poniedziałek, 29 grudnia 2008

Poświątecznie i przedsylwestrowo

Żyjecie Kochani ?

Bo ja z trudem.

Mam wrażenie, że jestem jednym wielkim:
-uszkiem,
-pierogiem,
-karpiem
-śledziem
-rybą po grecku
-sałatką gyros
-jajem w majonezie
-krokietem
-gołąbkiem
-bigosem
-plastrem pieczonego mięsa

zagryzanym

-sernikiem( 2 rodzaje)
-makowcem,
-keksem-nie keksem
-rogalikiem(z marmoladą lub z makiem)
-lukrowanym pierniczkiem

popijanym

-herbatą
-colą
-napojem pomarańczowym
-wodą mineralną z gazem
-spritem
-kawą

Tyle pamiętam.

Nie obyło się oczywiście bez atrakcji.

Najpierw Crisowi udało się upolować ostatnie dwa karpie na rynku.
Za to ogromne.
Ja tam wolę małe bo smaczniejsze ale ważne, że były choć takie.

Cris je oprawił (bo ja się nie przyznaję,że umiem).
Potem się rozchorował i legł w pościeli.

Przy ryb smażeniu elegancko poparzyłam sobie prawą rękę bo mi olej prysnął.
Bolało jak nieszczęście!
Ja łapę szybko pod kran, lodowatą wodą schłodziłam.
Potem wysmarowałam rewelacyjnym TERMCOOLEM.Znaczy żelem takim.
Pobolało jeszcze chwilkę i śladu niet. Nawet pęcherza nie ma.

Potem się poryczałam przy opłatku ale to norma.
Przy kolacji Wigilijnej rozlał się barszcz na biały obrus ale to też norma.

Następnego dnia zawinęłam spódnicą i na nowy, śnieżnobiały, świeżo zmieniony obrus
wywaliłam zapaloną granatową świecę.
Rozbryzg poszedł na pół stołu,podłogę,meble,no i przód spódnicy !
Wrrrr ! Oj miałam co robić.

No a wczoraj zaprawiłam się drinkiem.
Bardzo dobrym. Ze strony WŻ. Z kawą i colą.
Tylko coś źle zrobiliśmy bo po wlaniu do szklanki coli ona "wybuchła" zalewając
następny obrus i pół podłogi w pokoju...
Ale i tak był pyszny ten drink.
I dzisiaj repeta.
Jedziemy więc z Crisem po składniki.
Szampana też kupimy.
I żubrówkę.
I sok jabłkowy.
A co !

Miłego dnia

Dopisek:

Wrrrrr.... nie pojedziemy. Samochód nie zapali bo akumulator kaput !!!!

wtorek, 23 grudnia 2008

Wesołych Świąt Kochani

Wszystkim osobom, które udało mi się poznać dzięki temu blogowi,składam życzenia Wesołych Świat.
I prezenciki .
Budka Suflera - Lulajże Jezuniu

sobota, 20 grudnia 2008

Pierdółki.....

Oj jak ja nie cierpię generalnych porządków.
Ale trzeba czasami.
Każde z nas ma takie ulubione miejsce gdzie gromadzi swoje skarby.
I wczoraj było odgruzowywanie tych miejsc.
Ja siadłam przy swojej szufladzie, przeglądam i dumam....
Tek ze swojego pokoju coś pokrzykuje w sensie: o rany, a myślałam, że To mi zginęło !
Cris swoje pierdółki przegląda.

No zmęczyliśmy się troszkę.
Zrobiłam kawę, siedzimy pijemy.
-Wiecie co-odzywa się naraz Cris- ja mam coś dla was?
Robimy z Tek zaciekawione miny a on wypada z pokoju i wraca ze swoim termosem.
- No co Ty- herbatą będziesz częstował?
-A tam herbatą! Tek dawaj kieliszki.
Robimy obie wielkie oczy
- Ja to ? To Ty piersiówkę masz?
- Ano- cieszy się jak głupi Cris i nalewa do kieliszków.
Wino! Domowej roboty ! Doooooooooooooobre i mocne !Pięcioletnie !

Okazało sie, że Cris wczoraj zakończył jakiś etap robót.
Zrobili odbiór, inspektor sobie poszedł. Szefa niet.
Oni się zbierają, pakują swoje manatki.
Na to z jednego domu wypada gospodarz.
-Panowie, mam coś dla was-mówi.
Idą za nim, a on przytarguje z piwnicy galon domowego wina i chce częstować.
Chłopaki się rzucili pić.
Cris za kierowcę robił a poza tym nie pije w pracy, a po pracy też nie.
No to mu nalali na później. A że nie mieli w co to do termosu...

No to wypiliśmy a skarby dalej leżą sobie.

Może przy okazji następnych świąt uda nam się ich pozbyć.......

Miłego dnia

czwartek, 18 grudnia 2008

Szykujemy się powoli....

Ustaliliśmy z rodziną-nie kupujemy wędlin.
Bo nam nie smakują. Zapach też mnie odrzuca.
Upiekę za to różne mięsa i będzie na święta.

Cris postanowił, że zapoluje na owo mięsiwo wracając z pracy, żebym ja w kolejkach nie stała i nie targała siat jak samochód jest.
Taaa...

W poniedziałek zniechęciły go tłumy więc wpadł w lekką panikę.
- Skarbie-mówi do mnie- a może ja urlop wezmę?
-Uspokój się chłopie-oponuję. Mamy czas . Zobaczysz, te tłumy się kiedyś przewalą. Nie pamiętasz jak było w tamtym roku? Bez kolejki zakupy zrobiliśmy. A w dodatku muszę zamrażalnik opróżnić.
Ale mnie nie posłuchał.

We wtorek udało mu sie wcześniej z pracy wrócić, więc ruszył w kurs po sklepach. Wszędzie tłumy.
Podumał i wpadł na genialny sposób.

Wczoraj przyniósł tak piekne mięso, że mi dech zaparło !
Boczek taki chudy, że ja dawno takiego nie widziałam i w dodatku bez skóry.
A jeszcze łopatka, karczek i schab. I bez kolejki.
Po prostu zamówił a wczoraj tylko odebrał.
Teraz tylko upiec i świętować.

Fajnie mam nie ????

Miłego dnia

środa, 17 grudnia 2008

HAHAHA.....

Ubaw mam po pachy.
Dziewczyny na blogach pozakładały sobie różne judasze, oka i insze podglądy.
I dobrze jak takie ciekawe.
Tylko czemu te judasze tak oszukują?
Najpierw mnie namierzały w Częstochowie a teraz niby z Knurowa jakiegoś piszę.
No trzymam się za brzuch i czekam co będzie dalej.
Zainterweniuję dopiero jak im z Księżyca będzie mnie pokazywać....

A tak paza tym...

Wczoraj Cris mnie zapytał co bym chciała pod choinkę..
Głupi czy co ?
Jak mu powiem to nie będzie prezentu..
A w dodatku nie wiem jaką kwotą dysponuje .
On zrobił biedną minę więc wzięłam różne oferty i mówię:
-O patrz, ta cyfrówka by mi się przydała, o i ta pościel piękna tylko 130 zeta, a te świece jakie śliczne ! A już przy Oriflamie i Avonie puściłam wodze fantazji.
On robi coraz bardziej nieszczęśliwą minę...
- Wiesz co, szczęście ty moje-mówię-kup mi kilo cukierków , o na przykład wiśni w czekoladzie, bo WY też lubicie i będziesz miał z głowy.
Mam nadzieję, że mu pomogłam dokonać wyboru.

Miłego dnia

wtorek, 16 grudnia 2008

Chuch......

Szwędam się po blogach.
Jak mam wolną chwilę.
Mam swoje ulubione bez których życ nie umiem.
Mam też takie na które zaglądam jak mi za wesoło...
Nie dziwiłabym się jakby to pisała jakaś nastolatka, ale "ryczące czterdziestki".
Wieczne płaczki. Żadnej radości życia, nic nie cieszy, wszystko bleee...
Bo chłopa w domu nie ma. Tragedia taka znaczy. Bo małżonek poszedł a kochanka niet.
A weźże sznurek albo trutkę łyknij i uwolnij ludzkość od swojej osoby.

Za to na ulubionych blogasach życie wre aż miło poczytać.
Dziewczyny "z jajami" nie dające sobie w kaszę dmuchać. Trzymające życie za mordę i biorące się z nim za bary.
I tak trzymać.

Wczoraj mało zawału nie dostałam...

Wrócił Cris z pracy. Morda mu się śmieje od ucha do ucha. W łapie dwie ogromne reklamówki z zakupami.
"Po drodze" mu było do Lidla.
- Cześc Dziewczyny-rzuca od progu.
Żabul mu wytrąca z rąk torby, skacze na ukochanego pana. Koniecznie chce dosięgnąc do twarzy i polizać. A drze się przy tym jakby go żywcem ze skóry obdzierali.
Cris go bierze na ręce, przytula. Potem stawia na podłodze.
Ja odkładam szmatkę (bo sprzątałam), podnoszę z podłogi torby i stawiam na blacie w kuchni.
W tym momencie czuję na biodrach ręce Crisa. Odwracam się. On chce mnie pocałować ...
I jak na mnie nie chuchnie czosnkiem.....
N I E N A W I D Z Ę !!!!
Rany koguta. Myślałam, że zawału dostanę!
-Zwariowałeś-rozdzieram się.
Gdzieś Ty się tego świństwa nażarł ?
Okazało się, że koledzy w pracy żrą. Całe główki! Profilaktycznie. No na dworze zimno, oni na budowie, to się ratują chłopaki.
- Musiałeś z nimi jeść - pytam i odsuwam się na bezpieczną odległość.
- No musiałem, poczęstowali mnie, co miałem robić.
- Ty mi tu makaronu na uszy nie nawijaj. Wiem, że lubisz. Jak wyjeżdzam to zawsze mi chałupa czosnkiem wonieje. Ja rozumiem, że on jest zdrowy, można go dodawać do potraw. Ale na surowo? Nie pali cię?
- Pali-rzekł mój małżonek. I myślałem, że jak dasz buzi to mi przejdzie...
- A idźże Ty!- krzyczę i uciekam.
- Tek, ratuj rodzicielkę bo ją chcą zagazować.
Ona przychodzi zaciekawiona, ocenia sytuację.
- Dom wariatów-stwierdza rzeczowo.
A potem już w zgodzie jemy krokiety i zapijamy barszczem.
Do czosnku pasują.
A potem Cris się doszorował i buzi dostał. I przestało go palić....

Miłego dnia

PS. Zastanawia mnie czy psy lubią czosnek. No chyba, że Żabul jest tak zakochany w panu, że mu ten chuch nie przeszkadzał .....

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Zgodnie z ...

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią zahasłowałam nowego bloga.
Jeżeli ktoś ma problemy z jego czytaniem to proszę pisać na: olbykola16@gmail.com

Wymienione osoby proszę o kontakt :
-flavvi
-Dorocik
-Karrot
-Grażyna-jagienka121
-córka zgagi vel Joanna

Oraz wszystkich chętnych


Miłego dnia

czwartek, 11 grudnia 2008

Moje kudły....

Włosy mam jakie mam.
Nie lubię jak mi włażą za kołnierz więc albo spinam albo skracam.
Ostatnio zmieniłam kolor na ciemniejszy bo na zimę. No i pod czapką i tak nie widać.
Do fryzjera nie chodzę od czasu jak mnie czesali do ślubu z Crisem. No traumę mam.
Kiedy dreptam po domu włosy mają być związane. Gładko.
Ostatnio mnie nie chciały cholery słuchać i sterczały na wszystkie strony. No wściekłam się. Złapałam za nożyczki i trach !
W ręce mi została spora kupka.
Patrzę w lustro a tam wredna małpa na mnie patrzy.Tragedia.
No-myślę sobie-doigrałaś się babo. Nareszcie wyglądasz jak prawdziwa wiedźma.Miotły nie trzeba.
-Tek-rozdzieram się- ratuj rodzicielkę!
Przyleciała, popatrzyła, ręce jej opadły....
-Oj durna Ty durna- rzekła mądrze i dawaj doprowadzać mać do porządku.
Wyrównała co mogła. Ładnie jej wyszło ale włosy za krótkie.
Znowu sterczą wrrrrrr.
No to spinam, czym się da, ładnymi zapineczkami, klamerkami, klipsami.

Wieczorem wlazłam do wanny, z gazetami zaznaczam.
Wymoczyłam się w olejkach, wylazłam, wytarłam się, potem krem wklepałam w twarz.
Zasnęłam z książką na twarzy ale Cris ją delikatnie usunął.
Rano się budzę...
Głowa mnie boli !
Idę po tabletkę do apteczki.
Po drodze zerkam w lustro i..... wyciągam z włosów wszystkie spinki!

