wtorek, 18 sierpnia 2009

Tak sobie myślę...

Podobno miarą naszego człowieczeństwa jest nasz stosunek do "braci mniejszych".
Czyli do zwierząt.
Czy aby na pewno?
Bo jeśli to prawda to prawdziwych ludzi ja w życiu spotkałam niewielu.
Nie potrafię spokojnie patrzeć jak są traktowane psy na spacerach.
Dobrze jeszcze jak ktoś w ogóle z takim psem wyjdzie bo różnie to bywa.
Mieszkam w społeczności osiedlowej.
Siłą rzeczy znam ludzi,chociażby z widzenia.
Od jakiegoś roku mam 2 nowych sąsiadów.
Czyli dwie rodziny.
Pierwsza to matka,dwoje małych dzieci,ojciec,dwa perskie koty i dwa psy labradory.
Rodzina aż miło popatrzeć.
Uprzejmi,mili,odnoszący się z szacunkiem do siebie i zwierząt.
Dzieci są kochane i to WIDAĆ.
Ale najbardziej mnie rozczula ich stosunek do zwierząt.
Oni nie mają zasłoniętych okien,okna są niskie.
Wstaję rano, wyglądam przez okno i widzę sąsiada.
Robi sobie śniadanie.
Dookoła szyi ma owiniętego kota.
Drugi kot siedzi na parapecie,ma zadarta głowę.Patrzy na pana.
Pan coś do niego mówi.Potem go głaszcze.
Bierze karton mleka, nalewa do miseczek,podstawia kotom.
Zdejmuje z szyi drugiego.
One piją mleko.
Pan pije coś z kubka i się uśmiecha.
Wchodzi jego żona.
Uśmiechają się do siebie i razem głaszczą koty....
Ale najbardziej lubię patrzeć jak wyprowadzają na spacer psy.
Psy są piękne,jeden czarny,drugi biszkoptowy.
Idą razem wymachując ogonami I WIDAć,po prostu WIDAć, że są szczęśliwe.
Nigdy nie widziałam, żeby ktoś te psy ciągnął na smyczy, żeby na nie krzyczał.
Zaznaczam, że na spacer(bardzo długi) chodzą kilka razy dziennie.

I druga rodzina.
Moi młodzi sąsiedzi.
Ona, on i ich roczny pies.
Pies rasy barneński pies pasterski.
Pies jest tak piękny, że mnie dech zapiera.
W dodatku ma wspaniały charakter.
I taką aksamitną sierść (wiem bo głaskałam nie raz).
Idealny pies do kochania.
I spacer takiego psa wygląda następujaco.
Najpierw jest puszczany na długość całej smyczy (10 metrów).
Pies się zaplątuje w krzakach więc jest ściągany,odplątany,opieprzony i po paru klapsach w tyłek.
Spacer?
Dwa razy dziennie na drugą stronę ulicy!
Przeważnie cały dzień siedzi sam w domu.
Po interwencji wszystkich sąsiadów zaczęli go wyprowadzać częściej.
Tydzień temu pojechali wszyscy nad wodę (mają domek nad jeziorem).
Wrócili bez psa!

A mnie cholera trzepie.
Dlaczego?

Chyba pójdę i zapytam co z nim zrobili.
Tylko czy powiedzą prawdę?

24 komentarze:

May-li pisze...

Biedny pies...
Moje schroniskowe Futro, z potworną traumą jaką trzeba było przezwyciężyć (bo w stosunkach dyplomatycznych z psem czasem potrzeba trochę stanowczości, w końcu musi być jakaś hierarchia w stadzie), po tych siedmiu już latach z nami i kotem do towarzystwa wydaje się całkiem zadowolone z życia.
Czasem są dni, kiedy nie ma czasu na długie spacery, albo ciągle pada a Futro ma "alergię na deszcz" i nie lubi być na zewnątrz jak jest mokro, ale nie wyobrażam sobie ani nie zapewnienia jej warunków odpowiednich dla tak dużego psa, ani pozbycia się.
Twoi sąsiedzi własne dziecko pewnie też by oddali po stwierdzeniu że to za dużo obowiązków...

