środa, 30 września 2009

Żałuję....

Bardzo żałuję, że nie ma już starych dowodów osobistych.
Bo wiele można się było z niego dowiedzieć o posiadaczu takowego.
Co komu szkodziło, że wpisywało się doń stan cywilny i liczbę dzieci.
Ja się nie wstydzę przyznawać do męża a i z córki jestem dumna!
I miejsce pracy było widoczne.
W swoim starym dowodzie miałam nawet pieczątkę o zawarciu pierwszego ślubu.
Tak przez rok bo nikt mi nie przypomniał, że muszę wymienić dowód!
Bo ja dowodu nie używam za często.
No to wymieniłam na nowszy i służył mi ten dokument przez dalszych 15 lat.
Miałam tam adnotację o wydaniu kartki na mięso.
Miałam też adnotację z czasów stanu wojennego o tym, że mój zakład zostanie zmilitaryzowany...
No jednym słowem miałam co czytać w kolejce do lekarza.
I jeszcze jedno.
Stary dowód był rzeczą stałą.
W przypadku wszelkich zmian wbijało się po prostu pieczątkę z odpowiednią adnotacją.
Ile trwała taka czynność? 5 minut?
Dowód się wymieniało tylko w przypadku zniszczenia lub zmiany nazwiska.
Ponieważ zmieniłam stan cywilny znowu wymieniłam dowód.
Miałam go 6 lat.Nie był zniszczony bo nieczęsto używany,przeważnie w banku.
A potem się przeprowadziłam i wprowadzono obowiązek zmiany dowodów na "kartoniki".
Koszmar!
Udałam się do odpowiedniego urzędu.
Na dworze mróz (styczeń).
Ja ubrana w czapkę, szalik,rękawiczki,grube ciuchy,gruby płaszcz,kozaki.
W urzędzie temperatura tropikalna!
Grzejniki na full i zatrzaśnięte na głucho okna!
I tłum ludzi!
Najpierw do biura meldunkowego.
Byłam 10 w kolejce.
Oczywiście usiąść nie było gdzie bo stało 6 krzeseł w bardzo wąskim korytarzyku.
No więc stoję i się duszę.
Przyszła moja kolejka.
Podałam dowód,wniosek o zameldowanie,akt notarialny, że jestem współwłaścicielką mieszkania i mam prawo do meldunku.
Babka z długimi tipsami przybiła mi pieczątkę skreślającą wpis o starym adresie.
Czyli 40 lat mojego życia.Całe moje dzieciństwo,młodość,wspomnienia....
I dała karteczkę na której stało, że obywatelka taka a taka złożyła w dniu dzisiejszym wniosek o zameldowanie.
Wzięłąm ową karteczkę i udałam się do drugiej kolejki do biura meldunkowego.
Stałam 3 godziny.
Pot ze mnie leciał ciurkiem,makijaż mi spłynął,głodna byłam nieziemsko i wściekła na cały świat!
Ale nic to doczekałam się w końcu.
Weszłam.Ukłoniłam się grzecznie i pozwolono mi usiaść na krzesełku.
I baba zaczęła wprowadzać do bazy danych moje personalia.
Ludzie kochani myślałam, że mnie szlag nagły trafi!
Stukała JEDNYM palcem.Myliła się strasznie,stale coś kasowała i poprawiała.
W chwili kiedy dobrnęła do końca i miała zapisać dane,zawiesił się komputer!
Poleciała po informatyka.
Chwilę to trwało zanim przylazł i naprawił.
I baba znowu JEDNYM palcem zaczęła stukać!
Zatwierdziła dane i wydrukowała na kartce.
A ja czytam i poprawiam błędy.
Potem ona naniosła poprawki,zatwierdziła,wydrukowała.
I kazała miesiąc czekać na odbiór dowodu.
Podziękowałam,choć nie było za co i udałam się do domu.
Ale zanim dotarłam do domu wstąpiłam do 3 aptek.Bo juz miałam anginę, grypę i zapalenie płuc razem.
I w każdej aptece mnie odsyłano do lekarza.
A ja tłumaczyłam, że nie mam zameldowania,dowodu,książeczki zdrowia i nie znam miasta!
Dopiero w czwartej aptece,pod domem, się zlitowali i dali leki.
A ja dotarłam do domu,wyszłam z Żabulem na spacer,zjadłam i padłam jak podcięta.
Cris mi nie uwierzył jak mu opowiedziałam o wszystkim.
Po miesiącu udałam się po odbiór dowodu.Z Crisem się udałam bo miał urlop.
I oboje staliśmy w kolejce przez 2 godziny...
A dzisiaj zamiast dowodu podaje kartę bankomatową albo insze kartoniki bo troche ich mam.
Bo według mnie niewiele się różnią.A ja nie zawsze mam ze sobą okulary.
I jak pomyślę,że taki horror czeka mnie co 10 lat.
Żyć się odechciewa!!!!

