wtorek, 30 marca 2010

Przedświąteczna gimnastyka...

Wczorajszy dzień mnie wykończył.
W ramach przedświątecznego odchudzania i uprawiania przymusowej gimnastyki latam na linii góra-dół.
Najpierw się wspinałam na palce coby dosięgnąć kratki wentylacyjnej w kuchni celem jej umycia z łtustego kurzu.Kiedy skończyłam przypomniałam sobie, że w sypialni,za szafą stoi "wyłaźnica 5 szczeblowa,domowa" czyli drabinka aluminiowa,bardzo lekka i praktyczna.Zaklęłam więc siarczyście i postanowiłam ów sprzęt domowy wykorzystać do czynności mało wykonywanych na codzień.Wytargałam więć tą kupę aluminium zza szafy i ustawiwszy pod meblami wgramoliłam się nań.Trochę mną trzęsło bo na starość mój lęk wysokości się zaostrza.Ale jakoś nie poleciałam na ryja.
No więc w miarę bezpiecznie odkurzyłam wszystkie wysokie i mało dostępne kąty.Wyszorowałam wszystkie karnisze przyokienne.Ponieważ Żabul ma swoje prawa,no i gotowanie też wymaga zaglądania do kuchni,latałam po tej drabinie jak kot z pęcherzem.I gdzieś tak w okolicach godziny 16 zaczął mnie rąbać kręgosłup.
Przycupnęłam na kanapie odetchnąć chwilę a tu jak się Żabul w przedpokoju nie rozedrze.Znaczy Cris z pracy wraca.Zerwałam się i popędziłam do kuchni gaz pod zupą zapalić.
-Cześć Skarbie!Jedziemy do sklepu?-pada od drzwi.
-Dzisiaj?-pytam zdziwiona bo lekki zabrak manejów odczuwaliśmy przed Crisowa wypłatą (rachunki nam się spiętrzyły).
-Dostałem premię-cieszy się jak dziecko Cris.
No ja też bym się cieszyła więc migiem zjedliśmy,wytłumaczyliśmy psu,że zostaje sam na włościach,złapałam wielką płachtę z rozpiską zakupów i wypadliśmy z domu.
Zaraz w pierwszym sklepie Cris humor stracił bo,jak to w poniedziałek,mięsa wcale nie było.
No to pojechaliśmy do drugiego.A tam było wszystko więc ja tylko z płachty metodycznie wykreślałam pozyzję za pozycją.
Przy kasie złapałam jeszcze 3 opakowania barwników do jaj.Bo lubię kolorowe jaja chociaż w cebuli też robię.
I udaliśmy się do Kaufa po "pierdółki".
I Cris do reszty humor stracił bo zostawiliśmy w kasie 3 stówy.
Ale całe świąteczne zakupy mam z głowy.No chyba,że czegoś na bieżąco zabraknie.
Wróciliśmy do domu,wtargaliśmy po schodach zakupy i ja stwierdziłam,że nie mam kręgosłupa.
Na szczęście była Tek więc wszystko pochowała,zrobiła rodzicom kawę i ciasteczka podsunęła kruche.Wypiłam kawę,skonsumowałam ciasteczko,poczytałam gazetkę jedną i udałam się na spoczynek.
A dzisiaj z nowymi siłami zabieram się do dalszej roboty.

Miłego dnia.

16 komentarzy:

dikejka pisze...

Oooo...., jak ja lubię, kiedy tuż przed świętami pracodawca niespodziewaną premią zasili konto :-)))))
Ale Ty Nes nie szalej z porządkami, bo zamiast za kilka dni świętować, będziesz leczyć nadwyrężony kręgosłup.

zielone-buty pisze...

i wzajemnie :)

Mijka pisze...

ooo pracowita kobieta!!!!

ja się lenię,znaczy tu posprzątam,tam poskładam,wykonałam wianek stroik,chciałam wykonać zdjęcie pamiątkowe,zanim się rozleci, a tu kicha,baterie zmarły.
zakupy w większości wykonane,muszę jeszcze zrobić pięć słodyczowych paczuszek(największa będzie dla Zięcia, pożeracza czekolady:))

Neskavka pisze...

