niedziela, 24 stycznia 2010

Mam nadzieję...

Mam nadzieję,że jutro Cris wróci do pracy.
Na całe 8 godzin.
Po raz pierwszy od 23 grudnia ubiegłego roku.
Niech życie wróci do normalnego stanu.
Cris w domu się wynudził koncertowo,czasami miewał "cudowne" pomysły, na które ja zgrzytałam zębami.Zapewniał mi potrzebną dawkę adrenaliny.Wymyślał rozrywki.
Chcę mieć czas na czytanie ulubionych blogów.
W przeciwnym razie zwariuję już niedługo.
A w dodatku mamy separację....
Bo gralismy w karty.Stawką były upojne noce.
I Cris przegrał 6 nocy....

Miłego dnia

PS.Jutro Was poczytam.

piątek, 22 stycznia 2010

Czekam na koniec zimy...

A tak czekam na jej koniec jak na zbawienie jakieś.
Dokopała mi ona w całej swojej rozciągłości.No może nie sama zima ale jej, że tak powiem,uroki.
Fakt,na świecie jest biało, bajkowo i pięknie.
Ale ja chciałam mieć taką pogodę w okolicach świąt a nie w styczniu.
Ponieważ z powodu mrozu i śniegu budownictwo zamarło,Cris ma przymusowy urlop.
A jego urlop to telejajko,DVD,książki i spacerki z psem.I wieczne dostarczanie mi rozrywek...
Zaczęło się od komunikatu, że nie ma co czytać.
-Skarbie,jedziemy do biblioteki?-Cris wpadł do kuchni bo ja właśnie talerzyki po śniadaniu myłam.
-A po co?-rzekłam na odczepnego bo właśnie patelnię podstawiłam i ochlapałam sobie pół brzucha.
-No jak to po co? Po książki bo nie mam co czytać!
-Ale ja jeszcze nie przeczytałam wszystkich swoich.Nie miałam czasu przez święta.
-A dużo Ci zostało?-docieka maużon mój.
-A nie pamiętam,5 czy 6.Leży stosik przy łóżku.
Cris poleciał,przytargał i zaczyna marudzić.
Ja wnerwa dostałam lekkiego ale postanowiłam nie psuć domowej atmosfery.
Odpięłam więc fartuszek,wytarłam ręce,wrzuciłam mięso nazad do zamrażarki i słodko się uśmiechając udałam się do pokoju.
A potem rzekłam:
-Słuchaj mnie,szczęście ty moje doczesne,czy ty nie możesz sobie założyć własnej karty bibliotecznej? Musisz się zawsze do mnie przylepiać?
Ty czytasz 4 książki a ja 15.Jak nie mam czasu to na mnie tupiesz a ja tego nie lubię.
Załóż sobie swoją i czytaj jak chcesz, a mnie zostaw w spokoju.
Cris nie dał się przekonać, uparł się jak osioł, że on nie chce oddzielnie on chce ze mną zawsze i wszędzie.
Stanęło na tym, że Cris obrażony siedział w fotelu a ja,prawie ze stoperem w dłoni,kończyłam czytać braci Strugackich.
Wyobrażacie sobie,fantastykę czytać na czas!I zrozumieć. Zgroza!
No ale skończyłam, zebrałam stos książek do oddania i pojechaliśmy do biblioteki.
Trafiłam na moją ulubioną panią bibliotekarkę więc wdałam sie z nią w konwersację a Cris poleciał półki obadać.
Gadam sobie i gadam,przy okazji listę życzeń pokazuję,ona mi przynosi ksiązki,poleca inne.Zebrał się nowy stosik.
Wraca Cris ze swoimi 4 książkami,patrzy na mój stosik i za głowę się łapie.
No więc ja znowu go agituję ale się nie dał przekonać do osobistej karty.
-Widzi pani, co ja mam z tym moim chłopem?-mówię do pani bibliotekarki-Przykleił się do mnie i nie chce się odkleić!
-Powinna sie pani cieszyć, że mu z panią tak dobrze-rzecze mi ona.
-A tam,zaraz dobrze,udaje.Jak każdy chłop!
Wzięłam książki,pożegnałam się i udaliśmy się do samochodu.
A potem w sklepie moim ukochanym zobaczyłam "krokiety z serem i BROKUŁĄ".
Nie kupiłam,niestety.
Za to kupiłam owoce bo była kartka jak wół:"POMARAŃCZ 4,50/kg".