Miłego dnia

PS. Cris, na pytanie czy ich nie zauważył, rzekł: "Tak smacznie spałaś. Nie chciałem ci gmereć we włosach". Kochany jest nie ?

środa, 10 grudnia 2008

Informuję wszystkich,że....

zakładam drugiego bloga. Bardziej szczerego, intymnego, babskiego.
Zapraszam tylko te osoby, które mnie lubią.
http://surlaroutedesetoiles.blogspot.com/

Miłego dnia

wtorek, 9 grudnia 2008

Z serii: Trzeba kupić prezent...







Jeśli ktoś ma zbędne 800 zł to ja poproszę perfumki.
Co za drogo ?
No to może tańsze, za 200 ?
Albo mydełko tylko 35 ?
Co też nie ?
Że co? Jestem niepoważna?
Ja tylko mówię, co chciałabym dostać.
No bo "podaruj sobie odrobinę luksusu" i "jestem tego warta".
No to dajcie mi święty spokój !
Sami coś wymyślcie.
Miłego dnia
PS. To są propozycje prezentów z pewnej gazety dla Pań....

niedziela, 7 grudnia 2008

O sobie samej czyli moje wybryki....

Wybryk 1.

Zachciało mi się jajek na miękko na kolację.
Wzięłam garnuszek,włożyłam doń 2 jajka, zalałam wodą, zapaliłam gaz. Poszłam "NA CHWILĘ" do pokoju. W telejajku coś mnie zaciekawiło więc siadłam i patrzę. Tato obok, w ulubionym fotelu. Siedzimy i patrzymy. Trwało to może z pół godziny. Naraz w kuchni rozległ się huk i gaz śmierdzi! Zrywam się i pędzę do kuchni, za mną Tato. Gaszę gaz, łapię za garnuszek. Aj, kurna ,parzy! Garnuszek czarny, wody niet i jajek też niet !!!! Gapię sie z rozdziawioną gębą - gdzie jajka? Tato mi nawija za uszami:
-Oj durna Ty, durna! Dom mogłaś sfajczyć!
Ja:- Tato słuchaj! Ja wiem żem durna ale powiedz mi gdzie jajka?
On zagląda i robi zdziwioną minę...
Chodzimy po kuchni, zaglądamy- nie ma.
CUD ! Naraz tato mnie trąca i mówi:
- Ot masz swoje jajka!
Patrzę na sufit a tam jajeczne farfocle wiszą. Na całym suficie!
Taki odrzut był !

Wybryk 2

Rodzice poszli spać. Ja jeszcze siedziałam bo przyniosłam robotę do domu i musiałam skończyć. Zachciało mi się pić. Nastawiłam czajnik, z gwizdkiem. Wróciłam do roboty. Założyłam słuchawki na uszy i pracuję dalej. Wyliczenia mi się nie zgadzają, szukam błędu. Robi się późna noc. Naraz w kuchni widzę poświatę. Zrywam się i lecę. W kuchni pełno pary i dymu. Czajnik czarny ! Zgasiłam gaz, otworzyłam okno i dumam.. Rany Julek- co robić? Sfajczyłam ulubiony czajnik rodziców! Tato wstaje o 5 i robi sobie śniadanie do pracy i herbatę do termosu. Oj będzie zadyma.
Biorę klucze, po cichutku idę do piwnicy i przynoszę stary, przedpotopowy czajnik z pokrywką. Po czym nastawiam budzik na 4.45 i idę spać. Rano zrywam się i pędzę do kuchni wodę gotować. A potem w pokoju czyham na rodzica. Tato wstaje i zdziwiony pyta:
- A ty co tutaj robisz takim świtkiem?
- Yyyyyy... A wstawałam do łazienki. To wiesz, ty idź się myć i ogolić a ja ci kanapki zrobię i herbatę do termosu.
Tak też zrobiłam. Tato wziął, zapakował i udał do pracy....
Ja zapakowałam ten sfajczony w reklamówkę i też udałam się do roboty, po drodze wywaliwszy zbędny tobół do śmieci.
Wracam z pracy a Mama do mnie:
- Ty wiesz co się stało ? Tato sfajczył mój ulubiony czajnik i przynióśł z piwnicy stary. Ciekawe co on po nocy w kuchni robił jak poszliśmy jednocześnie spać ?
Ja coś tam odrzekłam i zeszłam mamie z oczu.
Wieczorem zaczepił mnie tato:
- Słuchaj, czy ty nie wiesz co Mama zrobiła z moim ulubionym czajnikiem ? Bo jakieś stare barachło się po kuchence wala ? Może ja bym tamten jeszcze naprawił?
Zagryzłam wargi i nic nie rzekłam..
Rodzice nadal patrzą na siebie wilkiem no bo ulubiony czajnik....
Następnego dnia jednak przyznałam się rodzicom a Tato kupił nowy czajnik.

Wybryk 3

Siostra urodziła syna-Piotrusia.
Dziecko było bardzo jasne ale ona się uparła, że ma rudawe włoski. Ano dobrze.
Już nie pamiętam z jakiej okazji ale upiekłam tort. Piotruś miał wtedy 102 dni.
Na torcie był napis : RUDY 102 !

Wybryk 4

Było to w czasach mojej wielkiej fascynacji wszystkim co francuskie.
Mama, od koleżanki, która się wydała za mąż za polskiego Francuza, dostała prawdziwą francuską kawę. A do niej biscuits. Coś jak nasze mini Petit Beurre .
Postanowiłyśmy z siostrą zrobić prawdziwe francuskie popołudnie z kawą w tle.
Coś mi się ubzdurało, że każda Francuzica musi mieć do kawy papierosa w dłuuuuuugiej fifce. Qurcze, skąd by tu fajki wytrzasnąć. Jakoś nam nie przyszło do głowy, żeby je normalnie kupić (w domu nikt nie palił).
Obok naszego domu było coś w rodzaju pola, na którym baaaardzo nielubiana przez nas "Baba" miała zakontraktowany tytoń.
Zakradłyśmy się w nocy, ja jako odważniejsza nazrywałam liści. Potem je suszyłyśmy na słońcu.
I nadszedł ten wielki dzień....
Odczekałyśmy aż będziemy same. Zaparzyłyśmy kawę, ciasteczka na talerz.
Zaczęłyśmy robic skręty. Wyszły nam cygara !
-Ty słuchaj-mówię do siostry-chyba coś nam nie wyszło .One powinny być cieńsze i na wierzchu mieć takie białe !
- A skąd ja ci bibułkę wezmę ?
Poszperałyśmy w domu i znalazłyśmy ruska gazetę.
"PRAWDA" sie nazywała. Uznałyśmy, że się świetnie nada.
Wydarłyśmy spore płachty, do środka pokruszyłysmy nasze cygara. Potem do gęby i zapalamy.
Zaciągnęłam się. Dym mi poszedł wszystkimi otworami, z oczu pociekły łzy!
Widzę, że siostra też ma dziwna minę. Ale ja, gieroj, udaję,że wszystko gra więc zaciągam się jeszcze raz. Robi mi się niedobrze!
Łapię za kawę i piję jak wodę. Bleeeee obrzydlistwo, kwaśne i gorzkie jednocześnie...
A w dupie mam te wykwintne francuskie zwyczaje-pomyślałam.
Nie pamiętam co było dalej ale mama mnie przez tydzień do normalnego stanu doprowadzała.
I zabijcie mnie ale nie pamiętam gdzie był wtedy brat ?

A tak na marginesie.
Nigdy nie dostałam od rodziców nawet klapsa ! Konsekwencji więc nie było.
Mama się tylko popłakała, że mogłyśmy sobie krzywdę zrobić, że takie duże dziewoje.
No takie tam-jak to matka.
Tato tylko głową z politowaniem pokiwał....

Miłego dnia

sobota, 6 grudnia 2008

Był Mikołaj....

Khy, khy....ja tak cichutko...
No paczkę dostałam.
Ucieszyłam się bo pasjami lubię.
W paczce same słodycze...
Niby od Mikołaja.
Tylko dlaczego Cris, ze zbolałą miną, powiedział :
" zapomniałem, że masz dietę"....
No trzeba było paczkę "zużyć", co nie?

I jeszcze kajecik dostałam.I długopis fikuśny.

A u Was był ?

Miłego dnia

piątek, 5 grudnia 2008

Głodnemu chleb na myśli......

Czy widzieliście babę,która miesiąc przed "Wielkim Obżarstwem" czyli Bożym Narodzeniem, zaczyna dietę ?
No to już widzicie !
Tak to ja, Neskavka.
No więc mam dietę....
Bo ulubiona "świątalna" spódnica się skurczyła i lustro, świnia, też mi prawdę pokazuje!
Ponieważ jestem Polką a wiadomo, że "Polak głodny to Polak bardzo zły" mam zły humor.
Żeby rodzina nie odczuwała schodzę im z oczu. Sprzątam chałupę albo gotuję (rodzina nie ma diety). Chodzę też wcześniej spać, tak koło 21.
I wszystko byłoby dobrze, ale....

Budzę się wyspana o 3 w nocy i juz spać nie mogę !
Rodzina chrapie koncertowo na różne głosy, Żabul im akompaniuje pomrukiwaniem...
Zapalam lampkę przy łóżku. Delikatnie zrzucam z własnego brzucha kolano Crisa a z głowy jego rękę...
Zakradam się do pokoju Tek i porywam jej gazety.
Wracam do łóżka, odpycham Crisa z mojej poduszki na jego połowę, Żabul warczy!
Cicho buraku-mówię czule.
On przyjmuje do wiadomości bo ucicha.
Moszczę się ,wyszarpuję spod małżonka mój jasiek, podkładam pod głowę i zagłębiam się w lekturze.
O proszę coś dla mnie.
Cytuję:

SEKS JEST SZKODLIWY*

My to wiemy i ty to wiesz. Bo trudno tego nie wiedzieć w świecie, w którym co dwie minuty pojawiaja się nowe badania udowadniające, jak bardzo szkodliwy jest seks.Tylko w tym roku opublikowano ich ponad 300. Napięciu nerwowemu przypisuje się wpływ na prawie wszystkie możliwe choroby, od problemów kardiologicznych przez wysokie ciśnienie po zaburzenia metabolizmu, przeziębienia, depresje, migreny, a nawet raka piersi.
O ile nie chcesz spędzić życia, medytując na szczycie góry, musisz liczyć się z tym, że seks jest nieunikniony.
" Badania wykazują, że z dekady na dekadę robimy się coraz bardziej zestresowani".

Zaraz, zaraz coś mi tu nie pasuje...

No tak.
Coś mi się na oczy rzuciło. Mroczki mam.

Czemu zamiast słowa STRES ja widzę SEKS?

Może mnie dopadł też i inny głód?

A Cris smacznie chrapie.....


Miłego dnia

*GLAMOUR Nr 12 (69) Grudzień 2008

czwartek, 4 grudnia 2008

Robię porządki...

Bo muszę.
Szafka się nie zamyka od poupychanych gazet, notatek i inszych pierdół.
Wśród rupieci znalazłam niedokończony list do rodziców:

......., dnia 21-07-2008

Kochani moi oboje,

Korzystając z okazji wysyłania paczki skreślam te parę słów.
Jak Wam się żyje z dala od hałaśliwej córki ?
Cris tak się przyzwyczaił, iż ja ciągle mu coś relacjonuję, że jak milczę, to on robi "rachunek sumienia' (hihi).
On się stale dziwi, bo ja "siedząc" w domu, mam mu więcej do opowiedzenia co sie wydarzyło w ciagu dnia, niż on przebywający z ludźmi...
U nas wszystko dobrze. Życie leci powoli i czasami mnie dobija jego monotonny rytm.
Czuję się jak jakaś " babcia emerytka" co to rano pobudka, śniadanko, sprzątanko, gotowanie obiadu itp. Myślałam, że chociaż się będę wysypiać ale gdzie tam...
Wstaję codziennie o 4.45 i wyprawiam Crisa do pracy. Nie muszę, ale chcę, od czasu jak zobaczyłam jego śniadanie..
Dwie pajdy chleba maźniete masłem i kawałek wędliny pokrojonej na palec grubo. Ja mu robię eleganckie kanapeczki z zieleninką, papryczka, pomidorkiem. Każda osobno zawinięta.
Potem się jeszcze kładę i nie mogę zasnąć więc czytam sobie książki. Jeśli książka mi się podoba to dzień upływa spokojnie. Gorzej jak mnie coś wnerwi ... oj biedni wtedy są domownicy...Wstaję podminowana i zaczynam dostrzegać to co zwykle mi umyka - porzucone przez Crisa skarpetki, rozgrzebane przez Żabula chrupki, zapaćkaną pastą do zębów umywalkę.
"Drę wtedy japę" jak mówi elegancko Tek.

