Ten rok był dla mnie bardzo trudny.
Mam nadzieję,że następny będzie o niebo lepszy.
Tylko takie mam marzenie.Niech się spełni.
Bardzo lubię ten czas,kiedy razem z córką lepimy pierogi i uszka.Pachnie upieczonym sernikiem,mięsami,barszczem.
Cris w pokoju kończy ubierać choinkę.
Psica nas trąca pyskiem pytając co smakowitego robimy,kładzie nam ów pysk na kolanach,oczy wiernie patrzą i zapewniają o wielkiej miłości.Moja ręka bezwiednie wędruje na jej kark,głaszcze kruczoczarną aksamitną sierść.Przytulam głowę do jej głowy.Ona całym ciałem przytula się do mnie.A mnie ogarnia ogrom szczęścia.
Cris zapala lampki na choince.Potem siada i przytula się do mnie.Z drugiej strony przytula się Tek.
Chwilo trwaj!
Jeszcze tylko usmażę karpia,nakryję pięknie do stołu,włączę płytę z kolędami i ogarnie nas magiczny czas świąt.I pewnie znowu popłaczę się przy opłatku.
Niech i Wam tawarzyszy owa magia.
Niech będzie rodzinnie,miło,radośnie,spokojnie,bajkowo.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI.
I tradycyjnie:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słucham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słucham. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 grudnia 2011
piątek, 24 grudnia 2010
Wszystkim....
Spokoju,wyciszenia,radości,odpoczynku,miłości czyli Wesołych Świąt kochani.
Łamiąc się opłatkiem będę o Was myśleć.
Uściski dla Was i prezencik:
Łamiąc się opłatkiem będę o Was myśleć.
Uściski dla Was i prezencik:
środa, 23 grudnia 2009
Silent night...
Wszystkim moim blogowym siostrom i braciom życzę dużo zdrowia, bo to najważniejsze.
Oczywiście szczęścia i spełnienia marzeń,osiągania wyznaczonych sobie celów, zdrowego rozsądku w Sylwestra
Spokojnych i pogodnych Świąt przy których naprawdę odpoczniecie i się wyciszycie (by potem ze zdwojoną siłą móc bawić się w Sylwestra ).
I przede wszystkim miłości, bo człowiek bez miłości jest niczym
Jeszcze raz, Wesołych Świąt Kochani
Oczywiście szczęścia i spełnienia marzeń,osiągania wyznaczonych sobie celów, zdrowego rozsądku w Sylwestra
Spokojnych i pogodnych Świąt przy których naprawdę odpoczniecie i się wyciszycie (by potem ze zdwojoną siłą móc bawić się w Sylwestra ).
I przede wszystkim miłości, bo człowiek bez miłości jest niczym
Jeszcze raz, Wesołych Świąt Kochani
wtorek, 8 września 2009
Roczek...
"Postanowiłam pisać bloga".
To zdanie napisałam równo rok temu.
O godzinie 12:18 podjęłam taką decyzję.
Poczatkowo miałam ambitne plany umieszczania notek codziennie.
A potem mi przeszło bo życie zweryfikowało moje zachciewajki.
Dzisiaj na przykład od godziny 6 rano usiłuję notkę dodać.
Wstałam rano,poczłapałam do łazienki,wzięłam z kuchni butlę wody mineralnej.
Doczłapałam do kompa,włączyłam go założyłam na uszy słuchawki,poszperałam w folderze "Moja muza"
i się zasłuchałam.
Polazłam na ulubione blogi.
A czas leci z kopyta.
W międzyczasie zaczęła mnie boleć głowa.Mocno!
Polazłam do kuchni, wyciągnęłam z apteczki tabletkę, łyknęłam i wróciłam na kompa.
Ale wena cholera gdzieś sobie poszła!
O godzinie 7.30 za oknem rozpętała się III wojna światowa.
Łomot, kurz, wrzaski i steropian wszędzie!
Bo znowu mamy Zenków.
Ocieplają budynek i ogółem elewację piękną robią.
I pety palą w ilościach hurtowych.
No więc mam zamknięte wszystkie okna i zdycham bo na dworze ze 30 stopni!
Jak nie zdechnę to jutro więcej napiszę.
Miłego dnia
PS.Z okazji roczku trzy prezenciki dla siebie wybrałam:
To zdanie napisałam równo rok temu.
O godzinie 12:18 podjęłam taką decyzję.
Poczatkowo miałam ambitne plany umieszczania notek codziennie.
A potem mi przeszło bo życie zweryfikowało moje zachciewajki.
Dzisiaj na przykład od godziny 6 rano usiłuję notkę dodać.
Wstałam rano,poczłapałam do łazienki,wzięłam z kuchni butlę wody mineralnej.
Doczłapałam do kompa,włączyłam go założyłam na uszy słuchawki,poszperałam w folderze "Moja muza"
i się zasłuchałam.
Polazłam na ulubione blogi.
A czas leci z kopyta.
W międzyczasie zaczęła mnie boleć głowa.Mocno!
Polazłam do kuchni, wyciągnęłam z apteczki tabletkę, łyknęłam i wróciłam na kompa.
Ale wena cholera gdzieś sobie poszła!
O godzinie 7.30 za oknem rozpętała się III wojna światowa.
Łomot, kurz, wrzaski i steropian wszędzie!
Bo znowu mamy Zenków.
Ocieplają budynek i ogółem elewację piękną robią.
I pety palą w ilościach hurtowych.
No więc mam zamknięte wszystkie okna i zdycham bo na dworze ze 30 stopni!
Jak nie zdechnę to jutro więcej napiszę.
Miłego dnia
PS.Z okazji roczku trzy prezenciki dla siebie wybrałam:
środa, 1 lipca 2009
Wieści z frontu,no prawie....
Trwam w letargu,chyba.
A poza tym?
Godzina 05 - za oknem mgła.
Godzina 11 - upał
Godzina 15 - oberwanie chmury
Godzina 17 - upał,duszno,parno
Godzina 20 - błyskawice,grzmot,wiatr
Kto z Was ma podobnie ?
Kawa:jedna,druga,trzecia.
Oczy na zapałki.
Stale mam mokre plecy.
Albo od potu albo od deszczu.
Czekam aż wrócą z urlopu sąsiedzi.
Bo mam nowych.
Pojechali nikt nie wie gdzie,na urlop.
Zostawili psa.
Pod opieką rodziny niby.
Pies ma 10 miesięcy i jest dużą rasą.
Wychodzi na spacer RAZ dziennie....