A tak poza tym?

Żabul zdrowieje,po okresie głodówek zaczął znowu jeść.I pije jak smok!
A potem jego chore nerki nie wytrzymują więc mi kałuże wielkie robi.
Więc znowu byliśmy u kochanego Waldusia.On dał zastrzyk i powiedział, że niestety może się to częściej zdarzać.
Mamy psa ważyć i pilnować,żeby nie chudł.I jakby się coś działo to natychmiast przyjechać.
No więc obserwujemy uważnie,bardzo uważnie,ze ścisniętym sercem naszego starzejącego się domownika.
Lepiej nie będzie ale niech chociaż dłuuuuugo nie będzie gorzej.
Tylko o to i aż o to proszę.

Miłego dnia

piątek, 15 stycznia 2010

Wychodzę na prostą......

Wstałam rano z mocnym postanowieniem napisania nowej notki ale najpierw polazłam na ulubione blogi.
Poczytałam zaległe notki.Napisałam komentarze różniste.
I się zadumałam..
Dziwnie się zaczął ten rok,bardzo dziwnie.
I mam tylko nadzieję, że w zakresie "przykre przeżycia" wyczerpał już limit na cały ten rok.
Nie chcę wracać do owych dni,kiedy z Żabulkiem lataliśmy po klinice.
Zastanawia mnie tylko jeden fakt:skąd w ludziach tyle chamstwa?
No bo wyobraźcie sobie Państwo taką poczekalnię chociażby.Parę krzeseł i tłum ludzi ze swoimi chorymi zwierzakami.
Ludzie są w różnym wieku.
Na jednym krześle siedzi facet.Tak z wyglądu prezes jakiś.Ubrany w długi,prawie do ziemi, nieskazitelnie czarny płaszcz.
Przy uchu komórka.I facet gada,gada,gada mimo, że na każdej ścianie wisi kartka z prośba o wyłączenie komórek!
Mało tego!Facet nie siedzi prosto tylko zwisa na siedzenie drugiego krzesła a o trzecie ma opartą nogę!
Pod drugą ścianą na krzesełku siedzi dziewczyna.Obok na krześle stoi klatka z jej chorym kotem.No bo klatka nie może stać na podłodze.
Za to może stać staruszka z chorym psem na rękach!
Byliśmy z Crisem 10 w kolejce,staliśmy 4 godziny bo nie było na czym usiąść.
I stale musieliśmy uważać na Żabulka bo dwa olbrzymie owczarki nie miały kagańców.
I zaliczyliśmy jedną straszną awanturę!
Przyszła baba i bez słowa wlazła do lekarza.No więc facet za nią i drze mordę, że baba bez kolejki!
Baba wyszła i awantura przeniosła się do poczekalni.Szczekali na siebie dobrą chwilę zanim się nie okazało, że baba była umówiona na konkretną godzinę!
A wystarczyło wejść,powiedzieć wszystkim "dzień dobry" i poinformować, że sie umówiła na konkretną godzinę.Ale po co?
Przecież ona jest ponad to a pozostali to motłoch!
I jeszcze jedno:dopiero na miejscu dowiedzieliśmy się,że możliwa jest rejestracja telefoniczna i można wybrać sobie dogodny termin oraz godzinę.
Ale było minęło.
Żabul ma się dobrze chociaż przez 3 dni odmawiał spożycia czegokolwiek poza wodą. I nie mogliśmy mu tabletek przemycić.
Nawet swoich ukochanych ciasteczek nie chciał.
Potem zwymiotował na środku pokoju co było reakcją na tabletki odrobaczające.
Po czym zaczął jeść michę aż miło,bawić się i nawet warczeć przestał na domowników.
A wczoraj nam znowu rozrywki dostarczył...
Bo miał na pupie takiego strupka i go sobie wygryzł.I cała podłoga była we krwi tak z niego leciało!
W końcu Crisowi udało się go złapać i przemyliśmy ranę.
Obecnie Żabul chodzi z wielkim plastrem na pupie.
I o dziwo-wcale go sobie nie wygryza!