Tu list się urywa.
I dobrze, bo jeszcze za dużo bym napisała.....

Znalazłam też paczuszkę, przewiązaną granatową (!) wstążką.
Listy. Wszystkie ponumerowane, od Crisa, a w nich ten jeden szczególny :
.... " Myślę, że znalazłem już swoją drugą połowę, która mnie rozumie. Człowieka, który czuje jak ja, myśli jak ja, interesuje się jakie mam marzenia.
Pragnę podziękować za każdą chwilę spędzoną w Twoim towarzystwie..."

Ładnie prawda?

I czy ja mogę TO wyrzucić ???

Miłego dnia

wtorek, 2 grudnia 2008

Bigosowo....

No to stało się.....
W sobotę robiliśmy Andrzejki. Wino wprawdzie było ale co to jest butelka wina na dwie osoby ?
W niedzielę chyba jednak oboje z Crisem mielismy kaca albo jakieś zaćmienie umysłowe...
Już przy śniadaniu Cris, stary żarłok, zaczął marudzić o bigosie na święta. Że to można wcześniej, potem w słoiki i gotowe ! Taaa gotowe!
Faktem jest, że przez dwa lata udało mi się wymigać i bigosu nie było! A teraz się uparł i rób człowieku co chcesz.
Ano dobrze, tak bardzo chce to go będzie miał.
Ja: - Skoro tak bardzo ci zależy, to zbieraj się! Jedziemy po zakupy!
Cris: - Jak to, dzisiaj ?
Ja: - Nie wkurzaj mnie! Pomyśl człowieku. W tygodniu wracasz późno a ja sama nie będę tego targać. Po to jest samochód, żebym sobie rąk nie naciągała do ziemi. No jazda ale już bo czasu nie ma.
Jedziemy. Po drodze oblał mnie zimny pot bo sobie uświadomiłam, że przecież niedziela, promocje, pewnie i całe procesje po sklepie będą latać !
Ja: - Cris, wiesz co, poczekaj. Może dzisiaj nie do Kaufa, co ?
Cris: - Sam o tym myślałem. To jedziemy do "Muszkieterów".
Zajechaliśmy. Na parkingu pustawo. CUD!
W środku też ludziów niet! Złapałam wózek i wrzucam metodycznie co tam wypatrzę....
Cris drepta obok mnie, zagląda w wózek. Ocho, coś mu się nie podoba..
- No co- mówię. Jak już tu jesteśmy to zrobimy większe zakupy.
- Przecież ja nic nie mówię !
- I dobrze. lepiej zobacz po ile pieczarki i owoce by się przydały.
On patrzy na mnie, a mnie zaczyna lekko wnerwiać.
-No nie patrz tak! Zdążymy wrócić przed tym twoim westernem !
Od razu mu się humor poprawił i przestał miny robić!
Załadowałam wózek "duperelkami" i poszliśmy zobaczyć na mięso do bigosu. Nawet ładne nam się trafiło. Kupiłam 3 rodzaje, kiełbasę, kawałek boczku i tzw. okrawki.
No to zakupy mamy z głowy. Jeszcze dorzuciłam puszki dla Żabula, gazety dla mnie i Tek i już całkiem na koniec "papier do twarzy"(czyt. toaletowy).
Pchamy się do kasy...
Cris: - Skarbie ?
Ja: - Tak ?
Cris: Nie zapomniałaś o czymś?
Ja: - Chyba nie... a zaraz... i dorzucam gumę do żucia, Nurofen i Propolki.
Cris:- Ale ja nie o tym...
Ja: - No to o co ci biega ?
Cris: - A gdzie kapusta ????
Wróciliśmy z całym majdanem, nabraliśmy całą reklamówkę kiszonej kapusty i już bez zakłóceń udaliśmy się do kasy....

Dzisiaj mój bigos już pachnie w całym domu a ja, z wielką kopyścią, pilnuję coby nie wyżarli przed świętami.
Coś dziwnie często ich ciągnie do kuchni...
Ciężko będzie bo ja bigos, z przerwami, gotuję kilka dni.....

Miłego dnia

Słucham sobie:

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Oświadczam !

Jeśli ktoś jeszcze nie robił to niech migusiem, biegiem zrobi.

Pizza Małgośki jest REWELACYJNA !!!

Zrobiłam duuuuużą blachę i poszła na pniu.

sobota, 29 listopada 2008

Wściekłam się ? Raczej rozmarzyłam......


Donoszę - kupiłam świetna rzecz. Polecam.
A tak ogólnie.....

Mam "cichego" wielbiciela....

A tak!

Od jakiegos czasu pisze do mnie listy miłosne.
Bardzo przemyślane, finezyjne, o głębokiej treści. Ileż ładunku emocjonalnego zawierają !
Zobaczcie sami:

kij_w_mrowisku pisze...
Co za tupet!
Jak można krytykować coś, o czym się najwyraźniej nie ma pojęcia.
A te przykłady „dobrej” muzyki – żenada.
Mamut Bodo z archaicznym akcentem był OK 70 lat temu.
Teraz może najwyżej śmieszyć.
Pavarotti to klasyczny przejaw snobizmu.
W powszechnej opinii ludzie kulturalni muszą się nim zachwycać.
Otóż młodość jest po to, żeby kpić z rzeczy, które się musi robić.
Najwyraźniej autorka cierpi na niską samoocenę i powtarza opinie ludzi, których uważa za autorytet.
Szczerze współczuję!
A tak.
To właśnie tobie trzeba współczuć.
Młodzież na szczęście wali opinia ciotek-klotek.
Podejrzewam zresztą, że to tylko taka poza.
Niemożliwe, żebyś naprawdę uważała, że wszystko poza bel canto to chłam.
A Turnau, Kazik, Basia Stepniak-Wilk, Edyta Gepert, że nie wspomnę o obcojęzycznych, to też chłam!?
Pora skończyć z oglądaniem „tańca na czymś tam” i posłuchać, co śpiewają współcześni zanim na dobre dołączysz do skansenu.
Dobrej nocy mróweczki!
28 listopad 2008 00:06

W odpowiedzi napisałam takiego posta:

"Postanowiłam sobie, że blog będzie zahasłowany, oflagowany, okluczykowany słowem zabezpieczony na wszystkie strony !
Z natury jestem cierpliwa ale do czasu.
Właśnie mi poszła para z nosa.Nie znoszę chamstwa pod żadną postacią !
Jeżeli ktoś wchodzi i komentuje tylko po to by mi dosrać to obecnie nie będzie miał takiej możliwości.
Przepraszam wszystkich pozostałych za utrudnienia."

Po czym go usunęłam.

Bo dostałam następny "miłosny list":

młot _na _tępotę pisze...
Faktycznie, twój blog więc niepasujące komentarze można wycinać.
To demokracja po Nescavsku.
Gratuluję i ... miłego samopoczucia!
Kij_ w_mrowisku.
28 listopad 2008 11:25

I teraz siedzę i myślę,myślę...

Dlaczego ta osoba tak zapałała do mnie miłością ?
Dlaczego właśnie do mnie ?
Jeszcze nigdy w życiu nie usłyszałam tylu komplementów na swój temat..

Wyobraźnia mi podsuwa różne obrazy..

A może to jest ten wysoki brunet co to mi go Cyganka wypatrzyła na dłoni lata temu?
Czyli miłość mojego życia ?

I co ja wtedy zrobię z Crisem ???

A będzie dwóch - co mi tam !

No ciekawość mnie zżera.

Miłego dnia.

PS. Czytam "Mikołajka" i łzy mi lecą ze śmiechu.... i kolęd słucham.
I innych takich.
A co ? Bo lubię. Wolno mi.

http://applejack.wrzuta.pl/audio/gSwIXh40GN/koleda_super_dolly_parton_-_joy_to_the_world


i jeszcze to:

boy george - everything i own

A to specjalnie dla Młoteczka vel Kijka:
(zwróć uwagę na zęby i rzęsy !!!!!)

oraz to:

wtorek, 25 listopada 2008

Współczuję....

A tak ! Właśnie współczuję.
Współczuję dzisiejszej młodzieży.
Mnie uczono wsłuchiwać się w muzykę, poznawać dźwięki.
Odróżniać chłam od bel canto.
Bo dla mnie piosenka oznacza mocny głos wykonawcy i muzykę w tle. A te dzisiejsze wyjce?
Mało mikrofonu nie zjedzą a i tak gówno słychać! I dlatego nie trawię współczesnych "gwiazd", nie przemawiają do mnie i już.

A tu przykład. Jedna piosenka i dwa wykonania.
Jak myślicie, kóre jest bliższe memu sercu bo jest doskonałe ?




A tu "perełka".
Ukochany utwór w ukochanym wykonaniu

Miłego dniaaaaaaaa

niedziela, 23 listopada 2008

Jak Cris chleb kupował...

Cris poszedł tylko po chleb.
Sklep blisko domu.

Nie było go 4 godziny.

Żabul siedzi pod drzwiami i piszczy...

Krzątam się po domu, zaglądam w okna.
Nie ma samochodu !
Śnieg pada, drogi śliskie...
A wyobraźnia pracuje:
-nie dostał chleba,
-bankomat nieczynny
-zepsuł się samochód...

W dodatku zostawił komórkę.....

W końcu jest.
W rękach 3 (!!!!) reklamówki i zgrzewka wody mineralnej.
Ja :- Gdzies ty latał, gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę - wołam, odbierając mu ładunek.
On: - Czekaj zaraz ci opowiem, tylko troche odtajam.
Ja: - Chcesz kawy czy obiad ?
On: - Kawy, kawy !
Zrobiłam mu duży kubas. On pijąc relacjonuje....
"Pojechałem do bankomatu. Po drodze zobaczyłem, że jest otwarty sklep, ten zawsze zamkniety, z różnymi duperelkami do samochodu. Połaziłem, kupiłem parę pierdółek. Obok jest sklep z częściami do sprzetu AGD. Też połaziłem.
Potem pojechałem do Mamy zawieźć jej części do czajnika bo jej sie zepsuł. Mój brat naprawi. Posiedziałem chwilę, pogadałem. Kiedy wychodziłem Mama mówi, że ma dla nas buraczki.
Przypomniałem sobie, że mam kupić chleb. Po drodze, w mięsnym nie było kolejki. Kupiłem łopatkę bo tania była i kurczaka. Zaniosłem do samochodu. Wróciłem po chleb. Połaziłem po sklepie. W tym czasie zrobiła się kolejka do kasy. Odstałem swoje, zapłaciłem, zapakowałem i zaniosłem do samochodu. W międzyczasie jakaś baba zatarasowała samochodem wyjazd i za nic nie mogła wyjechać!
Patrzyłem z rozdziawioną geba - wyjedzie czy walnie kogoś w kuper ?
Długo to trwało bo robiła różne cuda ale jakoś wyjechała. Dojechałem do domu, wziąłem zakupy i na schodach rozwaliła mi się reklamówka więc wróciłem do samochodu po drugą torbę. Pozbierałem co wypadło i oto jestem !

Zaglądam w torby a tam: kurczak ( ze 3 kg), łopatka, (2 kg) ze 3 kilo jabłek, buraczki od Teściowej ( z 10 kilo), 2 kartony mleka, tzw. smarowidło do chleba, kilo kiełbasy, paczka pierników w czekoladzie, paczka herbatników "łamizębów" ( Żabul lubi), 3 pączki.
No i chleb - 2 razowe i jeden zwykły.

A potem z samochodu przytargał jeszcze jeden pakunek...
Brytfankę mi kupił, z pokrywką, jaką już dawno chciałam mieć.
On:- Bo wiesz, święta idą. A ty robisz takie pyszne mięsa pieczone. I zawsze narzekasz, że nie masz w czym.... A "zapiekalnik" za mały...

A miał być tylko chleb !

Miłego dnia

PS. Gwoli wyjaśnienia - u nas w mięsnym w sobotę zawsze są kolejki.

piątek, 21 listopada 2008

Muszę? A właśnie, że nie....