Więc czekam aż wrócą.
I wtedy się obudzę z letargu i krew się poleje bo nie odpowiadam za siebie...
Miłego...
PS.Słucham sobie-lubię skrzypce.
A poza tym?
Godzina 05 - za oknem mgła.
Godzina 11 - upał
Godzina 15 - oberwanie chmury
Godzina 17 - upał,duszno,parno
Godzina 20 - błyskawice,grzmot,wiatr
Kto z Was ma podobnie ?
Kawa:jedna,druga,trzecia.
Oczy na zapałki.
Stale mam mokre plecy.
Albo od potu albo od deszczu.
Czekam aż wrócą z urlopu sąsiedzi.
Bo mam nowych.
Pojechali nikt nie wie gdzie,na urlop.
Zostawili psa.
Pod opieką rodziny niby.
Pies ma 10 miesięcy i jest dużą rasą.
Wychodzi na spacer RAZ dziennie....
Więc czekam aż wrócą.
I wtedy się obudzę z letargu i krew się poleje bo nie odpowiadam za siebie...
Miłego...
PS.Słucham sobie-lubię skrzypce.
czwartek, 25 czerwca 2009
Żerardzik...
Na początku go nie lubiłam.
Potem go pokochałam za pewien film.
Potem znowu popadł w niełaskę za sprawą pewnego filmu w którym latał goły i "chłapał".
Bo film był o problemach w związku kiedy facet "nie może"...
Minęło parę lat i miłość wybuchła na nowo za rolę Wścieklaka!
A kiedy sister podesłała mi to:
uwielbiam tego brzydala.
A wy?
Kochacie Gerarda Depardieu?
Miłego
Potem go pokochałam za pewien film.
Potem znowu popadł w niełaskę za sprawą pewnego filmu w którym latał goły i "chłapał".
Bo film był o problemach w związku kiedy facet "nie może"...
Minęło parę lat i miłość wybuchła na nowo za rolę Wścieklaka!
A kiedy sister podesłała mi to:
uwielbiam tego brzydala.
A wy?
Kochacie Gerarda Depardieu?
Miłego
niedziela, 21 czerwca 2009
Komp na wakacjach...
Czyszczę kompa.
Bo zapchany niesamowicie i nic znaleźć nie mogę.
Szukam przepisu co go obiecałam.
Zgrywam na płytki zdjęcia i inne niezbędniki.
Mam na uszach słuchawki....i swiat przestał istnieć.
Tomcio z Eryczkiem.Zgadnijcie którego kocham bardziej?
A tu ta z grubą du...
Ukochany film:
Jak skończę to dam głos.
Miłego dnia
PS.Nie wiem co się dzieje ale nie widzę komentarzy....
a pokazuje mi,że Srebrzysta napisała.
Bo zapchany niesamowicie i nic znaleźć nie mogę.
Szukam przepisu co go obiecałam.
Zgrywam na płytki zdjęcia i inne niezbędniki.
Mam na uszach słuchawki....i swiat przestał istnieć.
Tomcio z Eryczkiem.Zgadnijcie którego kocham bardziej?
A tu ta z grubą du...
Ukochany film:
Jak skończę to dam głos.
Miłego dnia
PS.Nie wiem co się dzieje ale nie widzę komentarzy....
a pokazuje mi,że Srebrzysta napisała.
wtorek, 21 kwietnia 2009
Chory komp.....
Mój komputer ostatnio wyprawiał dziwne sztuki.
Nie tolerował dłuższych notek.Pewne wpisy ignorował.
Kiedy coś pisałam,wprawdzie nie przeszkadzał ale potem wprowadzał swoja cenzurę.
Wychodziły z tego dziwolągi straszliwe.
W dodatku zaczął na mnie warczeć.Całkiem jak Żabul.
No nie,myślę sobie,jeden mi w domu wystarczy "warczacz" drugiego nie będę tolerować.
W pokoju dziwny zapach.Dotykam kompa a on gorący!!!
No,rozchorowało mi się maleństwo...
Przekopałam trzy segregatory i znalazłam dowód zakupu urządzenia.
Wynikało z niego, że mój komp jest jeszcze na gwarancji.
Zapakowaliśmy go do samochodu, delikatnie na tylne siedzenie i zawieźliśmy do lekarza.
Znaczy do fachowca.
On zbadał chorego,popatrzył,posłuchał,obwąchał i zarządził hospitalizację.
Znaczy,że mamy zostawić kompa na szczegółowe badania a sami iść precz.
I nie przychodzić z wizytą bo sami zadzwonią z informacją kiedy można chorego odwiedzić.
Ano dobrze.Trochę mi się żal zrobiło.
No nie lubię się rozstawać ze swoimi rzeczami ale jak mus to mus.
Pojechaliśmy na zakupy.Cris,w ramach odstresowania swojego Skarba,zakupił spory kawał ciasta do kawy.
wróciliśmy.Pochowałam zakupy.
Tek,naraz bezrobotna,zrobiła pyszną kawę,ja pokroiłam ciasto.Siedzimy,pijemy,zagryzamy.
Ale czegoś brakuje w domu.
Komp nie szumi,Tek nie leci do Ziomków,ja nie mogę zerknąć na blogi.
Smutna sobota się zapowiada.
Siedzimy,gadamy,Cris proponuje obejrzeć film na DVD.
Tek przeszukała pudła,znalazła "Po zachodzie słońca" z Pierce'm Brosnan'em i Salmą Hayek.
Ogladamy ale uszami wciąż łowimy czy nie dzwoni telefon..
Obejrzeliśmy i poszłam gotować obiad.
Dzwoni telefon.
Cris się pierwszy zerwał z fotela.
-Tak-słyszę.
-Można odebrać? To zaraz będziemy.
-Skarbie,jadę po kompa bo już zrobiony-cieszy się jak wariat Cris.
Pojechał,przywiózł.
Podłączyli z Tek wszystkie kabelki.
Komp działa,pracuje,nie warczy,grafika jakaś wyraźniejsza.
Na szczęście to tylko dwa wiatraczki.
Wymienili oba,wyczyścili kompa i spokój.
I oby jak najdłużej!
Miłego dnia.
PS. Siłą rozpędu obejrzałam "Mamma mia".
I teraz nie mogę się odczepić od tego:
Nie tolerował dłuższych notek.Pewne wpisy ignorował.
Kiedy coś pisałam,wprawdzie nie przeszkadzał ale potem wprowadzał swoja cenzurę.
Wychodziły z tego dziwolągi straszliwe.