Brrr!

Neskavka pisze...

May-li- zabaczymy.
Na dniach ma im się urodzić!
Ona chyba już w szpitalu bo jej nie ma od wczoraj.
Ja tam swojego Żabula nad życie kocham i nigdy mu krzywdy nie zrobię.

dikejka pisze...

Trzymaj się myśli, że pies trafił do bardziej odpowiedzialnych opiekunów.

Ja tez oceniam ludzi po stosunku do zwierząt. I nie chodzi tylko o własne czworonogi, ale o podejście do zwierząt w ogóle.
Mnie szczególnie na nerwy działają tacy, którzy decydują się na wzięcie np. psa nie przemyślawszy wszystkich za i przeciw. A póżniej zwierzak trafia do schroniska lub wyrzucony z samochodu umiera z wycieńczenia albo pod kołami innego auta:(((
O psycholach znęcających się nad zwierzętami, to już nie wspomnę, bo by się mocno niecenzuralne słownictwo posypało.

Mijka pisze...

kolejni młodzi bezstresowo wychowani egoiści!

brneńczyk jest piękny...

Beata pisze...

na szczęśćie im uciekł! i dobrze, może znajdzie go ktoś fajny:) w taki sposób moja krewność ma bokserkę, zglosiła, znalezienie do schroniska i po miesiącu oficjalnie dostała papier, że pies jest jej:)
a wychudzony bokserek ma teraz raj!

srebrzysta pisze...

Nasza psica - staruszka coraz częściej ma kłopoty z widzeniem, więc jak chodzimy na spacerek, to do niej mówię: żeby szła wolniej, żeby uważała, bo, o tu, jest krawężnik albo schodek i w ogóle gadam do psa często. No bo dlaczego nie?
Wkurzają mnie głupi ludzie bez pomyślunku, którym się wydaje, że pies albo kot to "tylko zwierzak" i że nic nie rozumie i można z nim zrobić cokolwiek. Wziąć, oddać, wyrzucić...

Anonimowy pisze...

Miałam sąsiadów z pięknym wilczurem długowłosem,akiedy się miało urodzić im się dziecko pies nagle się śmiertenie czymś zatruł.
Brat kilka lat temu na spacerze w lesie uratował kundelkę przywiązaną do pnia drzewa.Uleczka

anabell pisze...

Witaj Neskavko, zauważyłam,że zierzęta w domach są traktowane dwubiegunowo- albo mają lepiej niż niejedno dziecko, albo są inikomu nie potrzebne do szczęścia i traktowane jak piąte kolo u wozu.To przeważnie tak sie dzieje w tych domach, w których pies był prezentem dla dziecka.
A może tego berneńczyka sprzedali komuś, kto się nim zachwycił? Albo im zaginął, a nie wrócil na wołanie, bo wiedział,że nie ma do kogo.
Miłego, :)

Beata pisze...

mieszkam na wsi...jak kto idzie z psem na smyczy, znaczy do weterynarza idzie:)
psa sie w domu nie trzyma, a jak pies z tych wyjących, to ...znika:(

Mijka pisze...

bo ludzie traktują zwierzęta jak rzeczy.
wolę zwierzęta.są bardziej..ludzkie.
ja w końcu się zbiorę i napiszę o naszych domowych zwierzątkach,ile ich było i jakie..temat rzeka.

Neskavka pisze...

Dikejka-no właśnie ludzie często nie myślą. A pies to 16 lat,obowiązków,wyrzeczeń,wydatków i wspólnego życia.

Mijka-oj tak tak!

Beata-znam takie przypadki.Ale oni psa nie spuszczali ze smyczy....

Srebrzysta-mnie sąsiedzi mają za wariatkę bo ja też gadam z psem cały czas.I on mi niekiedy odpowiada w swoim psim języku.

Uleczka-tez podejrzewam, że go oddali z powodu dziecka.
Bo do porzucenia w lesie jakos mi oni nie pasują,chyba...

Nie pamiętam czy już Cię witałam, więc jeszcze raz: WITAJ!