Wczoraj miałam leżeć na kanapie i mieć wszystko w dupie.
A co nie wolno ?
Też mi się od życia coś należy bo co ja nie człowiek ?
Całe dotychczasowe życie "musiałam".
Od najmłodszych lat słyszałam:
- musisz to zjeść bo nie urośniesz, bo będziesz chora, jesteś za chuda.
- musisz wypić ten tran
- musisz iść do przedszkola
- musisz założyć sweter
- musisz iść do szkoły
- musisz coś zrobic z tymi włosami ( dłuuuugie miałam)
- musisz odrobić lekcje
- musisz się nauczyć tego wiersza
- musisz przeczytać lekturę
- musisz zdać maturę bo co będziesz w życiu robić
- muszę to mieć na jutro ( to prezes krwiopijca, analityk jakich mało)
- musisz coś zrobić z tym dzieckiem ( nie chce jeść)
- musisz coś zrobić z tym kotem (trzeba iść do weta)- musisz zrobić prawo jazdy
i tym podobne

A potem też nie lepiej.

W zasadzie nie czytam poradników.
Wystarczą gazety:
A tam :
- musisz raz w miesiącu umyć okna (zgłupieli ?)
- musisz się rozliczyć z Urzędem Skarbowym( przecież Wiem)
- musisz zmienić dowód
- musisz się odstresować
- musisz byc boginią seksu
- musisz być partnerka, kochanką, wyrozumiałą żoną....
- musisz mieć długie kozaki (bo modne)
- musisz mieć wielką torbę
- musisz ....
taaaaak
A właśnie, że nie muszę.
Ja chcę !

No więc leżę na tej kanapie, oglądam na DVD jakąś głupawą komedię...
Ale sumienie mnie gryzie.
Źle mnie wychowano, że kobieta musi....

Zwlekam się i idę do kuchni. W jednym garze ogórkowa, w drugim pyry, w trzecim gulasz.
Surówka ze słoika,z piwnicy.

Wraca Cris, zmarznięty na kość.Podaję gorący obiad.
Potem idzie z Żabulem na spacer bo ze mną ta gadzina nie chce.

Myję gary, na podłodze pełno wody.
Kurna co jest ?
Wywalam wszystko z szafki pod zlewem czyli pojemnik z warzywami.
Wraca Cris, włazi na czworakach pod zlew, świeci latarką, namierza usterkę.
Podgrzewacz sie zepsuł.
Po czym idzie do swojej skrzynki, szura, grzechocze..
W końcu mówi:
- Muszę jechac do sklepu bo nie mam takiej części.

A ja się cieszę, że to nie ja MUSZĘ !!!!!

A potem razem wleźliśmy pod koc. I nawet wino było....

Miłego dnia.

czwartek, 20 listopada 2008

Warczę! Bardzo głośno !

Powoli pokrywam się "kurzem"...

Rano nie chce mi się ubierać...
Po co używać kosmetyków jak i tak będę stara ?
Po co myć głowę jak pod kapturem i tak nie widać ?
Po co ścielić łóżko jak wieczorem je na nowo rozkopuję ?
Po co myć gary jak znowu będą brudne ?
Po co odkurzać jak znowu nakruszą?
Po co myć podłogi - wystarczy, że Żabul przyjdzie ze spaceru ?

Zimno jak cholera a ja MUSZĘ iść z Żabulem na spacer, no bo nie ma nikogo innego.
Zrobić obiad bo rodzina chce jeść.
Codziennie ten sam kołowrót.
Załóżcie mi klapki na oczy i w kierat...

Czyżby szczyt moich możliwości odszedł w siną dal ?

Nic mi się nie chce.
Tumiwisizm totalny zawładnął moim jestestwem z siła wodospadu.
W głowie głęboko mam zakodowane nic-nie-ro-bie-nie !

Chcę ciszy, spokoju, zaszyć się gdzieś w kącie, być malutką myszką, pyłkiem, minimikronem jakimś...
Mam podły nastrój, rodzina mi schodzi z drogi bo warczę wściekle.
Odczepcie się wszyscy !!! Jestem niewidzialna, zniknęłam, umarłam....

Ja chcę słońca i ciepła, dużo ciepła.
Jeszcze nie ma zimy a ja mam wrażenie, że cała jestem lodem.

Żabul mi podrzuca swoje zabawki, zaprasza do zabawy - wybacz,nie mam siły piesku...
Tek mi opowiada zabawne historyjki a ja nie mam siły się śmiać...
Cris mnie przytula, oplata swoim ciepłem a mnie nadal zimno..

I tak strasznie tęsknię !
Za swoim miastem, gdzie spędziłam 40 lat życia, za młodością, za tą radością życia która mi ucieka...

Tek: - Mama, czy ty przypadkiem nie masz napięcia..?
Cris: - Skarbie- masz kryzys?
Może... nie wiem.

Ale wiem, że...

Chciałam obejrzeć film, dokumentalny, o Marlenie Dietrich.
Czekałam na niego dwa tygodnie.
Wlazłam pod koc, Słuchawki na uszach.
Gorąca herbata paruje w ukochanym kubku na stoliku, palą się świeczki zapachowe. Nastrój co się zowie.
Zaczyna się film, poddaję sie nastrojowi chwili...

I właśnie wtedy, o 18, ta małpa, kurwiszon, nierób, stara panna (niepotrzebne skreślić).
Jednym słowem - baba ze Wspólnoty Mieszkaniowej - przylazła do mnie aby mi pokazać co uchwalili na ostatnim zebraniu !!!!
Przecież Cris na nim był!

O qurwa żeż qurwa !!!!!


M...... dnia.

wtorek, 18 listopada 2008

Jak.... Tradycja ?????

Yyyyyy.....co to ja chciałam ???

Otóż chciałam napisać nową notkę....Przedtem jednak wlazłam na ulubione blogi i już nie mam pomysłu na notkę...
Z jednej strony przemyśleń mam mnóstwo a z drugiej stale mnie ktoś ubiega i ubiera w słowa moje myśli. I co, mam dublowac tematy?
A tam, nie będę się przejmować. Ostatecznie to jest MÓJ blog i mogę pisać co chcę.

Wczoraj był miły dzień...
W miarę ciepło. Żabul grzeczny i nie naprzykrzał się ze spacerami, obiad mało pracochłonny więc udało mi sie obejrzeć powtórkę "Tańca z gwiazdami". Bo lubię i już.
Kocham Ankę Głogowską - szkoda, że jej się taki drewniany tancerz trafił. Ileż w tej dziewczynie jest radości życia, widac, że taniec to jej żywioł.I te stroje ! Cudowne !

Rodzina coś knuje.
Co i rusz słyszę szepty, jakieś kanszachty, tajemnice...
Cris, niby przypadkiem, podpytuje mnie o święta.Tek, pokazuje najnowsze katalogi Avon, Oriflame...O nowa "Pur Blanka" by mi sie przydała. Uwielbiam ten zapach...

A dajcie Wy mi świety spokój !
W tym roku nie robię i już.... Nie mam ochoty, siły, zdrowia !!!

Ale z drugiej strony...
Choinka tak pieknie ubrana, światełka tak cudownie migoczą, barszcz taki pyszny i uszka do niego, karp smakuje tylko w tym czasie.
Sernik upieczony na największej blaszce jaką mam, makowce mi się znowu rozjadą, bo za delikatnie je zwijam w papier, Cris przeszczęśliwy, Żabul przeżarty.Tek, jak małe dziecko, zagląda na prezenty.
I sąsiedzi wpadną z opłatkiem.... I kolędy,miliony kolęd !

Pójdziemy do Teściowej, jak się wszyscy zjadą i rykniemy całą piersią zagłuszymy wszystkich.
I będziemy wpominać tych, których już z nami nie ma....

Ale te zakupy, sprzątanie, gary ! Nie , nie i jeszcze raz nie !

Hmmmm przecież Cris i Tek mi pomagają.

Nie, nie i jeszcze raz nie !
I dlaczego ja, ateistka, mam robić święta ?

Bo kocham Crisa i szanuję moją teściową. No i TRADYCJA !!!!

Miłego dnia.

PS. A to mnie trzyma od wczoraj. Nogi mi same "lecą" do tańca. Da da da da da eta lubow maja .....

Andrzej Rosiewicz Biały walc

niedziela, 16 listopada 2008

Morderstwo doskonałe

"Lesio Kubajek postanowił sobie, że zamorduje personalną. Straceńczą myśl podyktowała mu rozpacz."

Pamiętacie te dwa pierwsze zdania?
Kto czytał ten wie, że to "Lesio" Joanny Chmielewskiej.

Dojrzewam do tego aby popełnić morderstwo doskonałe !!!

Muszę zamordować córkę czyli Tek. Straczeńczą myśl podyktowała mi złość....
Inaczej się nie da.

Dlaczego ja nie chciałam laptopa ???? Aaaa ktoś mi chyba odradzał!
Muszę sobie przypomnieć kto i zamordować.

Mam komputer.Oficjalnie jest on mój. Ja go wyprosiłam ( bo były inne wydatki), wybrałam, przytargałam, wprawdzie nie instalowałam ale to pryszcz.
Mam swoje ulubione strony i BLOGI !
Mam też codzienne obowiązki z których staram się wywiązywać przyzwoicie i sumiennie (oprócz prasowania ale rodzina już wie i nie protestuje).

Mam też to do siebie, że podczas roboty myślę...Dopadają mnie różne wspomnienia, strzępy rozmów, jakieś informacje zbierane skrupulatnie przaz całe życie.
Czasami jest tak, że nie mogę sobie owych informacji dopasować i MUSZĘ, po prostu MUSZĘ je sprawdzić w kompie. Już i natychmiast !

I tu zaczyna sie clou (czyli klucz) sprawy...

Ja, komputer i Tek nie możemy żyć w zgodzie.

Pamiętam, jak kiedyś w pracy dopadło mnie takie zdanie : " Stara kobieta wysiaduje"...
Ludzie co za męka. Za nic nie mogłam sobie przypomnieć: co to jest-tytuł sztuki, obraz,książka,opera czy też coś innego ...Kombinowałam jak koń pod górę.
W końcu dzwonię do Mamy:
Ja: - Słuchaj! "Stara kobieta wysiaduje" co to ?
Mama: Ty przed piekarnikiem przecież.
Aaa... no tak.

Mamie wysiadł piekarnik w momencie jak piekła drożdżowe bułeczki z serem. Rozpacz. Co robić. Taty nie było w domu. Okazało się, że aby piekarnik działał trzeba było wcisnąć pokrętło i trzymać cały czas bo inaczej płomień gasł. Wzięłam niski stołeczek, książkę, rozsiadłam się, wcisnęłam pokrętło i trzymam. 5 razy po 30 minut.
Ręka mi mdlała, w duchu klęłam siarczyście ale dla mamy to było takie nieszczęście, że się poświęcam.
W momencie kiedy już kończyłam przyszedł z wizytą brat i pyta:
- Co robisz?
Ja, zła jak nieszczęście (swoją drogą te chłopy zawsze wiedzą kiedy przyjść) warczę:
- Stara kobieta wysiaduję, nie widzisz?
A miałam wtedy 30 lat hehe..
Zadzwoniłam do siostry i dopiero ona mnie oświeciła (Tadusz Różewicz-"Stara kobieta wysiaduje")... uffff

Codziennie jest: Tek, wpuść mnie na kompa i jej odpowiedź "teraz nie mogę". Wrrrr

Wczoraj też mnie dopadło...

Tek siedzi u swoich "ziomków" czyli w Lineage 2.
Komputer mało nie dymi.
Ja: - Wpuść mnie szybko, muszę coś sprawdzić.
Tek: - Teraz nie mogę - biję mobki !
Wrrrr....
Po 15 minutach.
Ja: - Wpuść mnie,muszę..
Tek: Nie mogę, mamy Raid Bossa.
Wrrrrrrr...
Po pół godzinie.
Ja: Córka bo będzie nieszczęście...
Tek: Mama no nie mogę teraz, zrozum. Mamy coś tam (ach te angielskie nazwy). On sie odradza raz na 3 miesiące i właśnie dzisiaj będzie. A ja jeszcze muszę zdobyc szmatkę, adeny i inne tam....
Wrrrr... wrrrrrr..... wrrrrrrrrrrrrrrr

Siedzę na kanapie, zgrzytam zębami a w oczach mam mord.
Wraca z pracy Cris: - Część Skarbie, co tak dumasz?
Ja: - Część. Nie wiesz przypadkiem ile mogę dostać za morderstwo z premedytacją ?
I czy będziesz mi paczki przynosił ???

Miłego dnia.....

PS. Cris, ja chcę laptopa - tylko za co ja się pytam ?????
PS2. A Tek swojego kompa zostawiła u moich rodziców... i oni maja dwa.
Wrrrrrrrrrrrr

sobota, 15 listopada 2008

On ze mną nie rozmawia...