W dodatku zaczął na mnie warczeć.Całkiem jak Żabul.
No nie,myślę sobie,jeden mi w domu wystarczy "warczacz" drugiego nie będę tolerować.
W pokoju dziwny zapach.Dotykam kompa a on gorący!!!
No,rozchorowało mi się maleństwo...
Przekopałam trzy segregatory i znalazłam dowód zakupu urządzenia.
Wynikało z niego, że mój komp jest jeszcze na gwarancji.
Zapakowaliśmy go do samochodu, delikatnie na tylne siedzenie i zawieźliśmy do lekarza.
Znaczy do fachowca.
On zbadał chorego,popatrzył,posłuchał,obwąchał i zarządził hospitalizację.
Znaczy,że mamy zostawić kompa na szczegółowe badania a sami iść precz.
I nie przychodzić z wizytą bo sami zadzwonią z informacją kiedy można chorego odwiedzić.
Ano dobrze.Trochę mi się żal zrobiło.
No nie lubię się rozstawać ze swoimi rzeczami ale jak mus to mus.
Pojechaliśmy na zakupy.Cris,w ramach odstresowania swojego Skarba,zakupił spory kawał ciasta do kawy.
wróciliśmy.Pochowałam zakupy.
Tek,naraz bezrobotna,zrobiła pyszną kawę,ja pokroiłam ciasto.Siedzimy,pijemy,zagryzamy.
Ale czegoś brakuje w domu.
Komp nie szumi,Tek nie leci do Ziomków,ja nie mogę zerknąć na blogi.
Smutna sobota się zapowiada.
Siedzimy,gadamy,Cris proponuje obejrzeć film na DVD.
Tek przeszukała pudła,znalazła "Po zachodzie słońca" z Pierce'm Brosnan'em i Salmą Hayek.
Ogladamy ale uszami wciąż łowimy czy nie dzwoni telefon..
Obejrzeliśmy i poszłam gotować obiad.
Dzwoni telefon.
Cris się pierwszy zerwał z fotela.
-Tak-słyszę.
-Można odebrać? To zaraz będziemy.
-Skarbie,jadę po kompa bo już zrobiony-cieszy się jak wariat Cris.
Pojechał,przywiózł.
Podłączyli z Tek wszystkie kabelki.
Komp działa,pracuje,nie warczy,grafika jakaś wyraźniejsza.
Na szczęście to tylko dwa wiatraczki.
Wymienili oba,wyczyścili kompa i spokój.
I oby jak najdłużej!
Miłego dnia.
PS. Siłą rozpędu obejrzałam "Mamma mia".
I teraz nie mogę się odczepić od tego:
wtorek, 17 lutego 2009
Co daje szczęście kobiecie...
Co daje szczęście kobietom?
Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi.
Wiem co mnie wczoraj uczyniło szczęśliwą.
Oto lista (kolejność przypadkowa).
1. Żabul,który na mnie nie warczy.
2. Żabul jedzący michę i nie szukający w niej arszeniku.
3. Kapcie Crisa w przedpokoju a nie na środku sypialni.
4. Całusy Crisa bez okazji.
5. Obiad,który wszystkim smakował i nikt nie chciał bułki z szynką.
6. Ulubione ciasto do kawy.
7. Śmiech Tek.
8. Ciepło Crisa.
9. Bajkowy świat za oknem.
10. Ulubiony film na DVD.
11. Kolacja, która się sama zrobiła.
12. Wywiad z najulubieńszym ulubieńcem na kanale TV5 (aż dech mi zaparło z wrażenia).
13. Kąpiel w czekoladowej pianie.
14. Ciepłe łapki Tek,jej głowa na moim ramieniu i ciche: "śpij mamuś".
15. Ponownie ciepło Crisa.
16. Bajkowy sen.
A dzisiaj kontynuacja:
1. Żabul, który na mnie nie warczy.
2. Całusy Crisa bez okazji.
3. Hasło do pewnego bloga (w życiu bym się nie spodziewała, że dostanę)
Jest dopiero godzina 10 rano.
Miłego dnia
PS.
Jak mi to zaśpiewa Doda,Feel lub insza "gwiazda" to będę ją wielbić do końca moich dni !!
albo to
Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi.
Wiem co mnie wczoraj uczyniło szczęśliwą.
Oto lista (kolejność przypadkowa).
1. Żabul,który na mnie nie warczy.
2. Żabul jedzący michę i nie szukający w niej arszeniku.
3. Kapcie Crisa w przedpokoju a nie na środku sypialni.
4. Całusy Crisa bez okazji.
5. Obiad,który wszystkim smakował i nikt nie chciał bułki z szynką.
6. Ulubione ciasto do kawy.
7. Śmiech Tek.
8. Ciepło Crisa.
9. Bajkowy świat za oknem.
10. Ulubiony film na DVD.
11. Kolacja, która się sama zrobiła.
12. Wywiad z najulubieńszym ulubieńcem na kanale TV5 (aż dech mi zaparło z wrażenia).
13. Kąpiel w czekoladowej pianie.
14. Ciepłe łapki Tek,jej głowa na moim ramieniu i ciche: "śpij mamuś".
15. Ponownie ciepło Crisa.
16. Bajkowy sen.
A dzisiaj kontynuacja:
1. Żabul, który na mnie nie warczy.
2. Całusy Crisa bez okazji.
3. Hasło do pewnego bloga (w życiu bym się nie spodziewała, że dostanę)
Jest dopiero godzina 10 rano.
Miłego dnia
PS.
Jak mi to zaśpiewa Doda,Feel lub insza "gwiazda" to będę ją wielbić do końca moich dni !!
albo to
środa, 4 lutego 2009
Zostałam opierniczona...
Żyjecie Kochani? Dobrze się macie?
Zostałam opierniczona przez naszą niezawodną Marylkę,niecirpliwca jednego.
A i inne blogochałupki coś tam chciały ode mnie.
Poczułam się w obowiązku naskrobać parę słów coby już krzyków nie było.
Po pierwsze primo:
Cris nadal na zwolnieniu.Skończyły się zastrzyki w brzuch.
Zostały tabletki,maści i zalecenia:
-schudnąć,
-dieta przeciwcukrzycowa
-więcej ruchu
Powoli oswajam go z myślą, że pewnych rzeczy mu nie wolno.
On nawet chętnie mnie słucha ale chodzi głodny.
A ja cudów dokonuję aby owo przejście na dietę mu jakoś złagodzić.
Nie warczę,nie pędzę do roboty,głaszczę po główce i wachluję jak odpoczywa.
