poniedziałek, 27 października 2008

Skarpetka, chleb i tabletka...

1.
Cris jak każdy wysoki mężczyzna ma nogę jak "podolski złodziej'.
W dodatku odpowiednio szeroką. I ciągły problem ze skarpetkami.
Albo za małe, albo za wąskie, za mało rązciągliwe i ściagacz mu się wrzyna w nogę.
Na szczęście udało mu sie ostatnio kupić kilka par tzw. bezuciskowych.

Idziemy z Żabulem na spacer. On, chory, szybko się zmęczył. Cris wziął go na ręce i targa do domu.Naraz mówi:
Cris: - Kurcze, coś mi zimno w prawą nogę !
Ja (ze zdziwieniem): - Dlaczego akurat w prawą? I czemu tylko w jedną?
On: - No nie wiem właśnie. Zobacz bo ja przez Żabula nic nie widzę.
Patrzę i robię wielkie oczy..

Na dworze ciepło więc Cris, któremu się nie chciało sznurować butów, założył sandały na rzepy.
Lewa noga normalna, ale prawa...
Pięta goła a z przodu powiewa skarpetka na 30 cm i Cris co i rusz sobie ją przydeptuje !

Wybucham śmiechem,zataczam się, z oczu ciekną mi łzy, nie mogę się powstrzymać i w takim stanie wchodzimy na klatkę schodową.

2.
Cris w pracy więc ja biorę Żabula na ręce, znoszę po schodach i wyprowadzam na spacer. On idzie powoli. Dochodzimy do osiedlowego sklepu.
Rozglądam się ale nie mam gdzie przyczepić smyczy. W dodatku pada drobny deszcz.
Trudno - mówię do psa - idziesz ze mną.
Wchodzę i od progu rzucam w stronę sprzedawczyni.
Ja:- Przepraszam, mam chorego psa, nie mogę go zostawić pod sklepem na deszczu. Chciałam tylko bochenek chleba.
Stało kilka osób. Rozstępują się. Ja biorę chleb, płacę i wychodzę ze sklepu z psem na smyczy.On drepcze powoli, w końcu staje i się nie rusza.
W tym momencie uświadamiam sobie, że muszę go wziąść na ręce. A jeszcze chleb..Brakuje mi rąk.
Kurcze co robić?
Chleb jest w foliowym woreczku zamkniętym plastikowym klipsem.Łapię za ten klips zębami. Schylam się, podnoszę psa i idę do domu. Mijam ludzi, którzy dziwnie na mnie patrzą. Mija mnie sąsiad w samochodzie, tak się gapi, że mało w latarnię nie wjedzie...
No ja myślę !
Idzie baba, targa na rękach psa a w zębach worek z chlebem.

Wraca Cris z pracy i od progu mówi:
- Spotkałem Marka (sąsiada).
Ja: - Tak ? I co ?
Cris: - A nic.Tylko mi zazdrości bo mówi, że ja to mam wesołe życie z tobą. Bo u nas albo śmiechy słychać albo jakieś harce wyprawiasz....

3.
Crisa boli kręgosłup. Lekarka dała tabletki i zaleciła zmienić pracę.Cris zły jak nieszczęście
Ja: - Wiesz co ? Jak ona ma tylko takie rady to ja bym zmieniła... ale ją. Na innego lekarza.

Po południu Cris się śpieszy, musi coś pilnie załatwić. Wychodzi z domu.
Ja sobie przypominam, że chyba nie wziął lekarstwa.
Rzucam się do otwartego okna i wołam:
Ja: - Cris brałeś taabletkęęęę ?
Na to z dołu odzywa się ulubiony sąsiad- figlarz ( którego ja nie widziałam).
Sąsiad: - NIEBIESKĄ ???????

Miłego dnia

7 komentarzy:

pokoik-nie-dla-wszystkich pisze...

omatko:)))))

a targanie psa na rękach(zdrowego co prawda)znam..rok temu nawiał nam przez bramkę,co się od wiatru roztwarła,zadzwoniła sąsiadka,że Lenin zwiał,ja w piżamie,za nim,ze stresu głosu nie mogłam wydać,podeszłam,na ręce wzięłam i do domu.sapiąc,stękając,.dobrze,że mnie uczniowie nie widzieli..a Starsze Dziecko rzekło:matka.on przychodzi do nogi i słucha,trzeba było zawołać..

Neskavka pisze...

Wspaniałe. I jak ? LENIN ????? Boskie !!!!

stardust pisze...

Hahahaha kocham Lenina!!!! a trzeba bylo tylko zawolac. Moja kolezanka ma psa Fidela, tez mi sie podoba.

pokoik-nie-dla-wszystkich pisze...

Ano Lenin,kundlisko.I ma koleżankę o imieniu uwaga!no?Nadieżda!kochane są:)))

stardust pisze...

Bosze, zeby tylko nikomu nie przyszlo do glowy nazwac psa imieniem mojego rezydenta bialego domu busza, bo przeciez nawet pies jest madrzejszy od rzeczonego.

Dorocik pisze...

Zachęcona Twoimi słowami na blogu czytam tą "Twoją...naszą lekturę"...rzeczywiście wesoło macie:)Fajnie się czyta i Twoje i Marylki "pisanie" Daleko mi do Was...oj daleko:) a jestem wygadana...tak mówią:) Pozdrawiam cieplutko

Neskavka pisze...

Dorocik - witam cieplutko i zapraszam.