Anabell-no właśnie.On był bardzo drogi. A oni są snoby wielkie.
No nie wiem, nie wiem co o tym mysleć....

Beata-znika?
O mój Boże!

Mijka-napisz,ja chętnie przeczytam.
Fakt-temat rzeka!

Anonimowy pisze...

http://zagubiona-minelo.blog.onet.pl/STADNINA-KONI,2,ID388871329,n To trzeba przeczytać.Uleczka

Neskavka pisze...

Tak? To lecę!

Neskavka pisze...

Uleczka-przecież ja mam psa ze schroniska.I ja wiem jak są tam traktowane zwierzęta. To sa przedmioty po prostu.
Podobno z braku pieniędzy.A mnie się wydaje, że z powodu nieodpowiednich ludzi tam pracujacych.
Smutne ale prawdziwe.

zgaga pisze...

Na naszej wsi już wiele psiaków mieszka w domach. Na warunkach członka rodziny. Ale wciąż jeszcze bardzo żywy jest pogląd, że jak psiak chory, to go nie leczyć, bo kto to słyszał z psem po doktorach latać? Zdechnie, to się drugiego weźmie...
Jakieś 80 procent biega luzem w dzień i w nocy. Widok pana lub pani z czworonogiem na smyczy to rzadkość!

Neskavka pisze...

gaga-ja to jestem w stanie zrozumiec bo leki dla zwierzat sa 100 % płatne.Kiedys nawet weterynarze nie chcieli leczyć zwierząt domowych.
No i są nieuczciwi lekarze,niestety....
Mam nadzieję, że to się z czasem zmieni.
My mamy cudownego doktora!

zgaga pisze...

My też! Anioł w zielonym fartuchu! Uroczy i bardzo wesoły...

Kat pisze...

Mnie się czasem serce kraje...i ryczę jak głupia, jak słucham i oglądam jakie ludzie piekło potrafią psiakom i kociakom zgotować:((
Mam w domu kundelka, mądry - tylko mówić nie potrafi:)17lat z nami, znaleziony jako malutkie psiątko...I teraz już taki strasznie stary, wyleniały...no brzydal:)Ale dożywocie dostał i swojego dożyć musi:)

A piesek sąsiadów może trafi w lepsze ręce?wbrew pozorom chyba sporo dobrych ludzi na tym świecie...

Joanna K.-P. pisze...

Okropnie mnie wkurza ludzka głupota i brak odpowiedzialności. Jak się chce mieć dużego psa (i to owczarka!) to trzeba się liczyć z tym, że toto musi latać na spacery przynajmniej dwa razy dziennie. I to nie na spacery dookoła bloku, kiedy zwierzę jest ciągle uwięzione na smyczy.
U nas w bloku jest dużo psów i, o ile dobrze z mężem podejrzewamy, jest taki sąsiad (bardzo, bardzo miły), który innym psy wyprowadza. Zabiera je na dalekie spacery, zwierzaki wpatrzone w niego jak w obraz, a właściciele mają mniej wyrzutów sumienia, że dzień w pracy spędzają, zamiast psiakami się zająć.
To chyba jest niezły patent?

(A naszą dzielnicową faworytą jest bulterier o wdzięcznym imieniu Emilka, który na widok ludzi cały się trzęsie ze szczęścia. cudowne zwierzę! :-))

batumi pisze...

raz w roku to mogę sobie nieskrępowanie reagować, bo poza tym to po cichu i pod kołdrą ;-)

Beata pisze...

ludzie kupuja goldeny, bo to fajne pieski, potem ida do pracy a one demoluja dom:(

Neskavka pisze...

Joanna-mnie dziwi po co tacy biorą psa? Głupole i tyle.

Batumi-rozumiem.

Beata-nie domoluja bo są zamykane.
Najczęściej w łazience.

srebrzysta pisze...

Neskavko - wiadomo, co z tym psiakiem?

Neskavka pisze...

Jak już pisałam od niedzieli nie ma młodej i psa.
Podobno młoda jest na urlopie i wzięła ze sobą psa!
No nie wiem bo ona ma rodzić na dniach.
Zobaczymy.
Wiadomość wiemy od jej teściowej.