Dobrze ma co ?
Uwierzyliście? No co Wy?
Ja, chodzący wqurw bedę go oszczędzać? A czyja to zasługa ten jego obecny stan zdrowia?
Moja? A pewnie, że moja, bo trzeba było ścierką przez łeb gonić z kuchni.
Cris jest żerny i smakosz,jak mu zasmakuje to dużo potrafił zjeść. I teraz mamy rezultaty.
Na 18 marca Cris ma zaklepaną wizytę u specjalisty.
Położą go w klinice,zbadają dokładnie żyły i wydadzą werdykt.
Po drugie primo:
Pies mi zgłupiał.
Nie mam do niego siły.Zrobił się kapryśny,ma humory.
Jednego dnia jest miły i słodki jak miód,drugiego na mnie warczy i kły pokazuje.
Zrobił się wybredny w jedzeniu.Chrupki bleee,puszki bleee.
Gotuje mu kadłubki z kurczaka,obieram z kości,na wywarze gotuję ryż lub kaszę.Czasami zamieniam na makaron.
Studzę,stawiam michę i mówię:wcinaj piesku.
Żabul łypie na mnie złym okiem,skrada się do michy, wącha ostrożnie.
Znowu na mnie łypie. Odwracam się się szybko, żeby nie widział, że się gapię.
On odchodzi od miski.Wredota jedna.
-Cris-wołam,chodź szybko, bo Żabul nie je!
Cris przychodzi,czaruje psa,obiecuje mu różne przyjemności. Ja wychodzę z kuchni.
Żabul zaczyna jeść...
Potem przychodzą razem do pokoju.Cris siada w swoim fotelu.
Żabul ładuje się na kanapę obok mnie. Wyciągam rękę aby go pogłaskać.
On warczy i pokazuje wszystkie zęby, znaczy nie życzy sobie.
Psia menopauza ?
A to się do mnie przyczepiło dzisiaj:
Uwielbiam Seala.
Miłego dnia
Zostałam opierniczona przez naszą niezawodną Marylkę,niecirpliwca jednego.
A i inne blogochałupki coś tam chciały ode mnie.
Poczułam się w obowiązku naskrobać parę słów coby już krzyków nie było.
Po pierwsze primo:
Cris nadal na zwolnieniu.Skończyły się zastrzyki w brzuch.
Zostały tabletki,maści i zalecenia:
-schudnąć,
-dieta przeciwcukrzycowa
-więcej ruchu
Powoli oswajam go z myślą, że pewnych rzeczy mu nie wolno.
On nawet chętnie mnie słucha ale chodzi głodny.
A ja cudów dokonuję aby owo przejście na dietę mu jakoś złagodzić.
Nie warczę,nie pędzę do roboty,głaszczę po główce i wachluję jak odpoczywa.
Dobrze ma co ?
Uwierzyliście? No co Wy?
Ja, chodzący wqurw bedę go oszczędzać? A czyja to zasługa ten jego obecny stan zdrowia?
Moja? A pewnie, że moja, bo trzeba było ścierką przez łeb gonić z kuchni.
Cris jest żerny i smakosz,jak mu zasmakuje to dużo potrafił zjeść. I teraz mamy rezultaty.
Na 18 marca Cris ma zaklepaną wizytę u specjalisty.
Położą go w klinice,zbadają dokładnie żyły i wydadzą werdykt.
Po drugie primo:
Pies mi zgłupiał.
Nie mam do niego siły.Zrobił się kapryśny,ma humory.
Jednego dnia jest miły i słodki jak miód,drugiego na mnie warczy i kły pokazuje.
Zrobił się wybredny w jedzeniu.Chrupki bleee,puszki bleee.
Gotuje mu kadłubki z kurczaka,obieram z kości,na wywarze gotuję ryż lub kaszę.Czasami zamieniam na makaron.
Studzę,stawiam michę i mówię:wcinaj piesku.
Żabul łypie na mnie złym okiem,skrada się do michy, wącha ostrożnie.
Znowu na mnie łypie. Odwracam się się szybko, żeby nie widział, że się gapię.
On odchodzi od miski.Wredota jedna.
-Cris-wołam,chodź szybko, bo Żabul nie je!
Cris przychodzi,czaruje psa,obiecuje mu różne przyjemności. Ja wychodzę z kuchni.
Żabul zaczyna jeść...
Potem przychodzą razem do pokoju.Cris siada w swoim fotelu.
Żabul ładuje się na kanapę obok mnie. Wyciągam rękę aby go pogłaskać.
On warczy i pokazuje wszystkie zęby, znaczy nie życzy sobie.
Psia menopauza ?
A to się do mnie przyczepiło dzisiaj:
Uwielbiam Seala.
Miłego dnia
wtorek, 23 grudnia 2008
Wesołych Świąt Kochani
wtorek, 2 grudnia 2008
Bigosowo....
No to stało się.....
W sobotę robiliśmy Andrzejki. Wino wprawdzie było ale co to jest butelka wina na dwie osoby ?
W niedzielę chyba jednak oboje z Crisem mielismy kaca albo jakieś zaćmienie umysłowe...
Już przy śniadaniu Cris, stary żarłok, zaczął marudzić o bigosie na święta. Że to można wcześniej, potem w słoiki i gotowe ! Taaa gotowe!
Faktem jest, że przez dwa lata udało mi się wymigać i bigosu nie było! A teraz się uparł i rób człowieku co chcesz.
Ano dobrze, tak bardzo chce to go będzie miał.
Ja: - Skoro tak bardzo ci zależy, to zbieraj się! Jedziemy po zakupy!
Cris: - Jak to, dzisiaj ?
Ja: - Nie wkurzaj mnie! Pomyśl człowieku. W tygodniu wracasz późno a ja sama nie będę tego targać. Po to jest samochód, żebym sobie rąk nie naciągała do ziemi. No jazda ale już bo czasu nie ma.
Jedziemy. Po drodze oblał mnie zimny pot bo sobie uświadomiłam, że przecież niedziela, promocje, pewnie i całe procesje po sklepie będą latać !
Ja: - Cris, wiesz co, poczekaj. Może dzisiaj nie do Kaufa, co ?
Cris: - Sam o tym myślałem. To jedziemy do "Muszkieterów".
Zajechaliśmy. Na parkingu pustawo. CUD!
W środku też ludziów niet! Złapałam wózek i wrzucam metodycznie co tam wypatrzę....
Cris drepta obok mnie, zagląda w wózek. Ocho, coś mu się nie podoba..
