym, że ową adaptację robił tzw. "fachowiec". Cris nie widział tego domu więc ja postanowiłam mu go narysować w rzucie.
Rysuję, bazgrzę na kartce, Cris mi zagląda przez ramię, w końcu stwierdza, że nic z tego nie rozumie.
Cris: - Słuchaj, co to jest ?
Ja: - Ściana, której nie ma.
- Jak to nie ma ?
Ja: - No nie ma, miała być ale nie ma.
- No to co tam jest?
Ja:- A bo ja wiem, taka wypustka, nie da się tego narysować. Zaznaczam, że to jakiś wariat przerabiał.
Rysuję dalej.
Cris znowu: A to co?
Ja: - Balkon.
- Słuchaj, chyba źle rysujesz, on ma być równo z tą ścianą.
Ja:- A skąd ! Właśnie, że nie jest. No nie da się tego rozrysować.
Cris:- Głupstwa gadasz.

Rysuję dalej,
Cris znowu swoje :- A co to ?
Ja:- Schody do domu.
Cris: Tak ??? A to z boku ?
Ja: Drugi balkon.
Cris: Jak to ? Schody na balkon ?
Ja: - No nie. Schody na ganek a obok balkon !
Cris: _ Wiesz co. Albo z Ciebie taki rysownik jak z koziej... albo ja nic nie rozumiem.
Ja: - Ale tego się nie da narysować !
Cris: - Moja droga ! Wszystko się da narysować. Daj ja to zrobię.
Ano dobrze. Jak on chce, to ja mu nie będę przeszkadzać. Niech rysuje.
Poszła jedna kartka, potem druga. Cris się lekko spocił, dziwnie na mnie patrzy. Ja mu usiłuję wytłumaczyć, on twierdzi, że nie rozumie.

Tek - rozdzieram się. Chodź no na moment. Słuchaj, skończyłaś inżynierię, miałaś rysunek techniczny. Znasz dom państwa N., pomóż nam go narysować.
Tek : - No co Ty mamo ! Nie da się. Tam jest jakieś wariactwo...

Cris się zdenerwował i mówi:- Co Wy, blondynki jesteście ? Musi się dać.
Wkurzyłam się. Starannie od nowa mu wszystko powiedziałam, Tek potakuje,on rysuje.
Trwało to z godzinę ale nam wyszło.

Cris popatrzył i mówi :- Wiecie co ? Ja muszę zobaczyć ten dom. Toż to chyba jakiś wariat przerabiał !!

No tak ! Znowu mnie nie słuchał. Przecież mówiłam, że "fachowiec".

Miłego dnia.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Witam ,a ja chcę mieć psa .

dinoor pisze...

Kot też może być:)

Neskavka pisze...

Również witam. A cóż stoi na przeszkodzie, że ich jeszcze nie masz ?

dinoor pisze...

Na przeszkodzie stoi niechęć do częstych spacerów , szczególnie porannych :)i wizyt u weta.
Po 16 latach odeszła ukochana sunia, a ja teraz opiekuję się osobą niepełnosprawną.