Wracałam z Żabulem ze spaceru.
Przez okno wygląda sąsiadka. Macham jej ręką i wołam: chodź na ploty !
Przyszła. Zrobiłam kawę, pokroiłam pleśniaka bo akurat upiekłam.
Ona siedzi, popija, skubie ciasto ale widzę, że jakaś taka przygaszona.
Ja: - No, co tam słychac bo dawno Cię nie widziałam? Coś się mijamy ostatnio.
Ona: - A jakoś leci. Mam kołowrót w pracy.
Ja: - A jak sie czujesz? Doszłaś już do siebie po operacji ?
Ona: - Tak, wiesz, już wszystko dobrze.
I milczy zamyślona. Coś nam sie nie klei ta nasza rozmowa...Ma baba jakiś problem, wyraźnie widać, że coś ją gryzie.
Coś tam nawijam, ona mi potakuje głową. W pewnej chwili mówi.
Ona: - Wiesz, nie wiem co robić. ON ze mną nie rozmawia....
ON to jej mąż.
Ja: Jak to nie rozmawia ? Pokłóciliście się ?
Ona: - No właśnie, że nie. I nie wiem o co biega...
Ja: - No to nie rozumiem..
Ona: - Wiesz, były cztery dni wolne i wiesz co ON wtedy robił ? Albo oglądał telewizję, albo czytał książki lub siedział z laptopem. A ja jak ten stary mebel!
Ja: Kochana ! No wiesz? Jakby ci tu powiedzieć... Ja to mam na co dzień. Crisa cały dzień nie ma a jak już wróci to też zje, powie dziękuję, dwa zdania na temat pracy, że wykończony, pilota w łapę i tyle go widzę! No jeszcze z Żabulem na spacery chodzi.
Ona: - I ty się na to godzisz?
Ja: Yyyyyy... no chyba tak. Ja w tym czasie dreptam sobie po chałupie, czytam książki,gotuję.
Ona: - Ale kiedyś to inaczej wyglądało ! Potrafiliśmy ze sobą godzinami rozmawiać.
Ja: - Wiem, wiem. No cóż. Jesteście długo razem. Ty zmieniłaś pracę, on zmienił pracę, miałaś operację. Czy Ty wiesz jak ON przeżywał ? Może On musi sie teraz wyciszyć. No i wiesz, jesień tak na ludzi działa...Nawet moja Tek przycichła a ją uciszyć to wielki wyczyn....
Ona (zamyślona): Może masz rację... To mówisz, żeby się nie przejmować?
Ja: No pewnie, że nie. Zobaczysz, jak go odblokuje to będziesz go z domu wypychać...

Spotkałam ją dzisiaj na klatce.
Uśmiech od ucha do ucha.
Ja:- O... widzę, że odblokowało.
Ona: I to jeszcze jak ! Gada jak nakręcony !

A jak tam u Was? Też tak macie ?

Miłego dnia.

czwartek, 13 listopada 2008

SUNNY

Moja córka, Tek, ma przyjaciela. I jest to przyjaciel szczególny...
A było tak:

Siedzimy w pokoju. Dzwoni telefon. Odbiera Tek. Chwilę słucha a potem mówi:
-"Dobra dobra. Nie ze mną te numery". I odwiesza słuchawkę.
Patrzę na nią zdziwiona, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, telefon znowu dzwoni.
Tym razem rozmowa była dłuższa. Tek skończyła, odwiesiła słuchawkę, siedzi i duma!Zaciekawiło mnie to, więc pytam:
Ja: - Co jest?
Tek: - A wiesz, albo ktoś sobie jaja robi, albo ja mam jakiegoś farta w życiu.
Ja:- Ale o co chodzi ?
Tek: - A tam. Poczekamy, zobaczymy. Powiem ci jak coś sie wyjaśni.
Ano dobrze. Telefony powtarzały się codziennie po parę razy i były coraz dłuższe. Po dwóch tygodniach Tek zdecydowała się mi powiedzieć o co "biega".
- Wiesz, mamo, zadzwonił do mnie chłopak. Przedstawił się. Trochę po polsku a trochę po angielsku powiedział, że niedawno przyjechał do naszego miasta, nie ma tu nikogo bliskiego.
Mój numer znalazł na Skypie. Zapytał czy od czasu do czasu będzie mógł do mnie zadzwonić bo mieszka sam i nie ma z kim pogadać. Poza tym nie zna miasta i czy ja bym mogła być jego przewodnikiem ?
W tym momencie jej przerwałam i mówię:
Ja: - A prosiłam, żebyś nie podawała numeru telefonu na lewo i prawo ! Nigdy nie słuchasz co mać do ciebie mówi. I co, teraz mi będą dzwonić różni tacy ?
Tek: - Cicho Mróweczko, nie marudź. Słuchaj dalej.
Ja: - To nawijaj.
Tek: - Ten chłopak jest bardzo miły, dobrze wychowany i wydaje mi się, że naprawdę chce kogoś do pogadania. A teraz mam problem bo on chce się umówic na pizzę a ja nie wiem czy się zgodzić?Ja: - A w czym ten problem?
Tek zrobiła minę kota ze Shreka i wydukała:
- Bo wiesz, on nie jest Polakiem !
Ja:- Też mi problem! No to co, że nie Polak? I co, ma to wypisane na twarzy ? Tylko nie mów, że Niemiec. Niemcom mówię zdecydowane nie.
- No wiesz, z tobą już nie można poważnie porozmawiać - nadęła się Tek.
Ja: - Nie marudź tylko się zgódź! Coś wymyślimy. I co, nie powiesz mi, kto to ?
Tek pokręciła przecząco głową i poleciała do swoich spraw.

Umówiła się na ową pizzę na sobotę.Chłopak miał po nia przyjechać swoim samochodem...

Tek się wyszykowała, ja wzięłam Żabula, do dużej torebki tłuczek do kotletów.
Idziemy. Ona pierwsza, ja za nią kilka metrów, że to niby się nie znamy...
Patrzę stoi extra fura. Tek podchodzi do niej. Na jej widok wysiada z samochodu chłopak. Otwiera przed nią drzwi auta a potem się z nią wita...
Ludzie kochani ! CZEKOLADKA !!!!
Podchodzę bliżej z torebką pod pachą, Żabul kręci kuprem.
Chłopak patrzy na mnie a potem się uśmiecha i mówi do Tek:
- Your Mama, co ? Boiłaś się?
A ja widzę rzęsy na pół twarzy i zęby białe jak śnieg...

Ucieszyłam się jak świnia w deszcz bo tak się składa, że bardzo lubię Murzynów...

Wieczorem zadzwonił Cris a ja się dowiedziałam, że mam męża rasistę !
Ale szybko mu przeszło jak poznał chłopaka.

Gorzej było z innymi...
Wracam z pracy. Patrzę, idzie naprzecinko ONA, największa dewota i plotkara na Osiedlu.
-Qurde- myślę , już nie miałam kogo spotkać.
Ona już z daleka krzyczy do mnie:
- Pani Ixińska, pani Ixińskaaaa!!!! Czy pani wie, że pani córka się ciąga z jakimś Murzynem!
O żeż ! Już lepiej nie mogła trafić...
W pracy miałam ciężki dzień, bolał mnie kręgosłup, padał deszcz, targałam zakupy, obcierał mnie but i jeszcze ona !
Para mi poszła nosem, dostałam wqurwa giganta więc sycząc mówię:
-Droga Pani L., co to znaczy, zże się ciąga, bo ja nie wiem?
- Ona: - No, znaczy, że chodzi z Murzynem !!!
- Ja: - Ma pani niedokładne wiadomości.
Po pierwsze-nie chodzi, tylko jeździ. Po drugie-nie z Murzynem ale z człowiekiem, a po trzecie - może mi pani powiedzieć co to panią obchodzi ?
Ona robi głupia minę i znowu swoje:
-Ale to MURZYN !
Ja: - Głupia babo !!!!! Nie Murzyn tylko Człowiek, CZŁOWIEK !!!!!
Bo czym on się różni on pani? Ma tak samo dwie ręce, dwie nogi, głowę i dużo więcej rozumu niż ludzie z takimi pogladami jak pani! I wara od mojej rodziny !!!

Chciałam jeszcze dużo powiedzieć ale w tym momencie z klatki wyszedł jej mąż i do niej w te słowa:
- Żeż qurwa, ile będę czekał, aż doturlasz swoją grubą dupę do domu i zrobisz mi coś żreć!
Cały dzień w chałupie siedzi a gary puste ! Do domu ale już !
Ona spuściła głowę i potulnie poszła za nim...

A kiedy dowiedziała się, że ów Murzyn jest znamym sportowcem, ona, owa pani L., zaczęła mi się kłaniac w pas !

Mineło już kilka lat a Sunny nadal się przyjaźni z moją córką. I chociaż wyjechał w inny rejon Polski to dalej utrzymują kontakt, często do nas dzwoni a już obowiązkowo z okazji różnych rodzinnych uroczystości.

Jestem wdzięczna losowi, że dane nam było Sunny'ego poznać.

niedziela, 9 listopada 2008

Co robisz Mróweczko ???

Czy znacie kawał o Indianinie ?

Do wodza Apaczów przychodzi młody Indianin i pyta:
– Dlaczego wszyscy Amerykanie maja takie ładne imiona, tylko my, Indianie mamy takie brzydkie?
– Brzydkie? Czy nie podoba Ci się moje imię - Orle Pióro?
– Podoba.
– A imię Twego brata, Wielkiego Niedźwiedzia?
– Podoba.
– To dlaczego zawracasz mi głowę Śmierdzący Mokasynie?

"Siedzę" w kuchni.
Ziemniaki obrane, surówka z kiszonej kapusty zrobiona a ja tłukę schabowe.
Wchodzi Tek i od progu pyta:
- Co robisz Mróweczko ?
Zapowietrzam się bo nie cierpię takich pytań, ale nie będę "toksycznym rodzicem".
Ja:- Śpiewam i tańczę, nie widać ?- mówię słodko.
Tek: - A to dobrze.... A możesz mi powiedzieć co robisz na obiad ?
Ręce z tłuczkiem mi opadają ale dzielnie odpowiadam.
Ja: - Przecież widzisz, że schabowe.
Tek: - A to dobrze, to dobrze.
Idzie do lodówki, wyciaga picie, nalewa sobie i pije.
Tłukę dalej kotlety. Po chwili słyszę:
- Idziesz może na kompa ?
Zagryzam wargi ale dalej z uśmiechem mówię:
Ja: - Nawet już poszłam... A kotlety się same tłuką. Takie inteligentne, nie widzisz?
Tek : To dobrze. Bo wiesz, ja muszę iść ubić mobki i zdobyć fragi a mam mało czasu!
Westchnęłam ciężko i mówię:
– "To dlaczego zawracasz mi głowę Śmierdzący Mokasynie? "
Poleciała.
Naraz widzę, że Tek wepchnęla łeb do kuchni i mówi.
Tek: - A wiesz, że Cię kocham, moja ty Mróweczko !!!!
A na obiad mnie zawołaj.

No i jak tu sie na nią gniewać......

Miłego....

piątek, 7 listopada 2008

Na żyrandolu czyli ja i porno...

No właśnie..
Dlaczego zaraz na żyrandolu ???
Czy już normalne łóżko nam nie starcza ???
Pamiętam, w czasach mojej wczesnej młodości, w jakiejś gazecie, artykuł pod tytułem: "Białe małżeństwo". Był on zilustrowany takim obrazkiem:
Na żyrandolu, trzymając się go kurczowo, ubrana w samą bieliznę, z welonem na głowie, wisi panna młoda. Pod nią, ubrany w same ślipki, chyba pan młody usiłuje ja strącić przy pomocy szczotki na długim kiju....

Albo drugi :
Pan młody się rozbiera. Na łóżku siedzi panna młoda w sukni i welonie.
I mówi: "Idziemy na całość czy mam udawać dziewicę"????

Przy okazji komentarzy do poprzedniego posta przypomniały mi się moje przygody z porno...

