czwartek, 10 października 2013

Powoli.....

zbyt powoli dochodzę do siebie.
Stres zrobił swoje.
Niby normalna kolej rzeczy,wiemy,że każdy MUSI przez to przejść,a jednak...

Nigdy nie zapomnę widoku załamanego Taty.

Nie było łez,był za to ogromny kamień leżący na sercu i świadomość,że już nigdy nie powiem tego,co ZAWSZE chciałam powiedzieć.

Porządkowanie rodzinnego domu .....
Mama miała naturę chomika,nigdy niczego nie wyrzucała.Każda rzecz miała sentymentalne znaczenie.

Po raz pierwszy popłakałam się u notariusza,kiedy usłyszałam,że Tato jest "stanu wolnego".
A potem znalazłam niedokończony list: "Najukochańsza Córeczko..."

Jest mi nadal bardzo ciężko ale za sukces uznaję fakt,że wraz z siostrą wyciągnęłyśmy Tatę z apatii,nie pozwoliłyśmy mu poddać się depresji.

Na dzień dzisiejszy jest dobrze i oby tak zostało jak najdłużej.

środa, 1 maja 2013

Miałam urodziny....

zadzwoniła komórka.
 Usłyszałam tylko :Mama.... i  pociemniało mi w oczach.


Mamo-jakże świat jest pusty bez Ciebie.

wtorek, 19 marca 2013

Czasami....

mam serdecznie dosyć!
Wszystkiego!
Mama często mówiła do mnie: "Pamiętaj, że dobry uczynek musi zostać ukarany!".

Taaak....

Napiszę krótko- moja Teściowa ma zakaz wstępu do mojego domu!

Miłego dnia. 

niedziela, 27 stycznia 2013

Jeżeli wszystko...

pójdzie po mojej myśli to wracam na blogi.

Na dniach będziemy mieli  laptopa.

Na dzień dzisiejszy walczę z grypą cholerą (2 tygodnie już charczę okropnie).

Sprawy z Teściową strasznie się pokomplikowały i nie chcę o tym pisać.

Pozdrawiam wszystkich zaglądających.

Miłego dnia.

środa, 3 października 2012

Zawiesiłam się.....

bo znowu życie mi dało kopa w splot słoneczny. Coraz bardziej tracę wiarę w ludzi. Znowu muszę przeorganizować swoje codzienne życie. Nie wiem tylko czy te zawirowania będą czasowe czy trwałe. Na dzień dzisiejszy robię wszystko aby nie poddać się uczuciu paniki. Boję się strasznie czy podołam nowym obowiązkom. Nie mam cierpliwości,przygotowania,siły. Czy mam być twarda czy łagodna? Traktować jak dorosłego czy tłumaczyć jak dziecku? Nie stać mnie na fachową pomoc. Tak zwana "kochana rodzina" umyła rączki. Ale ja kocham Crisa,lubię i szanuję swoją Teściową. Nie dam jej zrobić krzywdy. Będę się nią opiekować jak potrafię,ile mi sił starczy. Dam jej przytulny pokoik,poczucie ciepła,wyleczę z depresji i przywrócę radość życia. Przypilnuję brania leków,spróbuję przywrócić pamięć. Wiem,że będzie ciężko,bardzo ciężko ale Cris i Tek pomogą. Trzymajcie kciuki. PS.Znowu zmiany na Bloggerze? Nie wiem jak się robi przerwy,nie mam czasu na edycję...

czwartek, 30 sierpnia 2012

O, jak ja lubię taką pogodę.....

a nie ten głupi żar lejący się z nieba.
Od razu mi wena wróciła i chęć do życia.I nie tylko mnie.Rodzina też ocknęła się z letargu i zaczęła mi życie umilać.
Zaczął Cris od przytargania mi reklamówy gruszek.
Czy ja wam pisałam,że gruszek nie jadam bo nie lubię?
No owszem zjem jedną od wielkiego dzwonu ale też taka gruszka musi spełniac pewne warunki.Powinna być lekko twardawa,wielka,Klapsa,najlepiej z tego drzewa co rośnie koło jaśminu w ogrodzie moich rodziców.Inne są beee.
A te przytargane przez małżonka mego są prawie plaćkate.No więc nikt ich nie je.Zagracają mi ćwierć stołu w kuchni,zaczęły mi muszki owocówki latać-wnerwiłam się z lekka i wracający z pracy Cris zaliczył "pogadankę".
Małżonek oczywiście uważał,że nie ma problemu,nie pozostało mi nic innego jak się sfochować.A że tych fochów trochę się nazbierało ostatnimi czasy,trzeba było jakoś oczyścić atmosferę.
I tu Cris ma problem...
Czy ja wam pisałam,że od pewnego czasu nie jadam ptysiów?
Bo zjedzenie takiego ptysia to był cały rytuał z Żabulem w tle.A kiedy psa zabrakło...
Krótko mówiąc nie smakują mi,więc nie jadam.
Jako że nie jadam,Cris nie może mi ich kupować jako łapówki.
No więc myślał małżon,myślał i przerzucił się na kosmetyki.
Przytargał mi kule musujące do kąpieli.
A ja kule od dawna uwielbiam mnóstwo za bardzo (to jest cytat)!
Tak po prawdzie to wszystkie kosmetyki do kąpieli to maja wielka miłość i namiętność.
Bo nie ma nic lepszego po ciężkim dniu jak pachnąca (i dłuuuuga) kąpiel.
Bo prysznic to już nie to.
Prysznic dobry dla Hamerykańców jest.
No i ewentualnie w upały.
Ale jesienią?
Albo zimą?
Nie,nie i jeszcze raz nie.
Nieprawdaż?

Miłego dnia

środa, 29 sierpnia 2012

Wywaliło mi notkę...

w kosmos! No żeż!
Idę napisać jeszcze raz!
Piórem,w kajeciku moim,póki wena nie zdechnie!
Uprasza się o cierpliwość!