środa, 15 października 2008

Na marginesie jesieni.....

Mimozami jesień się zaczyna .... a u mnie bezsennością chyba.

Nie mogę spać.
Tak po prostu.
Trzy słowa a ile treści.
Córka smacznie śpi, mąż pochrapuje. Żabul, rozwalony na pół naszego łoża, przez sen aż podskakuje i warczy, coś mu się śni.
A ja się kręcę z półdupka na półdupek, poprawiam poduchę i jasiek, moszczę się, szukam najlepszej pozycji.W końcu,wkurzona na maksa,odrzucam kołdrę, wkładam szlafrok,wstaję.
Cichutko, aby nie budzić rodziny, po ciemku, skradam się wężowym krokiem, do kuchni.
Taaa... zapomniałam, że Cris zostawia kapcie na środku sypialni. Ile razy już prosiłam- jak grochem o ścianę !
Potykam się i lecę z łomotem. Zatrzymuję się na otwartych drzwiach sypialni, w przelocie zapalam światło. Z ust wyrzucam "cholerę jasną",w oczach mam mord a w głowie jedną myśl - zabić potwora. Ale widzę, że będę musiała poczekać do rana bo dalej wszyscy śpią smacznie.
Cris, jak zwykle ,z poduszką na głowie a nie pod głową. Nic dziwnego, że nie słyszał łomotu.

Żabul, leniwie, otwiera jedno oko, patrzy na mnie jak na zjawę i ziewa.
- Ej-mówię cicho ale wściekle - kto ci pozwolił wleźć do łóżka? Zmiataj stąd.
Popatrzył na mnie krzywo z miną zbitego psa.
- No dobra, leż sobie - mięknę pod jego spojrzeniem.
I idę do kuchni.Wlazłam i się rozglądam jakbym nie do swojej wlazła.
Przez okno widzę, że w jednym z domów naprzeciwko też się pali światło.
Pochylam się nad moimi kaktusikami, macam paluchem ziemię, zastanawiam się czy by nie podlać bo sucho. W porę sobie przypominam, że to kaktusy i maja mieć sucho.
W międzyczasie zgłodniałam. Otworzyłam lodówkę, porwałam plasterek szynki, wzięłam butelkę z piciem i idę na kompa.
W domu ciemno, jak w uchu u Murzyna, nie chcąc budzić śpiących złapałam z przedpokoju latarkę (zaraz, zaraz a skąd ona się wzięła ??). Przyświecając sobie dolazłam do kompa, rozsiadłam się, buszuję.

Dopiero o 3.30 zaczęła mi się morda rozdziewać, powieki opadać z lekka, zwlokłam się z fotela i polazłam spać. O 5.00 rozdarły się wszystkie budziki w domu ale ja sobie spokojnie spałam dalej.

Znowu będę nieprzytomna...

Mam nadzieję, że nie wsypię cukru do ziemniaków zamiast soli jak ostatnim razem.

Miłego dnia.

PS. A to mój "kop" energetyczny na dzisiaj:




A to na dobry nastrój ( uwielbiam) :

3 komentarze:

stardust pisze...

Kuna co te chlopy maja nie tak, moj tez spi z poduszka czesciej na glowie niz pod glowa:)Lo matulu Twoje linki przypomnialy mi CC, tak naprawde to nigdy za bardzo nie lubilam tego zespolu, a juz zdecydowanie nie lubilam Seweryna, jesli juz, to Klenczon byl w moim typie;)

flavvi pisze...

na koniec się wkurzyłam - głośniki mi sie skitrały wieć nic nie posłuchawszy idę dalej kroić jabłka do słoików - dla wnusia na zimę:D

Anonimowy pisze...

Spartolił piosenkę , pokazał migdały , nawrzeszczał i tyle jego.