W telewizji miał lecieć film z Marlonem Brando "Ostatnie tango w Paryżu".
Coś mi się obiło o uszy, że są tam ostre sceny... Kurcze jakby to obejrzeć.
Telewizor stał w dużym pokoju. Dom wprawdzie duży ale jak ja wytłumaczę rodzicom siedzenie o tej porze przed telejajkiem. Z tatą nie było problemu. Wracał późno i jak już poszedł spać to spał jak zabity. Ale mama.... coś wywąchała nosem i za nic nie chce mnie zostawić samą.
Gorączkowo myślę jakby tu jej się pozbyć..... i wymyśliłam.
Siadłam naprzeciwko i zaczynam ziewać... Najpierw cichutko i dyskretnie...
Mama nawet dzielnie sie trzyma ale w miarę mojego coraz częstszego ziewania zaczyna mi powoli towarzyszyć. Ja zwiększam tempo ziewnięć-mama też. Po około 10 minutach mama kapituluje, ziewa jak smok, oczy ma na zapałki. W końcu mówi upragnione "idę spać" a ja się cieszę jak wariatka.
Ściszyłam głos do maksimum, uszy mam dookoła głowy, wszystkie zmysły skierowane na to, aby mnie nikt nie przyłapał...
Na ekranie Marlon posługuje się kostką masła ( po jaką cholerę mu masło-głodny ? I co będzie je jadł bez pieczywa?), w domu cisza...
Naraz słyszę łomot !!!!
Podskoczyłam jak na sprężynach, zerwałam się z fotela i trach wyłączyłam telewizor...
Zaznaczam, że wtedy nie było jeszcze pilotów. Trzeba było paluszkiem na taki czerwony guziczek naciskać.
Rozglądam się wystraszona co to było do cholery ???
No tak... W domu było dużo kotów i pies. I właśnie jeden z kotów sie obudził i zeskoczył z kanapy, paskuda jedna. Tak mnie wystraszyć !
Wróciłam do filmu i już bez przeszkód obejrzałam resztę..
Rano byłam okropnie niewyspana i zawiedziona bo dalej nie rozumiałam po cholerę mu było to masło ???
Kilka lat później w kinach leciał film (zresztą genialny) reklamowany jako "porno XXI wieku" czyli "Walka o ogień".
Ludzie walili do kin drzwiami i oknami.. Film był piekny ale ja tam żadnego porno nie widziałam...No chyba, że ta scena z "babami rozpłodowymi".

A skandalizująca "Emmanuelle"? Nudy !

Czytałam "Raz w roku w Skiroławkach" i śmiałam się do rozpuku....
A "Konopielka"? Jak Kaziuk nie chciał Handzi za żonę bo " ona tyj dziury ni mo ".....

Eh mogłabym długo pisać....

A dzisiaj?
Jak nam się trafi jakieś porno w telewizji to Cris smacznie zasypia a ja się śmieję do rozpuku...
Te beznamiętne miny, udawane odgłosy a ostatnio aktorka miała majtki na tyłku a aktor nawet spodni nie zdjął. Pomijam już fakt, że według tego co widziałam na ekranie, to swoje "oporzadzenie" miał w okolicach swojego biustu" hehe....

To już lepsze porno można zobaczyć w biały dzień, w parku, podczas spaceru z psem.
A Cris, latem, wieczorem, mało jakiejś parki nie rozdeptał bo robili "to" na środku ścieżki.
Żabul nawet im zadki nosem potrącał, kochana psina......

Czytam teraz "Pikantny seks przewodnik".
Trzeba czymś Crisa zaskoczyć jak wróci z tej delegacji...
O na ten przykład takie coś: "wysmaruj wałek do ciasta oliwką do masażu i wałkuj nim faceta. Potem zamieńcie się rolami. Ani się obejrzysz, jak ogarnie was chętka wypróbowania trwałości kuchennego stołu!"
Hmmmmm.... Pewnie mnie znowu Cris zapyta czy nie chcę "kogutka"*...

Miłego dnia

PS.*kogutek- przedwojenna tabletka od bólu głowy.

środa, 5 listopada 2008

Ot życie... czyli czemu wlazłam w doła

Czy dużo potrzeba człowiekowi (czytaj kobiecie) żeby ją wpędzić w doła giganta ?
Nie jestem skłonna do długotrwałych załamań.
Jak mnie coś niemile "zaskoczy" to reaguję jak typowy Byk: robię awanturę z puszczaniem pary nosem, wściekam się intensywnie ale krótko, a potem ochłaniam i zapominam o sprawie.
Ale są sprawy, najgorsze, z którymi nigdy sobie nie radzę...

Mam znajomą, osobę słusznych rozmiarów, która się zawsze odchudzała bo chciała mieć piękną figurę. Stosowała różne diety z miernym skutkiem. Spotkałam ją ostatnio na ulicy i zrobiłam wielkie oczy ! Szczupła, wręcz koścista.
No - myślę sobie,nareszcie jej się udało, ciekawe jak to zrobiła ? Na szczęście nie zdążyłam jej zadać tego pytania...

I tak się składa, że ostatnio stale się dowiaduję, że ktoś z bliskich lub dalszych znajomych ma raka.

A potem była świąteczna niedziela i wizyta u rodziny.

Dowiedziałam się, że pewna osoba, której w życiu bym o to nie podejrzewała, bardzo po chamsku potraktowała moją Teściową.
I jak ja mam z ta osobą, tym chamem, zasiąść do Wigilijnego stołu ???
W dodatku nie mogę się zdradzić przed Teściową, że wiem bo obowiązuje mnie tajemnica...
I Cris chodzi wkurwiony ! On, taka oaza spokoju !!!

A jeszcze potem wlazłam na Bloggera.
Patrzę a tam komunikat o aktualnie dodanych blogach.
Lataja mi przed oczami różne nazwy: po angielsku, są japońskie rysunki i arabskie robaczki.
Naraz patrzę - są rosyjskie bukwy !!!
Zaciekawiło mnie to więc dodałam bloga do ulubionych. I na niego wlazłam !!!!

Że też sobie przedtem łapy nie obcięłam...

Pomijam fakt, że to były ostre porno filmy to na dodatek tak zawirusowane !!!!

Komp mi świeci na czerwono, dymi niemal,drze mordę!
W oczy bije wielkimi literami: WARNING !!! ALERT !!!!

Komp nie reaguje na żadne polecenia!!!!

Panienka na ekranie stęką i jęczy, facet trzęsie koścista dupą, a ja nie mogę wyłączyć tego ustrojstwa.
Boję się,że komp się zaraz zapali taka czerwień z niego bucha,nie wiem co mam robić, NIE ZNAM ANGIELSKIEGO a on coś ode mnie chce ?????
Ratunku !!!!

Na szczęście jest Tek.
Warczy na mnie per " stara a głupia", ja pochlipuję, że nie chciałam.
Ona zwołała wszystkich swoich ziomków... stękają, klną, lecą w kosmos "niebezpieczne zakręty"...

Mocowali się dwa dni ale wirusa unieszkodliwili....

W międzyczasie Cris wrócił z pracy i powiedział, że wyjeźdza w delegację na tydzień...

Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu


Miłego...

PS. Obama mnie trzyma przy życiu. Muszę oblać zwycięstwo więc może wylezę z tego doła.....

wtorek, 4 listopada 2008

Mam doła...

Mam doła giganta !!!!
Siedzę w nim głeboko od niedzielnego popołudnia....

Później napiszę o co biega (jak mi komp zadziała).

PS. Marylka- ŻYJESZ??? Trzymaj się jeszcze tylko parę godzin...

piątek, 31 października 2008

W biegu....




Nie mam tak zwanego czasa.
Tutaj macie PALUCHY ( znaczy ciastka takie) i coś dla ucha:


"Żaba story czyli historia wielkiej miłości żaby do jeża ".
Na dużym żółtym liściu ,w czasie dżdżu siedziała żaba, czemu właśnie tu
Nie wiedział nikt i żaba chyba też nie wiedziała, siedząc żuła perz
Kontemplowała deszcz, przeżuwając perz
A nieopodal żaby kucnął jeż dla towarzystwa żabie żuł coś też
W jeżynach żaba nagle rzekła mu:
"Ja Cię żetem Żużu naprawdę żetem, chcę Cię teraz tu".
I w żabie wzięła go ramiona
Kochanka-żaba, żaba-żona
A z długich rzęs kapały żabie szczęścia łzy
I tuli żabią twarz do jeża jak hełm się tuli do żołnierza
I tłumiąc łzy śpiewa mu "Only Ty"
Czy w szczęściu nie przeszkodzi różna płeć ?
Zażenowany jeż chciał żabie rzec
Nie zdążył, bo znów żaba go żetem i pieści dłoń mami snem
Pasjanse składa mu z samych żabich serc
I szepce mu: "Mój mały książę Jeżeli kiedyś zajdę w ciążę
Potomstwo mieć to w życiu najpiękniejsza rzecz
Urodzę Tobie jeżo-żabki tak trochę z ojca, trochę z matki
Tak jedno tę, drugie tę, Pół na pół"
Tak w życiu bywa, żabę kocha jeż
I pomyśl, ile szczęścia mógłbyś też
Przy żabie znaleźć, gdybyś Jerzym był więc proszę Cię z całych sił
Mój drogi Jerzy, kochaj żabkę swą
Byś i ty mógł uronić szczęścia łzy....
Miłego....

czwartek, 30 października 2008

Nie chce mi się

Nie lubię takiej pogody !!!
Za oknem ponuro, mgła, na drzewach resztki liści. Nawet ptaków nie ma.
Żabul leży na swoim fotelu i udaje, że go nie ma. Muszę go siłą wyciągać na spacery.On bardzo nie lubi być mokry co mu wcale nie przeszkadza włazić w kałuże.....

Z kurtki mi kapie, z nosa kapie, w butach chlupie..

Żabul stoi rozkraczony na środku przedpokoju i patrzy na mnie z wyrzutem !
Skąd ja mu słońca wezmę.
Wycieram mu łapy i brzuch do sucha, przemawiam czule, klepię w zadek. On idzie do kuchni i zanurza pysk w Chappi. Chrupie aż echo niesie.

Robię sobie ukochaną herbatę karmelową.

Szwędam się po domu....

Nie mam ochoty nic robić.

W łazience sterta ciuchów do prania.
Rzucam okiem w lustro. No tak - gorzej być nie może.
Muszę sobie przypomnieć o "cudownym" kremie (w lodówce), zrobić piling i maseczkę. W dodatku zrobiło mi się paskudne "zimno" i nos wygląda jak mały buraczek. Ohyda !

W sypialni, na suszarce, wisi dawno wyschnięte pranie. Na żelazku warstwa kurzu.

Na szafce, przy łóżku, sterta książek do czytania...

W przedpokoju wielkie reklamówki.
Dostałam buraczki, marchewkę, seler,pietruszkę i duuuuużo czosnku.Kochana Teściowa (wrrrr.. nienawidzę tego słowa).
Muszę coś z tymi warzywami zrobić.

Idę do kuchni,otwieram lodówkę i gapię się w zamrażalnik.
Żeberka,schab,karczek a może kurczak ??? Coś muszę zrobić na obiad a nie mam pomysłu...
W dodatku nie wiem o której Cris wróci bo ma teraz urwanie głowy.
Decyduję się na żeberka bo dawno nie było. Wkładam je do zlewu - niech się trochę rozmrożą.

Biorę kubek z herbatą i idę na kompa.
Buszuję po ulubionych stronkach. Czytając Marylkę przypomina mi się Sunny. Chyba o nim napiszę na blogu.
U Flavvi wspominki z urodzin. Ileż wspomnień... i nie zawsze radosnych.
Prunelka pisze o kostce... i znowu wspomnienia.

A robota w domu czeka.

Dzwoni Cris i zamawia na obiad barszcz. Ludzie kochani pierwszy raz nie chce rosołu !!!!
No to jeden problem mam z głowy.

Niedługo Zaduszki.
Pewnie się zjedzie rodzina .Trzeba ogarnąć chałupę i pomyślec o jakimś żarciu.

NIE CHCE MI SIĘ !!!!!!!!!!

Ale mam wyjście ??? Wzdychając ciężko idę do roboty.

Miłego dnia

wtorek, 28 października 2008

I po co mi to było...

Wczoraj poszłam wcześniej spać więc dzisiaj, skoro świt, obudziłam się niczym skowronek.
Za oknem "durno, chmurno, nieprzyjemnie".
Wlazłam na neta i buszuję po stronkach.

I po co mi to było ????

Na pierwszy ogień poszły blogi...

Blogi dzielą się na:
1.ulubione, którymi się rozkoszuję i napawam
2.filozoficzne czyli autor sam nie wie o czym chce pisać
3.wkurwiające

Już otwierając jakiegoś bloga wiem czego się mogę po nim spodziewać....

Najpierw kolory.
Czarna strona i żółte albo zielono odblaskowe litery są zabójcze dla moich oczu.
Różowe tło ze złotymi gwiazdkami - wiadomo jakaś "małolata pisze".
Potem treść - to jeszcze mogę przełknąć.

Ale najbardziej co mnie wkurwia to ORTOGRAFIA !!!!!! A raczej jej brak !