Dikejka-no ja też lubię.I jestem happy, że zakupy w miarę szybko zrobiliśmy.Rady posłucham i przystopuje nieco.

Zielone-buty-dzięki

Mijka-ja jestem straszny leń a że się ostatnio obijałam,to mi się robota spiętrzyła.O patrz,tez muszę baterie naładowac.Może jakieś zdjątka się porobi.
A po co paczuszki? Takie Wielkanocne z czekoladą? U mnie nie ma takiej tradycji.Są baranki z cukru które konsumujemy po świętach.

Mijka pisze...

u nas słodycze,taka moherowa tradycja,jak Dziewczyny były małe, to szukały paczek w ogródku:)

effka pisze...

Mnie jedynie setki trąbalskich do pucowania zostały i jakoś nie umiem się za to zabrać... I zakupy.. Były w planie dziś, ale mam lenia. Może do wieczora przejdzie:)
A z kręgosłupem nie ma żartów - coś o tym wiem.

Mała Mi pisze...

Ja do tego stopnia lubię robić zakupy, że mogłabym innym je załatwiać... to by była praca moich marzeń :) ktoś mi płaci, daje listę i ja jeżdżę i kupuje :) super!

Idziesz na to? :D

Nivejka pisze...

Jeszce pracuje... W czwartek biorę się za robotę:)
Mieliśmy być sami, a tu...jadą goście jadą i rada nie rada do garów:)

mironq pisze...

Witaj Neskavko! Niezbyt dobrym pomysłem jest, aby na usprawiedliwienie dwóch dni leniuchowania (i tak wychodzi najwyżej pół dnia) tak mocno nadwyrężać zdrowie. Ja w tym roku na Wielkanoc robię karpia w galarecie, bo takim samym pewnikiem jak to, że tradycja "poniedziałków bezmięsnych" - rodem z PRL-u jest nadal żywa jest to, że w środę przyjeżdża do nas facet ze świeżą rybką.

Mam ochotę na karpia i nie będę czekał do Bożego Narodzenia. Z drugiej strony przez taki drobiazg mogą to być niezapomniane święta.

Z kolorowych jajeczek nabyłem po słoiczku czerwonych i czarnych (w sumie kilka tysięcy - chyba starczy) z napisem "z jesiotra". Chyba będą OK? :-) Pozdrawiam :-)

Neskavka pisze...

Mijka-u mnie tego nie było,może dlatego,że słodycze zawsze były w domu.A Tato zawsze w samochodzie czekoladą częstował.

Effka- ja się nie mogę zmusić do prasowana a ogromna "kupa" mnie w sypialni straszy,w tym obrusy świeżo wyprane.

Mała MI-a pewnie,że na to pójdę!Nie cierpię zakupów ciuchowych!

Nivejka-no tak,niespodziewani goście.A wyrobisz się ze wszystkim?

Mironq-Zazdraszczam.Uwielbiam karpia ale tylko smażonego.Szkoda, że nie można go kupić przez cały rok.

Mijka pisze...

Neska,jak mieszkaliśmy w Warszawie to też tego nie było...jak się przeprowadziliśmy,okazało się,że tutaj taki zwyczaj..

ale my z Bratem dostawaliśmy słodycze bez okazji,więc zając był niepotrzebny.
właściwie to dopiero moje Dziewczyny coś słodkiego dostają od uszastego:)

Beata pisze...

też bym wydała 3 stówy ale musze czekać do pierwszego:)

zgaga pisze...

No, obowiązkiem zająca jest słodkości przytargać, i to najlepiej właśnie do ogródka! W naszej familii od zawsze tak było, jest i budjet!

Nesca, Ty szatan jesteś! Ja o kratce w życiu bym nie pomyślała.... Czy ja mam drabinę? Chyba nie, więc kratka ma wolne!

Beata pisze...

pierwszy juz jutro:)

srebrzysta pisze...

Drabinka - moje marzenie!
Tylko kąta wolnego już nie mam; nigdzie :-))

effka pisze...

Ja trzymam drabinkę za zasłoną, w dużym pokoju. Zasłona długa to nie wystaje... :)