- No co- mówię. Jak już tu jesteśmy to zrobimy większe zakupy.
- Przecież ja nic nie mówię !
- I dobrze. lepiej zobacz po ile pieczarki i owoce by się przydały.
On patrzy na mnie, a mnie zaczyna lekko wnerwiać.
-No nie patrz tak! Zdążymy wrócić przed tym twoim westernem !
Od razu mu się humor poprawił i przestał miny robić!
Załadowałam wózek "duperelkami" i poszliśmy zobaczyć na mięso do bigosu. Nawet ładne nam się trafiło. Kupiłam 3 rodzaje, kiełbasę, kawałek boczku i tzw. okrawki.
No to zakupy mamy z głowy. Jeszcze dorzuciłam puszki dla Żabula, gazety dla mnie i Tek i już całkiem na koniec "papier do twarzy"(czyt. toaletowy).
Pchamy się do kasy...
Cris: - Skarbie ?
Ja: - Tak ?
Cris: Nie zapomniałaś o czymś?
Ja: - Chyba nie... a zaraz... i dorzucam gumę do żucia, Nurofen i Propolki.
Cris:- Ale ja nie o tym...
Ja: - No to o co ci biega ?
Cris: - A gdzie kapusta ????
Wróciliśmy z całym majdanem, nabraliśmy całą reklamówkę kiszonej kapusty i już bez zakłóceń udaliśmy się do kasy....
Dzisiaj mój bigos już pachnie w całym domu a ja, z wielką kopyścią, pilnuję coby nie wyżarli przed świętami.
Coś dziwnie często ich ciągnie do kuchni...
Ciężko będzie bo ja bigos, z przerwami, gotuję kilka dni.....
Miłego dnia
Słucham sobie:
W sobotę robiliśmy Andrzejki. Wino wprawdzie było ale co to jest butelka wina na dwie osoby ?
W niedzielę chyba jednak oboje z Crisem mielismy kaca albo jakieś zaćmienie umysłowe...
Już przy śniadaniu Cris, stary żarłok, zaczął marudzić o bigosie na święta. Że to można wcześniej, potem w słoiki i gotowe ! Taaa gotowe!
Faktem jest, że przez dwa lata udało mi się wymigać i bigosu nie było! A teraz się uparł i rób człowieku co chcesz.
Ano dobrze, tak bardzo chce to go będzie miał.
Ja: - Skoro tak bardzo ci zależy, to zbieraj się! Jedziemy po zakupy!
Cris: - Jak to, dzisiaj ?
Ja: - Nie wkurzaj mnie! Pomyśl człowieku. W tygodniu wracasz późno a ja sama nie będę tego targać. Po to jest samochód, żebym sobie rąk nie naciągała do ziemi. No jazda ale już bo czasu nie ma.
Jedziemy. Po drodze oblał mnie zimny pot bo sobie uświadomiłam, że przecież niedziela, promocje, pewnie i całe procesje po sklepie będą latać !
Ja: - Cris, wiesz co, poczekaj. Może dzisiaj nie do Kaufa, co ?
Cris: - Sam o tym myślałem. To jedziemy do "Muszkieterów".
Zajechaliśmy. Na parkingu pustawo. CUD!
W środku też ludziów niet! Złapałam wózek i wrzucam metodycznie co tam wypatrzę....
Cris drepta obok mnie, zagląda w wózek. Ocho, coś mu się nie podoba..
- No co- mówię. Jak już tu jesteśmy to zrobimy większe zakupy.
- Przecież ja nic nie mówię !
- I dobrze. lepiej zobacz po ile pieczarki i owoce by się przydały.
On patrzy na mnie, a mnie zaczyna lekko wnerwiać.
-No nie patrz tak! Zdążymy wrócić przed tym twoim westernem !
Od razu mu się humor poprawił i przestał miny robić!
Załadowałam wózek "duperelkami" i poszliśmy zobaczyć na mięso do bigosu. Nawet ładne nam się trafiło. Kupiłam 3 rodzaje, kiełbasę, kawałek boczku i tzw. okrawki.
No to zakupy mamy z głowy. Jeszcze dorzuciłam puszki dla Żabula, gazety dla mnie i Tek i już całkiem na koniec "papier do twarzy"(czyt. toaletowy).
Pchamy się do kasy...
Cris: - Skarbie ?
Ja: - Tak ?
Cris: Nie zapomniałaś o czymś?
Ja: - Chyba nie... a zaraz... i dorzucam gumę do żucia, Nurofen i Propolki.
Cris:- Ale ja nie o tym...
Ja: - No to o co ci biega ?
Cris: - A gdzie kapusta ????
Wróciliśmy z całym majdanem, nabraliśmy całą reklamówkę kiszonej kapusty i już bez zakłóceń udaliśmy się do kasy....
Dzisiaj mój bigos już pachnie w całym domu a ja, z wielką kopyścią, pilnuję coby nie wyżarli przed świętami.
Coś dziwnie często ich ciągnie do kuchni...
Ciężko będzie bo ja bigos, z przerwami, gotuję kilka dni.....
Miłego dnia
Słucham sobie:
sobota, 29 listopada 2008
Wściekłam się ? Raczej rozmarzyłam......

Donoszę - kupiłam świetna rzecz. Polecam.
A tak ogólnie.....
Mam "cichego" wielbiciela....
A tak!
Od jakiegos czasu pisze do mnie listy miłosne.
Bardzo przemyślane, finezyjne, o głębokiej treści. Ileż ładunku emocjonalnego zawierają !
Zobaczcie sami:
kij_w_mrowisku pisze...
Co za tupet!
Jak można krytykować coś, o czym się najwyraźniej nie ma pojęcia.
A te przykłady „dobrej” muzyki – żenada.
Mamut Bodo z archaicznym akcentem był OK 70 lat temu.
Teraz może najwyżej śmieszyć.
Pavarotti to klasyczny przejaw snobizmu.
W powszechnej opinii ludzie kulturalni muszą się nim zachwycać.
Otóż młodość jest po to, żeby kpić z rzeczy, które się musi robić.
Najwyraźniej autorka cierpi na niską samoocenę i powtarza opinie ludzi, których uważa za autorytet.
Szczerze współczuję!
A tak.
To właśnie tobie trzeba współczuć.
Młodzież na szczęście wali opinia ciotek-klotek.
Podejrzewam zresztą, że to tylko taka poza.
Niemożliwe, żebyś naprawdę uważała, że wszystko poza bel canto to chłam.