LUDZIE CO WYŚCIE ROBILI NA LEKCJACH JĘZYKA POLSKIEGO !!!

I gdzie byli wasi poloniści ??
Takich błędów nie robi szanujący się uczeń 3 klasy podstawówki !

A dlaczego np.Marylka, przebywająca poza krajem dwadzieścia z górą lat pisze piękną polszczyzną ?

W języku polskim nie ma słowa "rozumię" a ono niestety króluje w wypowiedziach nie tylko młodych osób.

Aby ochłonąć wstałam od kompa i udałam się do kuchni w celu zrobienia sobie herbaty (nie cherbaty jak piszą na blogach).
Dolałam do niej soku malinowego i miodu (profilaktycznie i dlatego że oba smaczne).Pokręciłam się przy kaktusikach i wracam do kompa.

Wlazłam na ulubioną stronkę a tam dyskusja o perfumach.

I następny wkurw !!!!

Mój PERFUM !!!!! i tak przez wszystkie przypadki....

No nie mogę ! Brzuch mnie boli jak widzę coś takiego i zęby zgrzytają ( nie zgżytajom jak piszą na blogach).
Ludzie skąd wam się to bierze ??
Czy "Słownik ortograficzny" to książka tak bardzo droga ???
No tak... zapomniałam, że czytelnictwo nam spadło. I to widać. Niestety..

Idę liznąć polszczyzny. Tej prawdziwej. A po południu udam się do biblioteki po następne 10 książek bo tyle przeważnie czytam w miesiącu.
Miłego dnia.

PS. Zobaczcie sami http://01-12-1982.bloog.pl/kat,0,m,3,r,2007,index.html

poniedziałek, 27 października 2008

Skarpetka, chleb i tabletka...

1.
Cris jak każdy wysoki mężczyzna ma nogę jak "podolski złodziej'.
W dodatku odpowiednio szeroką. I ciągły problem ze skarpetkami.
Albo za małe, albo za wąskie, za mało rązciągliwe i ściagacz mu się wrzyna w nogę.
Na szczęście udało mu sie ostatnio kupić kilka par tzw. bezuciskowych.

Idziemy z Żabulem na spacer. On, chory, szybko się zmęczył. Cris wziął go na ręce i targa do domu.Naraz mówi:
Cris: - Kurcze, coś mi zimno w prawą nogę !
Ja (ze zdziwieniem): - Dlaczego akurat w prawą? I czemu tylko w jedną?
On: - No nie wiem właśnie. Zobacz bo ja przez Żabula nic nie widzę.
Patrzę i robię wielkie oczy..

Na dworze ciepło więc Cris, któremu się nie chciało sznurować butów, założył sandały na rzepy.
Lewa noga normalna, ale prawa...
Pięta goła a z przodu powiewa skarpetka na 30 cm i Cris co i rusz sobie ją przydeptuje !

Wybucham śmiechem,zataczam się, z oczu ciekną mi łzy, nie mogę się powstrzymać i w takim stanie wchodzimy na klatkę schodową.

2.
Cris w pracy więc ja biorę Żabula na ręce, znoszę po schodach i wyprowadzam na spacer. On idzie powoli. Dochodzimy do osiedlowego sklepu.
Rozglądam się ale nie mam gdzie przyczepić smyczy. W dodatku pada drobny deszcz.
Trudno - mówię do psa - idziesz ze mną.
Wchodzę i od progu rzucam w stronę sprzedawczyni.
Ja:- Przepraszam, mam chorego psa, nie mogę go zostawić pod sklepem na deszczu. Chciałam tylko bochenek chleba.
Stało kilka osób. Rozstępują się. Ja biorę chleb, płacę i wychodzę ze sklepu z psem na smyczy.On drepcze powoli, w końcu staje i się nie rusza.
W tym momencie uświadamiam sobie, że muszę go wziąść na ręce. A jeszcze chleb..Brakuje mi rąk.
Kurcze co robić?
Chleb jest w foliowym woreczku zamkniętym plastikowym klipsem.Łapię za ten klips zębami. Schylam się, podnoszę psa i idę do domu. Mijam ludzi, którzy dziwnie na mnie patrzą. Mija mnie sąsiad w samochodzie, tak się gapi, że mało w latarnię nie wjedzie...
No ja myślę !
Idzie baba, targa na rękach psa a w zębach worek z chlebem.

Wraca Cris z pracy i od progu mówi:
- Spotkałem Marka (sąsiada).
Ja: - Tak ? I co ?
Cris: - A nic.Tylko mi zazdrości bo mówi, że ja to mam wesołe życie z tobą. Bo u nas albo śmiechy słychać albo jakieś harce wyprawiasz....

3.
Crisa boli kręgosłup. Lekarka dała tabletki i zaleciła zmienić pracę.Cris zły jak nieszczęście
Ja: - Wiesz co ? Jak ona ma tylko takie rady to ja bym zmieniła... ale ją. Na innego lekarza.

Po południu Cris się śpieszy, musi coś pilnie załatwić. Wychodzi z domu.
Ja sobie przypominam, że chyba nie wziął lekarstwa.
Rzucam się do otwartego okna i wołam:
Ja: - Cris brałeś taabletkęęęę ?
Na to z dołu odzywa się ulubiony sąsiad- figlarz ( którego ja nie widziałam).
Sąsiad: - NIEBIESKĄ ???????

Miłego dnia

niedziela, 26 października 2008

Uprzejmie donoszę...


Dziękuję wszystkim bardzo za wsparcie i słowa otuchy.

Żabul zdrowieje.
Nie bierze już zastrzyków tylko tabletki.
Wychodzi na krótkie spacerki na których chce biegać ale jeszcze nie wolno.
Tylne nóżki za słabe i szybko się męczą.

Cris w pracy więc ja go targam po schodach a waży 15 kilo.

Żabul żre jak koń. Oprócz 2 mich kaszy z mięsem stale podjada swoje Chappi.
Zeżarł nawet psie ciasteczka na które do tej pory miał dłuuuuugie zęby.

Będzie dobrze.
Miłego dnia
PS. Na zdjęciu- jeszcze zdrowy.

wtorek, 21 października 2008

Zmagamy się....

Jestem przerażona,niewyspana,nie mogę zebrać myśli.
Próbuję być sobą ale w głowie kłebią się okropności...

Czy tak zaczyna się starość ?

Żabul chory.

On taki wesoły, radosny, witajacy ukochanego pana w drzwiach. Kochający spacery i bieganie po lesie...
Wieczorem poszedł na długi spacer. Rano już nie wstał.

Leży bezwładnie biedaczek i nie może ruszyć tylnymi łapkami,ma blokadę nerwów miednicy.

Pan lekarz nas pociesza, mówi, że nie jest za póżno, że zastrzyki powinny pomóc.

Cris poszarzał, mam wrażenie, że przybyło mu siwych włosów.
Tek ma czerwone od płaczu oczy.
Ja dreptam po domu, robię milion niepotrzebnych rzeczy, byle zająć ręce i umysł.

Żabul nie pije.
Co pół godziny biorę strzykawkę, napełniam wodą, otwieram mu pyszczek i wlewam powoli do gardła.Ma być 20 razy dziennie inaczej się odwodni.

Zastrzyk za zastrzykiem. Żabul, z krótkimi przerwami, przesypia 2 dni.
Jest lepiej.

Wczoraj powoli stanął na nogi. Nie wiem co robić. Dzwonię do naszego weta. Pyta czy możemy przyjechać bo on teraz ma ważny zabieg.

Cris bierze ostrożnie psa, znosi po schodach do samochodu.
Lekarz go bada ostroznie. Mówi, że za szybko go pusciło co może być niebezpieczne.

Żabulowi nie wolno biegać. Mamy go nosić na rękach po schodach, żadnych gwałtownych i szybkich ruchów.

Zjadł michę.

Zaczął sam pić.

Zmagamy się nadal.....

poniedziałek, 20 października 2008

Ja i oni czyli post dla Prunnelli

Sytuacja 1

Chodniki u mnie wąskie i pełne samochodów. Czasem nie można przejść i trzeba zejść na jezdnię.
Idę chodnikiem, za sobą słyszę warkot samochodu ale idę dalej spokojnie.Warkot się nasila. Wtem słyszę klakson. Podskakuję ale idę dalej. Naraz przy mnie zatrzymuje się BMW, wysiada wypasiony facet i się drze:
On: - Co nie słyszy, że samochód jedzie ?
Ja: - Słyszę i co z tego?
On; - To może by zlazła bo nie mogę wjechać?
Ja: - A od kiedy to chodniki są dla samochodów? I co mam iść jezdnią czy trawnikiem?
On: - Nie pyskuj głupia krowo!
Ja: - Hrabia się znalazł ! Sam się zamknij stary byku. A może pomóc ?
I wyciągam z kieszeni komórkę.
On dużo spokojniej: dobra, dobra.. i znika w samochodzie.
Po południu dowiedziałam się od sąsiada, że facet ma " na pieńku" z policją.

Sytuacja 2

Wróciliśmy z Crisem z zakupów. Stoimy tyłem do jezdni, ja nachylona, wyciągam torby z bagażnika. Naraz dostaję dubla z tyłu i wpadam do środka. Co jest?
Cris się rzucił na pomoc, wyciąga mnie i otrzepuje. Sprawdza czy nic mi nie jest.
Stoję z ogłupiałą mina a w oczach mam pytanie. I co się okazało?
Zajechał na chodnik samochód. Za kierownicą młody chłopak. Zagadany z dziewczyną, nie patrząc, otworzył drzwi i rąbnął mnie w wypięty zadek!
Cris chciał zrobić awanturę bo mu Skarba źle potraktowali ale chłopak ma tak nieszczęśliwą minę, że śmiać mi się chce.
Mówię więc: - Daj spokój. Nigdy nie byłeś zakochany?

Sytuacja 3

Jedziemy z Crisem samochodem. Jest bardzo ciepło więc w samochodzie opuszczone szyby.
Mam wystawiony na zewnątrz łokieć. Zatrzymujemy się na skrzyżowaniu, na czerwonym świetle. Za nami kawalkada samochodów bo sobota rano.
Odwracam się do Crisa i coś mówię.
Naraz czuję silne uderzenie i ból w łokciu. Rozdzieram się ze strachu. Kątem oka widzę znikający samochód !
Cris w szoku. Co to było do diabła ?
Zza kawalkady samochodów, z szybkością ze 100 km/godz, wyjechał mercedes, z prawej strony przejechał przez żywopłot, wjechał na chodnik pomiędzy pieszych, lewym lusterkiem uderzył mnie w łokieć i znika za zakrętem z piskiem opon.
Jedziemy na pogotowie. Na szczęście łokieć mam tylko stłuczony. Ale od tamtej pory już go nie wystawiam.

Sytuacja 4
( może nie samochód ale też na chodniku)

Mąż był w delegacji więc ja idę z Żabulem na spacer. Chodnik jest wąski, oprócz pieszych dużo rowerzystów.
Jest pod wieczór więc ciemnawo. Świecą wprawdzie latarnie, ale jest ich niewiele i dają takie jakieś światło, że jest bardziej ponuro.
Żabul idzie spokojnie, od czasu do czasu przystaje, podnosi nóżkę i odpisuje na psie listy.
Zaznaczam, ze cały czas mam go na smyczy.
Naraz zza moich pleców wyjeżdza baba na rowerze i buch w Żabula !
On się rozdziera, raczej ze strachu, a ja mam czerwone plamy przed oczami.Tym bardziej, że baba dalej się pcha rowerem ciągnąc za sobą Żabula bo smycz się wkręciła w koło.
Wpadam w furię !!!
Łapię babę za obszywki i ściągam z roweru. Ona coś mamrocze wkurzona.
Chwila, moment- warczę do niej.
Schylam się i odczepiam psa. Macam starannie, sprawdzam czy nie ma gdzieś krwi. Biorę go na ręce i odwracam się do baby. Ona się drze. Jest ode mnie dużo starsza. Robi się małe zbiegowisko.
Ona:- Jak chodzisz durna krowo ?
Rodzice uczyli mnie dobrego wychowania i szacunku do starszych, więc jeszcze spokojnie mówię:
Ja: - Słucham? Przecież to pani mi wjechała w psa!
Ona: - Cicho tam smarkata! Łazi toto po chodniku, przejechać nie można.
Więcej mi nie trzeba było.
Ja: - A pani co ślepa? A przepisy to się zna? Psa mi pani uderzyła!
Baba: - Bo go nie widziałam !
Żabul mi sięga do kolan - zaiste można go nie zauważyć !!!!
Ja: - A gdzie światło przy rowerze? A okulary co ? Zaparowały ?
Ona: - A zostały w domu bo ja z działki wracam ! Dzwoniłam ale idzie taka i nie słyszy !
Patrzę, że baba przy rowerze nie ma nic! Goła kierownica.Taka głupia czy taka bezczelna ?