Miłego dnia

19 komentarzy:

dikejka pisze...

U mnie złożenie wniosku, no i w ogóle cała procedura związana z wymianą dowodu przebiegła dość sprawnie, ale urząd wpadł na pomysł prosty acz genialny, żeby ludzie się zapisywali na konkretny dzień i godzinę. Można to było ustalić telefonicznie, bądz mailowo:)
Małe nieporozumienie tylko zaszło w chwili, gdy urzędniczka po sprawdzeniu mojego wniosku, głęboko mi w oczy spojrzała i...
"Niebieskie??? Jakie niebieskie? Pani ma oczy szare!"
Musiałam od nowa wniosek wypełnić:D

Neskavka pisze...

Po odbiór dowodu byłam umówiona na konkretny dzień.Byłam 30 w kolejce.
A że baba nie gramotna i każda osoba musiała swoje odczekać,to inna bajka...

zgaga pisze...

No, przecież to wszystko dla obywatela podobno, by mu życie uprościć, ułatwić i uprzyjemnić!

A w starym dowodzie byłam taka piękna, młoda, szczupła i ,,włosiasta''.... Ech!

effka pisze...

A mnie przyszło hurtowo wymieniać i dowód i prawo jazdy... Ale jakoś od reki mi to poszło... Złożyłam wniosek bez kolejki, odebrałam plastiki bez kolejki... No ale to w moim Grajdołku tylko możliwe, gdzie ludzie urzędy szerokim łukiem omijają... Tylko jak się przemeldowywałam to trochę trwało...

Mijka pisze...

o tak..stare dowody to była historia..

mam swój stary dowodzik,dziecki obie wpisane..
a nowy?
łatwo zgubić...

dikejka..a może pani się myliła????

Neskavka pisze...

Zgaga-o to to!
Ja obecnie mam takie zdjątko jak kryminalista jakiś...

Effka-cud chyba jakiś.Ja tam nie wierzę za bardzo chyba, bo kogo nie spytam to miał podobne przygody jak ja.

Mijka-no ja też mam ale taki ułomny,jeden róg ma mocno obcięty...

effka pisze...

Może brzmi dziwnie i niedorzecznie, ale tak właśnie było... Mój szwagier wczoraj pojechał samochód zarejestrować. urlop wziął specjalnie na tęokazję, bo w Metropolii to najpierw się jeździ odstać w kolejce, żeby się na termin umówić, potem się stoi w kolejce po tablice, a potem po dowód rejestracyjny, bo tymczasowe najpierw wydają... Znajomy miesiąc sie tak błąkał po urzędzie... I już szwagrowski liczył urlop, ile dni jeszcze ma i... W jeden dzień wszystko załatwił. Bez kolejek i czekania.. Może to rodzinne mamy?

Neskavka pisze...

No to pozazdrościć tylko!
Ale sobie przypomniałam,że mój Tato też tak ma-bez kolejek wszystko.

szpilka pisze...

doskonale wiem o czym mówisz ja choć wymieniłam dowód bo musiałam na kartonik to trzymam go w domu bo nie mogę się przyzwyczaić, natomiast stary zielony dowód już nieważny niestety noszę w torebce. Kłopot tylko wtedy kiedy w urzędzie lub w banku potrzebny jest dowód a ja go przy sobie nie mam, a zielony niestety nie załatwi sprawy........

Beata pisze...

a w dowodzie było ze się jest panną, dzieci wpisane, daty urodzenia, a jak mam udawadniać, że to dziecko obok jest moje? akt urodzenia nosić?

Neskavka pisze...

Szpilka-no właśnie,od razu człowiek wiedział,że zielone to dowód!

Beata- no na to wygląda,niestety!

Beata pisze...

Neska, to ja wezmę jeszcze te obrazki z chrztu i I komunii, co? przydadza się:)

Neskavka pisze...

Beata-???????!!!!

dikejka pisze...

-> Mijka, mnie to rybka;)
Nie spierałam się z babą, bo a nuż dopatrzyłaby się jednej małej zielonej plamki (którą rzeczywiście mam) i dopiero by się narobiło:)))

gullviva pisze...

no ale nie moglas na stary dowod za granice wyjezdzac ..a na nowy mozesz ;) :)))

Neskavka pisze...

Dikejka-hehe

Gullviva-też prawda ale były paszporty.

Mijka pisze...

dikejka..o matko!wtedy to już na bank miałabyś problemy!!!

Beata pisze...

a po co Ci problemy?

Kat pisze...

Nowy dowód świetnie się spisuje jako skrobaczka do szyb samochodu, kiedy już mróz chwyci więc ja tam nie narzekam:)

Pozdrawiam:*