A Turnau, Kazik, Basia Stepniak-Wilk, Edyta Gepert, że nie wspomnę o obcojęzycznych, to też chłam!?
Pora skończyć z oglądaniem „tańca na czymś tam” i posłuchać, co śpiewają współcześni zanim na dobre dołączysz do skansenu.
Dobrej nocy mróweczki!
28 listopad 2008 00:06
W odpowiedzi napisałam takiego posta:
"Postanowiłam sobie, że blog będzie zahasłowany, oflagowany, okluczykowany słowem zabezpieczony na wszystkie strony !
Z natury jestem cierpliwa ale do czasu.
Właśnie mi poszła para z nosa.Nie znoszę chamstwa pod żadną postacią !
Jeżeli ktoś wchodzi i komentuje tylko po to by mi dosrać to obecnie nie będzie miał takiej możliwości.
Przepraszam wszystkich pozostałych za utrudnienia."
Po czym go usunęłam.
Bo dostałam następny "miłosny list":
młot _na _tępotę pisze...
Faktycznie, twój blog więc niepasujące komentarze można wycinać.
To demokracja po Nescavsku.
Gratuluję i ... miłego samopoczucia!
Kij_ w_mrowisku.
28 listopad 2008 11:25
I teraz siedzę i myślę,myślę...
Dlaczego ta osoba tak zapałała do mnie miłością ?
Dlaczego właśnie do mnie ?
Jeszcze nigdy w życiu nie usłyszałam tylu komplementów na swój temat..
Wyobraźnia mi podsuwa różne obrazy..
A może to jest ten wysoki brunet co to mi go Cyganka wypatrzyła na dłoni lata temu?
Czyli miłość mojego życia ?
I co ja wtedy zrobię z Crisem ???
A będzie dwóch - co mi tam !
No ciekawość mnie zżera.
Miłego dnia.
PS. Czytam "Mikołajka" i łzy mi lecą ze śmiechu.... i kolęd słucham.
I innych takich.
A co ? Bo lubię. Wolno mi.
http://applejack.wrzuta.pl/audio/gSwIXh40GN/koleda_super_dolly_parton_-_joy_to_the_world
i jeszcze to:

A to specjalnie dla Młoteczka vel Kijka:
(zwróć uwagę na zęby i rzęsy !!!!!)
oraz to:
wtorek, 25 listopada 2008
Współczuję....
A tak ! Właśnie współczuję.
Współczuję dzisiejszej młodzieży.
Mnie uczono wsłuchiwać się w muzykę, poznawać dźwięki.
Odróżniać chłam od bel canto.
Bo dla mnie piosenka oznacza mocny głos wykonawcy i muzykę w tle. A te dzisiejsze wyjce?
Mało mikrofonu nie zjedzą a i tak gówno słychać! I dlatego nie trawię współczesnych "gwiazd", nie przemawiają do mnie i już.
A tu przykład. Jedna piosenka i dwa wykonania.
Jak myślicie, kóre jest bliższe memu sercu bo jest doskonałe ?
A tu "perełka".
Ukochany utwór w ukochanym wykonaniu
Miłego dniaaaaaaaa
Współczuję dzisiejszej młodzieży.
Mnie uczono wsłuchiwać się w muzykę, poznawać dźwięki.
Odróżniać chłam od bel canto.
Bo dla mnie piosenka oznacza mocny głos wykonawcy i muzykę w tle. A te dzisiejsze wyjce?
Mało mikrofonu nie zjedzą a i tak gówno słychać! I dlatego nie trawię współczesnych "gwiazd", nie przemawiają do mnie i już.
A tu przykład. Jedna piosenka i dwa wykonania.
Jak myślicie, kóre jest bliższe memu sercu bo jest doskonałe ?
A tu "perełka".
Ukochany utwór w ukochanym wykonaniu
Miłego dniaaaaaaaa
wtorek, 18 listopada 2008
Jak.... Tradycja ?????
Yyyyyy.....co to ja chciałam ???
Otóż chciałam napisać nową notkę....Przedtem jednak wlazłam na ulubione blogi i już nie mam pomysłu na notkę...
Z jednej strony przemyśleń mam mnóstwo a z drugiej stale mnie ktoś ubiega i ubiera w słowa moje myśli. I co, mam dublowac tematy?
A tam, nie będę się przejmować. Ostatecznie to jest MÓJ blog i mogę pisać co chcę.
Wczoraj był miły dzień...
W miarę ciepło. Żabul grzeczny i nie naprzykrzał się ze spacerami, obiad mało pracochłonny więc udało mi sie obejrzeć powtórkę "Tańca z gwiazdami". Bo lubię i już.
Kocham Ankę Głogowską - szkoda, że jej się taki drewniany tancerz trafił. Ileż w tej dziewczynie jest radości życia, widac, że taniec to jej żywioł.I te stroje ! Cudowne !
Rodzina coś knuje.
Co i rusz słyszę szepty, jakieś kanszachty, tajemnice...
Cris, niby przypadkiem, podpytuje mnie o święta.Tek, pokazuje najnowsze katalogi Avon, Oriflame...O nowa "Pur Blanka" by mi sie przydała. Uwielbiam ten zapach...
A dajcie Wy mi świety spokój !
W tym roku nie robię i już.... Nie mam ochoty, siły, zdrowia !!!
Ale z drugiej strony...
Choinka tak pieknie ubrana, światełka tak cudownie migoczą, barszcz taki pyszny i uszka do niego, karp smakuje tylko w tym czasie.
Sernik upieczony na największej blaszce jaką mam, makowce mi się znowu rozjadą, bo za delikatnie je zwijam w papier, Cris przeszczęśliwy, Żabul przeżarty.Tek, jak małe dziecko, zagląda na prezenty.
I sąsiedzi wpadną z opłatkiem.... I kolędy,miliony kolęd !
Pójdziemy do Teściowej, jak się wszyscy zjadą i rykniemy całą piersią zagłuszymy wszystkich.
I będziemy wpominać tych, których już z nami nie ma....
Ale te zakupy, sprzątanie, gary ! Nie , nie i jeszcze raz nie !
Hmmmm przecież Cris i Tek mi pomagają.
Nie, nie i jeszcze raz nie !
I dlaczego ja, ateistka, mam robić święta ?
Bo kocham Crisa i szanuję moją teściową. No i TRADYCJA !!!!
Miłego dnia.
PS. A to mnie trzyma od wczoraj. Nogi mi same "lecą" do tańca. Da da da da da eta lubow maja .....
Otóż chciałam napisać nową notkę....Przedtem jednak wlazłam na ulubione blogi i już nie mam pomysłu na notkę...