Podchodzę do baby bliżej z psem na rękach. I mówię
Ja:- Zobacz Żabul ! Jaki kawał świeżego mięsa. Nie jadłeś jeszcze kolacji - nie masz ochoty się poczęstować?
On warczy ostrzegawczo.
Baba się cofa.
Ja: - Albo wiesz, lepiej nie. Nie wiadomo jakie stare te ochłapy. Jeszcze by ci zaszkodziły!
Baba się zapowietrza. Robi się chyba purpurowa. Chce coś odburknąć.
Krzyczy : - Bezczelność!
Na to z grupki gapiów odzywa się facet.
On: - Bezczelność tak? A mnie pani wczoraj w wózek z dzieckiem wjechała i też krzyczała, że nie zauważyła! W biały dzień!
I zaczął opieprzać babę z góry na dół.

Nie słuchałam dalej.
Poszłam do domu a tam sobie beknęłam z nerwów.


Miłego dnia

sobota, 18 października 2008

piątek, 17 października 2008

Proszę aby dzieci.....

Jak w tytule.
Proszę aby dzieci tego nie czytały ! Dorośli - na własne ryzyko. Dziękuję.


Siedzimy przy kawie.
Cris ogląda swój ulubiony program na Discovery, ja się nudzę.
W końcu mówię:
Ja: - Cris zróbmy coś bo nudno !
On patrzy na mnie.
Cris: - A co byś chciała robić?
Ja: - No..... jakbym miała te 20 lat mniej to byśmy zrobili dziecko. A tak to niebezpiecznie bo ja nie chcę być babcią własnego potomka.
Cris z szelmowskim uśmiechem i błyskiem w oku:
- Ale ja jestem za !
Ja: - Za babcią czy za dzieckiem ?
Cris: - No, za robieniem.
Ja: - Stary zbereźnik !
Wchodzi Tek.
Tek: - O czym rozmawiacie?
Cris: - O robieniu dzieci bo mamie nudno !
Tek: - Oooo! A na jakim etapie jesteście ?
Ja: - Teraz to ja jestem na etapie robienia kolacji a ty idziesz mi pomóc. I znikam w kuchni.

Siedzę na kanapie, obok na fotelu Cris z pilotem w łapie.
Ja robię przegląd prasy.Przerzucam leniwie kartki.
Naraz w oczy rzuca mi sie artykuł pod wymownym tytułem:"Siedem kroków do rozwodu".
Cris - mówię - a może byśmy się rozwiedli ?
On: - Nigdy!
Ja: - A czemu nie? Najpierw się rozwiedziemy a potem się znowu pobierzemy.
Dasz mi drugi pierścionek, kwiaty, dostaniemy nowe prezenty. Co ty na to ?
Cris: - A jaką ja mam pewność, że mnie będziesz drugi raz chciała. A może się rozmyślisz?
Ja: - Eee tam! A gdzie ja znajdę drugiego takiego coby ze mną wytrzymał, z taką....
Tek z drugiego pokoju:- megierą !!
Ja do Tek: - Przygadywał kocioł garnkowi !
A do Crisa:
Ja: - To co ? Nie dasz mi rozwodu ?
Cris: - Nigdy w życiu !!
Ja przymilnie: - A kochasz mnie ?
Cris: - Pewnie !
Ja ciekawie: - Tak ? A za co ?
Cris bez namysłu: - Za BIMBAŁKI !!!
Dobrze mi tak ! Chłopa pytać o takie rzeczy !
A głośno mówię:- E tam. Też wymyśliłeś !
Dwa obwiski, którym bliżej do kolan niż do brody ! No wysil się trochę. Za co mnie jeszcze kochasz?
Cris myśli chwilę : - za oczęta, za nosek, za włoski...
Ja: - No,no i za co jeszcze?
Cris: - Za rosół !!!!!
Ano tak, typowy facet !

Chwila ciszy.
Cris: - A ty mnie kochasz?
W tym momencie przypomina mi się "Skrzypek na dachu" więc mówię:
Ja: - Piorę ci koszule i gacie, podnoszę skarpetki, potykam sie o kapcie, przyszywam guziki, gotuję smakołyki, sprzątam chałupę, dmucham w ognisko domowe. A ty mnie pytasz czy ja cię kocham?
Cris: - To tak czy nie?
Ja: - Ależ tak tak !
Cris z szerokim uśmiechem: - To daj buzi.
Ja sie zrywam z kanapy, dopadam do niego i całuję wgniatając go w fotel.
Cris " robi karpia" i przez długą chwilę nie może tchu złapać.

No przecież sam chciał !

Miłego dnia.

czwartek, 16 października 2008

Tatusiek...

Zdublowały nam się tematy. Ten post umieszczam za pozwoleniem Stardust. Niech więc nie krzyczy.

1.
Dzwoni telefon. Odbiera mój Tato. Męski głos z drugiej strony.
Głos: - Ma pan woreczki ?
Tato: - Mam.
Głos: - Acha. To ja zaraz będę.
Tato: - Dobrze. I odwiesza słuchawkę.
Do dzisiaj nie wiemy kto dzwonił.....

2.
Telefon.
Głos: - Jest Tequila?
Tato: - Jest. Po czym odwiesza słuchawke.
Ja: - Kto dzwonił?
Tato: - Nie wiem, nie przedstawił się.
Ja; - A co chciał ?
Tato: Pytał czy jest Tek.
Ja: To czemuś jej nie zawołał?
Tato: Bo on nie powiedział, że ją prosi do telefonu. On tylko pytał czy ona jest.

Mija 10 minut. Telefon.
Głos: - Dzień dobry. Nazywam się tak i tak. Jeśli jest Tequila czy można ją prosić do telefonu?
Tato: Prosić można...
Odebrałam mu słuchawkę i zawołałam córkę.

3.
Ośmioletnia Tek.
Tato: - Tek jak się nazywa pan koń?
Tek: - Ogier.
Tato : - A pani koń ?
Tek: - Klacz.
Tato: - A ich dziecko?
Tek: - Źrebak
Tato: - No to kiedy koń nazywa się koń ????

4.
Tato trzymając w ręce pluszowego konika.
Tato: - Tek czy wiesz ile koń ma nóg?
Tek: - Dziadziusiu, to każdy wie, że cztery.
Tato: - Taak ? No to chodź policzymy.
Tek: - Dobrze.
Tato: - Dwie przednie ma?
Tek: - Ma.
Tato: - A dwie tylne ma?
Tek: - Ma.
Tato: - A dwie lewe ma?
Tek: - Ma.
Tato: - A dwie prawe ?
Tek: - No ma.
Tato: To ile to jest nóg ???

5.
Zamierzchłe czasy kartek na mięso. Wchodzimy do sklepu. Stoi parę osób.
Za ladą herod baba, za nią puste haki.
Tato czaruje sklepową, ona rozgląda się i przynosi jakiś ochłap. Pyta ile tego ma zważyc.
Tato: - Zważyć to pani może wszystko ale ja mam tylko 1 kg na kartce....

6.
Znowu mięsny. Puste haki ale stoi z 10 osób i czekają na cud. Tato podchodzi do lady.
Za ladą baba chociaż z wąsami.
Baba dowcipnie: - Czym mogę służyć?
Tato bez mrugniecia okiem: Poproszę kilogram polędwicy dla pieseczka.
Jakiś facet: - Panie coś pan zwariował ! Polędwicę dla psa ?
Na to Tato ze zdziwieniem: - A kto panu powiedział, że dla psa ?
Ja powiedziałem dla pieseczka. A ja tak żonę nazywam.
I wyszedł ze sklepu.

7.
I jeszcze raz mięsny i kolejka.
Tato wchodzi, rozgląda się, po czym mówi do mnie głośno:
- No tak, w mięsnym za rogiem też się nastałem ale za to mam żeberka...
Parę osób wypada ze sklepu.
Tato ze stoickim spokojem kończy:
- odgniecione w kolejce...
Miłego dnia.

środa, 15 października 2008

Na marginesie jesieni.....

Mimozami jesień się zaczyna .... a u mnie bezsennością chyba.

Nie mogę spać.
Tak po prostu.
Trzy słowa a ile treści.
Córka smacznie śpi, mąż pochrapuje. Żabul, rozwalony na pół naszego łoża, przez sen aż podskakuje i warczy, coś mu się śni.
A ja się kręcę z półdupka na półdupek, poprawiam poduchę i jasiek, moszczę się, szukam najlepszej pozycji.W końcu,wkurzona na maksa,odrzucam kołdrę, wkładam szlafrok,wstaję.
Cichutko, aby nie budzić rodziny, po ciemku, skradam się wężowym krokiem, do kuchni.
Taaa... zapomniałam, że Cris zostawia kapcie na środku sypialni. Ile razy już prosiłam- jak grochem o ścianę !
Potykam się i lecę z łomotem. Zatrzymuję się na otwartych drzwiach sypialni, w przelocie zapalam światło. Z ust wyrzucam "cholerę jasną",w oczach mam mord a w głowie jedną myśl - zabić potwora. Ale widzę, że będę musiała poczekać do rana bo dalej wszyscy śpią smacznie.
Cris, jak zwykle ,z poduszką na głowie a nie pod głową. Nic dziwnego, że nie słyszał łomotu.

Żabul, leniwie, otwiera jedno oko, patrzy na mnie jak na zjawę i ziewa.
- Ej-mówię cicho ale wściekle - kto ci pozwolił wleźć do łóżka? Zmiataj stąd.
Popatrzył na mnie krzywo z miną zbitego psa.
- No dobra, leż sobie - mięknę pod jego spojrzeniem.
I idę do kuchni.Wlazłam i się rozglądam jakbym nie do swojej wlazła.
Przez okno widzę, że w jednym z domów naprzeciwko też się pali światło.
Pochylam się nad moimi kaktusikami, macam paluchem ziemię, zastanawiam się czy by nie podlać bo sucho. W porę sobie przypominam, że to kaktusy i maja mieć sucho.
W międzyczasie zgłodniałam. Otworzyłam lodówkę, porwałam plasterek szynki, wzięłam butelkę z piciem i idę na kompa.
W domu ciemno, jak w uchu u Murzyna, nie chcąc budzić śpiących złapałam z przedpokoju latarkę (zaraz, zaraz a skąd ona się wzięła ??). Przyświecając sobie dolazłam do kompa, rozsiadłam się, buszuję.

Dopiero o 3.30 zaczęła mi się morda rozdziewać, powieki opadać z lekka, zwlokłam się z fotela i polazłam spać. O 5.00 rozdarły się wszystkie budziki w domu ale ja sobie spokojnie spałam dalej.

Znowu będę nieprzytomna...

Mam nadzieję, że nie wsypię cukru do ziemniaków zamiast soli jak ostatnim razem.

Miłego dnia.

PS. A to mój "kop" energetyczny na dzisiaj:




A to na dobry nastrój ( uwielbiam) :

wtorek, 14 października 2008

Jesienne nastroje




Jesień nastraja mnie pesymistycznie, niestety...
Całe szczęscie, że, jak na razie, pogoda jest wręcz cudowna.

Wczoraj, chyba z nudów, oprócz buraczków "popełniłam" dwie inne rzeczy.
Będąc na spacerze z Żabulem nazbierałam klonowych liści. Położyłam je na ławie w pokoju. Cris, ciekawskie stworzenie, zagląda mi przez ramię i oczywiście komentuje.
Przyleciała też Tek.
Tek: Mamo, na co ci tyle tych liści? Zaczynasz dietę?
Ja: - Chciałabyś..
Chris: A co będziesz robić?
Ja: - A co wy tacy ciekawscy ? Zobaczycie.
Wzięłam się do roboty. Oni mi kibicują. Kątem oka widzę, że i Tek i Cris, podkradają mi liście. Cris wystawił nawet koniec języka.
Tek się szybko znudziła i poleciała do swoich ziomków.Cris jeszcze się męczy ale w końcu mówi:
- Eeee...mnie to nie wychodzi tak ładnie. Mam za duże łapy. Ano ma.
Wyszedł nam bukiecik.
A potem pozazdrościłam siostrze i też upiekłam beziki.
Miłego dnia

P.S. Pomysł na bukiecik wzięłam z WŻ

Talerzyk


To jest odpowiedź na zagadkę. Widać talerzyk !
Miłego dnia