poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Moje pierwsze wczasy...

W czasach mojej młodości durnej i chmurnej były trochę inne zasady przyznawania urlopów.
Żeby dostać pierwszy trzeba było przepracować cały rok kalendarzowy.
No to pięknie przepracowałam owe przepisowe 365 dni i dostałam pierwszy w życiu urlop.
Tak się złożyło, że rodzicielka dostała wczasy pracownicze dla 3 osób w pięknych polskich Międzyzdrojach.
Tato nie mógł z nami jechać (kończył jakiś ważny projekt),siostra studiowała,brat był w wojsku,wzięłam ze sobą swoją "psiapsiółkę" ukochaną.
Zdziwiłam się lekko bo my z mamą miałyśmy jedną wielką torbę na nas dwie a "psiapsiółka" sama jedna miała milion toreb,torebek i torebeczek.
Ciuchy na każdą okazję,apaszki,paseczki,koraliczki,bransoletek milion i innych duperelków.
Mnie się zawsze wydawało, że człowiek na wczasy jeździ w celach wypoczynkowych.
Miałam spódnicę na tyłku,jakąś bluzeczkę do tego,sandałki czy klapki,pod spodem kostium kąpielowy i jazda na plażę.
Ona codziennie,zaraz po otwarciu oczu,miała dylemat.
Najpierw leciała na balkon sprawdzić pogodę a potem otwierała szafę i się w nią wpatrywała z natężeniem.
Czekałyśmy z mamą cierpliwie,spóźniając się na posiłki.
Wytrzymałam tak dwa dni.Potem zostawiałam ją samą przed szafą i leciałyśmy z mamą na śniadanie.
Ona dobijała jakieś pięć minut przed końcem posiłków.
Ale tak poza tym to była super babka i urlop był bardzo udany.
Nie obyło się bez różnych przygód.
No bo dwie młode,dwudziestoletnie laski, same nad morzem to nader łakomy kąsek.
Więc trzeba rwać.
Zaczęło się od plaży.
Wiadomo, jak wygląda plaża w czas upałów.Łeb przy łbie,nie ma się gdzie obrócić.
Leżymy z "psiapsiółką" na kocu,za parawanem,smażymy się na pełnymm słońcu.
Wtedy nikt nie słyszał o dziurze ozonowej i raku skóry.Każdy chodził opalony i nie wiedział co to solarium.
Ja nawet kremów nie używałam i nigdy nie miałam poparzeń.
No więc leżymy plackiem.
Naraz czuję, że na kocu zrobiło się ciaśniej.
Otwieram oczy.
Przysiadło się do nas dwóch kolesi i pierdoły nawijają.
Ja nie mam ochoty na towarzystwo więc coś warczę mało uprzejmie.
Oni się robią nachalni.
Ja siadam na kocu.W oczach mam mord i minę mało uprzejmą.
"Psiapsiółka" też się wije.Naraz jeden z łapami do mnie.
No więc nie mam żadnych zahamowań.
Zrywam się z koca,staję w rozkroku i wreszczę:
-"A w zęby chcesz? Wynocha z mojego koca ale już" i chodakiem drewnianym się zamierzam na kolesia.
"Psiapsiółka" też jakąś torbą się zamachnęła.
Oni się zerwali z koca,warknęli pod nosem coś niepochlebnego i rozpłynęli się w tłumie.
A mną cholera trzęsie.
Noż chamy niemyte,wypocząć na wczasach ludziom nie dadzą.
Wieczorami było kino pod gołym niebem.
Żadnego filmu nie obejrzałam w całości bo zawsze się jakiś "amant" napatoczył i mnie wkurwiał do białości.
Lody i spacer nam proponował.Nie zrażało go nawet towarzystwo rodzicielki mej.
Tacy napaleni byli.
Dlaczego, ja się pytam?
Miałam na nich uczulenie straszne ale przecież nie będę w domu siedzieć na wczasach.
Ale czasami zdarzały się też zabawne sytuacje.
Zakwaterowane byłyśmy w domku jednorodzinnym.Pokój miałyśmy na piętrze a łazienka była tak jakby w piwnicy.
Schodziło się po bardzo wąskich i dość stromych schodach.
Na półpiętrze było duże okno.
Wylazłam ci ja rano, zaspana nieco, włos (długi) w nieładzie.
Odziana byłam w koszulkę zwiewną.
w ręce ręcznik i przybory toaletowe.
I udaję się do łazienki prysznic wziąć.
Wylazłam na schody i widzę, że z dołu sąsiadz pokoju obok,w samych majtkach,się gramoli.
Dwie osoby na schodkach nie miały szans się minąć,więc stanęłam na półpiętrze,na tle okna i czekam grzecznie.
Sąsiad idzie,podnióśł głowę,popatrzył na mnie, oczy wybałuszył,zachwiał się i zleciał ze schodów na sam dół jęcząc głośno.Na gołym brzuchu zjechał zaznaczam więc to i owo sobie obtłukł.
Na łomot wyleciała z pokoju "psiapsiółka" ma,łypnęła na mnie okiem,złapała mnie za rękę i wciągnęła do pokoju.
- Co jest?-pytam zła-Ja się jeszcze nie myłam!
- Wariatka-syczy ona.
- Czemu?-pytam zdziwiona.
- Na tle okna stałaś, słońce cię oświetlało od tyłu.Wyglądałaś jak goła.Każdy włosek na ciele ci było widać i cycki! I majtek na tyłku też nie masz!
Aaaaaa! To się nie dziwię, że facet zleciał na mordę.
Pardon, na brzuchu znaczy zjechał.
Ach te chłopy .......