Z jednej strony przemyśleń mam mnóstwo a z drugiej stale mnie ktoś ubiega i ubiera w słowa moje myśli. I co, mam dublowac tematy?
A tam, nie będę się przejmować. Ostatecznie to jest MÓJ blog i mogę pisać co chcę.
Wczoraj był miły dzień...
W miarę ciepło. Żabul grzeczny i nie naprzykrzał się ze spacerami, obiad mało pracochłonny więc udało mi sie obejrzeć powtórkę "Tańca z gwiazdami". Bo lubię i już.
Kocham Ankę Głogowską - szkoda, że jej się taki drewniany tancerz trafił. Ileż w tej dziewczynie jest radości życia, widac, że taniec to jej żywioł.I te stroje ! Cudowne !
Rodzina coś knuje.
Co i rusz słyszę szepty, jakieś kanszachty, tajemnice...
Cris, niby przypadkiem, podpytuje mnie o święta.Tek, pokazuje najnowsze katalogi Avon, Oriflame...O nowa "Pur Blanka" by mi sie przydała. Uwielbiam ten zapach...
A dajcie Wy mi świety spokój !
W tym roku nie robię i już.... Nie mam ochoty, siły, zdrowia !!!
Ale z drugiej strony...
Choinka tak pieknie ubrana, światełka tak cudownie migoczą, barszcz taki pyszny i uszka do niego, karp smakuje tylko w tym czasie.
Sernik upieczony na największej blaszce jaką mam, makowce mi się znowu rozjadą, bo za delikatnie je zwijam w papier, Cris przeszczęśliwy, Żabul przeżarty.Tek, jak małe dziecko, zagląda na prezenty.
I sąsiedzi wpadną z opłatkiem.... I kolędy,miliony kolęd !
Pójdziemy do Teściowej, jak się wszyscy zjadą i rykniemy całą piersią zagłuszymy wszystkich.
I będziemy wpominać tych, których już z nami nie ma....
Ale te zakupy, sprzątanie, gary ! Nie , nie i jeszcze raz nie !
Hmmmm przecież Cris i Tek mi pomagają.
Nie, nie i jeszcze raz nie !
I dlaczego ja, ateistka, mam robić święta ?
Bo kocham Crisa i szanuję moją teściową. No i TRADYCJA !!!!
Miłego dnia.
PS. A to mnie trzyma od wczoraj. Nogi mi same "lecą" do tańca. Da da da da da eta lubow maja .....
piątek, 31 października 2008
W biegu....


Nie mam tak zwanego czasa.
Tutaj macie PALUCHY ( znaczy ciastka takie) i coś dla ucha:
"Żaba story czyli historia wielkiej miłości żaby do jeża ".
"Żaba story czyli historia wielkiej miłości żaby do jeża ".
Na dużym żółtym liściu ,w czasie dżdżu siedziała żaba, czemu właśnie tu
Nie wiedział nikt i żaba chyba też nie wiedziała, siedząc żuła perz
Kontemplowała deszcz, przeżuwając perz
A nieopodal żaby kucnął jeż dla towarzystwa żabie żuł coś też
W jeżynach żaba nagle rzekła mu:
"Ja Cię żetem Żużu naprawdę żetem, chcę Cię teraz tu".
I w żabie wzięła go ramiona
Kochanka-żaba, żaba-żona
A z długich rzęs kapały żabie szczęścia łzy
I tuli żabią twarz do jeża jak hełm się tuli do żołnierza
I tłumiąc łzy śpiewa mu "Only Ty"
Czy w szczęściu nie przeszkodzi różna płeć ?
Zażenowany jeż chciał żabie rzec
Nie zdążył, bo znów żaba go żetem i pieści dłoń mami snem
Pasjanse składa mu z samych żabich serc
I szepce mu: "Mój mały książę Jeżeli kiedyś zajdę w ciążę
Potomstwo mieć to w życiu najpiękniejsza rzecz
Urodzę Tobie jeżo-żabki tak trochę z ojca, trochę z matki
Tak jedno tę, drugie tę, Pół na pół"
Tak w życiu bywa, żabę kocha jeż
I pomyśl, ile szczęścia mógłbyś też
Przy żabie znaleźć, gdybyś Jerzym był więc proszę Cię z całych sił
Mój drogi Jerzy, kochaj żabkę swą
Byś i ty mógł uronić szczęścia łzy....
Miłego....
środa, 15 października 2008
Na marginesie jesieni.....
Mimozami jesień się zaczyna .... a u mnie bezsennością chyba.
Nie mogę spać.
Tak po prostu.
Trzy słowa a ile treści.
Córka smacznie śpi, mąż pochrapuje. Żabul, rozwalony na pół naszego łoża, przez sen aż podskakuje i warczy, coś mu się śni.
A ja się kręcę z półdupka na półdupek, poprawiam poduchę i jasiek, moszczę się, szukam najlepszej pozycji.W końcu,wkurzona na maksa,odrzucam kołdrę, wkładam szlafrok,wstaję.
Cichutko, aby nie budzić rodziny, po ciemku, skradam się wężowym krokiem, do kuchni.
Taaa... zapomniałam, że Cris zostawia kapcie na środku sypialni. Ile razy już prosiłam- jak grochem o ścianę !
Potykam się i lecę z łomotem. Zatrzymuję się na otwartych drzwiach sypialni, w przelocie zapalam światło. Z ust wyrzucam "cholerę jasną",w oczach mam mord a w głowie jedną myśl - zabić potwora. Ale widzę, że będę musiała poczekać do rana bo dalej wszyscy śpią smacznie.
Cris, jak zwykle ,z poduszką na głowie a nie pod głową. Nic dziwnego, że nie słyszał łomotu.
Żabul, leniwie, otwiera jedno oko, patrzy na mnie jak na zjawę i ziewa.
- Ej-mówię cicho ale wściekle - kto ci pozwolił wleźć do łóżka? Zmiataj stąd.
Popatrzył na mnie krzywo z miną zbitego psa.
- No dobra, leż sobie - mięknę pod jego spojrzeniem.
I idę do kuchni.Wlazłam i się rozglądam jakbym nie do swojej wlazła.
Przez okno widzę, że w jednym z domów naprzeciwko też się pali światło.
Pochylam się nad moimi kaktusikami, macam paluchem ziemię, zastanawiam się czy by nie podlać bo sucho. W porę sobie przypominam, że to kaktusy i maja mieć sucho.