Miłego dnia.

PS.Tek też wyzdrowiała i dostarcza mi nowych rozrywek.

sobota, 9 stycznia 2010

Nie mam siły i czasu....

Niech ten styczeń się już skończy!
Zaczynam mieć dość.
Dobrze, że wyjaśniły się sprawy z Żabulkiem.Leki chyba działają bo on nawet przestał na mnie warczeć .
My cali w nerwach lataliśmy z psem po klinikach a Tek została w domu i się denerwowała.
I niestety, jej organizm nie poradził sobie z ogromnym stresem i Tek się rozchorowała.
Zbuntował jej się żołądek i zaczął ja strasznie boleć.
Tek bardzo mało choruje ale chora jest gorsza od chorego mężczyzny.Jakbym miała noworodka w domu.
Oboje z Crisem latamy i spełniamy jej życzenia,donosimy różne rzeczy.Ja gotuję kleiki ryżowe i trzymam za łapkę przed snem.
Wczoraj nie mogła zasnąć więc jej śpiewałam kołysanki.
Nawet Crisa uśpiły...
Jestem zmęczona ale wytrzymam.
Mam ją tylko jedną.
I kiedy ja mam Was czytać?

Miłego dnia

czwartek, 7 stycznia 2010

Byliśmy w klinice...

To był ciężki,nerwowy dzień.
Widziałam ogrom zwierzęcego nieszczęścia.
Piękny owczarek nie przeżył operacji....
Żabula ten los nie czeka.
Operacji nie będzie.
Prześwietlenie wykazało "tylko" zwyrodnienie kręgów.
Będzie leczenie zastrzykami przez naszego kochanego Waldusia.
Nerwy opadły.
Jesteśmy padnięci.
Żabul odsypia "głupiego Jasia".
Dziękuję bardzo za Wasze kciuki.Pomogły.

Miłego...

środa, 6 stycznia 2010

Nie jest dobrze...

No więc byliśmy u naszego kochanego Waldusia.
Na widok Żabula zakrzyknął on wielkim głosem:"a co on tak schudł"?
Po czym psa wymacał,obadał,opukał,obwachał (dosłownie).I cały czas nam objaśniał co robi i w jakim celu.
A potem stwierdził, że nie podoba mu sie żabulowy kregosłup bo czegoś tam nie wyczuwa podczas badania.
Zaaplikował psu dwa zastrzyki,dał tabletki na robaki i na bolący kręgosłup.
Po czym pobrał krew i nakazał zatelefonować za 3 godziny.
Wróciliśmy do domu i cali w nerwach czekamy owe godziny.
A kiedy juz upłynęły owe upiorne godziny dowiedzieliśmy się,że:
-serce zdrowe,
-żołądek zdrowy,
-wątroba zdrowa,
-nerki chore.
Jutro od rana postaramy się zarejestrować do kliniki we Wrocławiu na prześwietlenie Żabulowego kręgosłupa.
I jeśli spełnią się przewidywania Waldusia,to w NAJGORSZYM przypadku,Żabula czeka operacja...

Boję się!

Wstydzę się strasznie...

Przywołana do porządku przez Zgagę znowu muszę się wytłumaczyć....
U mnie czas świąt i odpoczynku wcale się nie skończył.
Nadal trwa.
Cris na urlopie dostarcza mi ciągłych rozrywek,świat za oknami jest cudownie bajkowy.
Chwilo trwaj!!!!
Powinnam chyba opisać święta i Nowy Rok ze szczegółami?
Ale to później,jak pozałatwiam bieżące sprawy-teraz jedziemy z rachunkami a potem do lekarza z Żabulkiem.
Bo niby nic się nie dzieje a pies mi w oczach chudnie...

Trzymajcie kciuki,proszę.

Miłego dnia.

PS.Miałam problemy z kompem ale już powinno być dobrze.