Miłego dnia

19 komentarzy:

mironq pisze...

Witaj Neskavko! Nie ma co na facetów narzekać jak im się takie widowisko funduje. Facet z rana, na porannym kacu (w końcu wczasy - to co sobie będzie żałował) wychodzi i widzi widowisko - cud dziewoja podobna do tej, o której śnił w nocy - to i nic dziwnego, ze mu się nogi poplątały, a grawitacja dokończyła dzieła. Pozdrawiam :-)

zgaga pisze...

NO, to widzę, że tradycja już! Oślepiasz od lat... Ile ofiar masz na koncie?

Neskavka pisze...

Mironq-o to,to!Na porannym kacu był,oczywiście.....

Zgaga-a kto by tam spamiętał? Dużo tego było!

Beata pisze...

trzeba było faceta też postawić na tle okna i coś przewiewnego nałozyć, gaciorki zdjąc...tylko nie spaść:)

izza pisze...

Powinien być napis ostrzegawczy przed twoim mieszkaniem "Uwaga oślepienie;)"

Beata pisze...

dobry pomysł Izza!

Neskavka pisze...

Beata-a trzeba było1
tylko co ciekawego można u takiego
faceta zobaczyć?

Izza-napis,mówisz? Pomyślę!

Beata pisze...

organ męski, dla mnie zawsze ciekawy:)a są różne i różniste:)

Mijka pisze...

o:)))))

BEATO!!!
ORGAN?????:)

Neskavka pisze...

Beata-a fe!
Co za kosmate myśli Tobie po głowie latają!

Beata pisze...

e tam zaraz kosmate...natura, natura!

czytacze pisze...

Córcia pisze:
Ta historia z facetem co spadł ze schodów przez Ciebie to mnie rozwaliła dokumentnie:)

Beata pisze...

dawaj jeszcze jaki pikantny szczegół z mlodosci:)

Neskavka pisze...

Beata-no co Ty!
Chcesz coby mi liczba odwiedzin wzrosła?
Na zahasłowanym mogę dać!
Ale ja sobie NIc nie przypominam pikantnego,normalne życie.

Neskavka pisze...

Czytacze-witaj i miło mi,że Ci się podobało.

Beata pisze...

zahasłowany? a ja wchodze na zahasłowany?

gubię sie w nadmiernej ilości blogów:)

Neskavka pisze...

Wchodzisz,wchodzisz!

Beata pisze...

Jesuuuuu, kiedy? Gdzie? Czekaj! nic nie mów, sam muszę, kurna, przeciez magister jestem, no nie?:)))))

Beata pisze...

a nie wchodze! ale sie nie przejmuj, nie muszę:) boję się:)