W międzyczasie zgłodniałam. Otworzyłam lodówkę, porwałam plasterek szynki, wzięłam butelkę z piciem i idę na kompa.
W domu ciemno, jak w uchu u Murzyna, nie chcąc budzić śpiących złapałam z przedpokoju latarkę (zaraz, zaraz a skąd ona się wzięła ??). Przyświecając sobie dolazłam do kompa, rozsiadłam się, buszuję.
Dopiero o 3.30 zaczęła mi się morda rozdziewać, powieki opadać z lekka, zwlokłam się z fotela i polazłam spać. O 5.00 rozdarły się wszystkie budziki w domu ale ja sobie spokojnie spałam dalej.
Znowu będę nieprzytomna...
Mam nadzieję, że nie wsypię cukru do ziemniaków zamiast soli jak ostatnim razem.
Miłego dnia.
PS. A to mój "kop" energetyczny na dzisiaj:
A to na dobry nastrój ( uwielbiam) :
Nie mogę spać.
Tak po prostu.
Trzy słowa a ile treści.
Córka smacznie śpi, mąż pochrapuje. Żabul, rozwalony na pół naszego łoża, przez sen aż podskakuje i warczy, coś mu się śni.
A ja się kręcę z półdupka na półdupek, poprawiam poduchę i jasiek, moszczę się, szukam najlepszej pozycji.W końcu,wkurzona na maksa,odrzucam kołdrę, wkładam szlafrok,wstaję.
Cichutko, aby nie budzić rodziny, po ciemku, skradam się wężowym krokiem, do kuchni.
Taaa... zapomniałam, że Cris zostawia kapcie na środku sypialni. Ile razy już prosiłam- jak grochem o ścianę !
Potykam się i lecę z łomotem. Zatrzymuję się na otwartych drzwiach sypialni, w przelocie zapalam światło. Z ust wyrzucam "cholerę jasną",w oczach mam mord a w głowie jedną myśl - zabić potwora. Ale widzę, że będę musiała poczekać do rana bo dalej wszyscy śpią smacznie.
Cris, jak zwykle ,z poduszką na głowie a nie pod głową. Nic dziwnego, że nie słyszał łomotu.
Żabul, leniwie, otwiera jedno oko, patrzy na mnie jak na zjawę i ziewa.
- Ej-mówię cicho ale wściekle - kto ci pozwolił wleźć do łóżka? Zmiataj stąd.
Popatrzył na mnie krzywo z miną zbitego psa.
- No dobra, leż sobie - mięknę pod jego spojrzeniem.
I idę do kuchni.Wlazłam i się rozglądam jakbym nie do swojej wlazła.
Przez okno widzę, że w jednym z domów naprzeciwko też się pali światło.
Pochylam się nad moimi kaktusikami, macam paluchem ziemię, zastanawiam się czy by nie podlać bo sucho. W porę sobie przypominam, że to kaktusy i maja mieć sucho.
W międzyczasie zgłodniałam. Otworzyłam lodówkę, porwałam plasterek szynki, wzięłam butelkę z piciem i idę na kompa.
W domu ciemno, jak w uchu u Murzyna, nie chcąc budzić śpiących złapałam z przedpokoju latarkę (zaraz, zaraz a skąd ona się wzięła ??). Przyświecając sobie dolazłam do kompa, rozsiadłam się, buszuję.
Dopiero o 3.30 zaczęła mi się morda rozdziewać, powieki opadać z lekka, zwlokłam się z fotela i polazłam spać. O 5.00 rozdarły się wszystkie budziki w domu ale ja sobie spokojnie spałam dalej.
Znowu będę nieprzytomna...
Mam nadzieję, że nie wsypię cukru do ziemniaków zamiast soli jak ostatnim razem.
Miłego dnia.
PS. A to mój "kop" energetyczny na dzisiaj:
A to na dobry nastrój ( uwielbiam) :
poniedziałek, 6 października 2008
czwartek, 2 października 2008
Moje fascynacje cz.2
" FARINELLI - ostatni kastrat "Moi rodzice, jako pierwszy zakup na nowe mieszkanie, zaraz po ślubie, sprawili sobie adapter-taki podłączany do radia. A do niego komplet płyt, jeszcze na 78 obrotów...
Czego tam nie było !!! Chopin, utwory Vivaldiego, Paganiniego, cały Jan Kiepura, Pola Negri...Muzyka towarzyszyła mi więc od najmłodszych lat. Słuchaliśmy wszystkiego oprócz jazz'u.
W rodzinie krąży anegdotka, że ja mając 3 latka zakochałam się śmiertelnie w pewnym osobniku. Nazywał się Karel Gott...Ponoć nie jadłam, nie spałam tylko marzyłam jakby go tu spotkać żywego. Swoją drogą miałam dobry gust bo głos to On miał (i nadal ma) jak dzwon !
Potem, na urodziny, dostałam wymarzony adapter o wdzięcznej nazwie "MISTER HIT". Mam go do dzisiaj i nie mogę używać, bo nigdzie nie mogę kupić nowych igieł do niego.
I oto ja, 30 lat póżniej, zrobiłam to samo. Wyszłam 2 raz za mąż i jako pierwszą rzecz kupiliśmy wieżę na płyty CD. Zaczęłam mozolnie kompletować płytotekę a zdobycie ulubionych nagrań na CD graniczyło często z cudem.
Potem przyszedł komputer z Internetem i to już była zupełna orgia bo znajdowałam rzeczy o których mi się nie śniło !! Przyznam się bez bicia, że ściągałam z Kazaa a potem z "Miśka" co tylko się dało. Kto z Was słyszał np. Niemena śpiewajacego po włosku ???
Moją edukację muzyczną zawdzięczam też panu Bogusławowi Kaczyńskiemu i filmom muzycznym.
Film "Farinelli- ostatni kastrat" (reż.Gerard Corbiau) obejrzałam całkiem przypadkiem.
Mąż był za granicą,właśnie wracał, była ciemna noc. Czekając na niego przerzucałam pilotem kanały w tv. I naraz boski śpiew - jak anioła głos. Scena, w której Farinelli śpiewa "ma liberte" i prawie "ogłusza" Haendla....
Zapomniałam o bożym świecie, zasłuchana. A potem polowanie na powtórkę aby obejrzeć całość. Udało się ! Co za uczta dla oczu, uszu i duszy. I pewnie obejrzę jeszcze nie raz, bo na kanale EUROPA powtarzają go co jakiś czas o 1 w nocy. .
Dla takiego arcydzieła warto zarwać noc.
Miłego dnia
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)