piątek, 2 stycznia 2009

Zdycham....

W środę rano, przed Sylwestrem, obudziło nas pukanie do drzwi.
Tek zajmowała łazienkę, ja szukałam szlafroka, więc Cris, wytwornie odziany w piżamę, otworzył.
Za drzwiami sąsiad z nieszczęśliwą miną.
- Co jest? - pyta Cris.
- Ratuj chłopie! Ja już od świtu czekam kiedy wstaniecie.Chodź szybko !
Dalej nie słyszałam bo Cris zniknął za drzwiami.
Nie było go z pół godziny, potem wpadł, szybko sie ubrał w domowy, ulubiony dres,złapał skrzynkę z narzędziami, w prawą dłoń przygotowaną przeze mnie kanapkę, mruknął "zaraz wracam" i tyle go widziałam.
Umyłyśmy się z Tek, wyszuszyłyśmy włosy, ubrałyśmy, zjadłyśmy śniadanie.
Wraca Cris zadowolony.
- Co się stało? - pytam pstryknąwszy włącznikiem czajnika.
- Herbaty i jeść!- odparł Cris.
- Masz tu kanapki, mogę ci jeszcze zagrzać bigosu, herbata zaraz będzie.
Mów o co biegało sasiadowi .
- A takie tam, spłuczka mu się zepsuła. Ciekło coś przy zaworze, chciał zakręcić i zawór mu został w dłoni.
Trzeba było ratować człowieka.
On pojechał do sklepu po nowe ustrojstwo, i po Baśkę, która na niego czekała z zakupami w Kaufie.
Ja w tym czasie zakręciłem zawór i naprawiałem co się da.
To ślicznie - mówię z uśmiechem. A teraz my jedziemy po zakupy. Chleba świeżego nie ma.
Pojechaliśmy, zrobiliśmy zakupy, w sklepie kolejki jak nieszczęście, gorąco jeszcze bardziej. Myślałam, że się uduszę.
Wracając wstąpiliśmy do Teściowej. Posiedzieliśmy chwilę, pogadaliśmy.
Ja jakoś niewyraźnie się czuję.
Wróciliśmy do domu, rozpakowałam zakupy.
Pukanie do drzwi.
Przyszedł sąsiad z butelką Tokaju w podzięce za pomoc (zgłupiał?).
Posiedział chwilę, poskładał życzenia i uciekł, bo szykowali się na Sylwestra w knajpie.
A ja coraz gorzej się czuję.
Jeszcze nastawiłam jajka do majonezu, przygotowałam co trzeba.
O 20 zasiedliśmy do kolacji, ja już lekko nieprzytomna.
Cris na CD włączył horror co go kupił rano, ja się położyłam pod kocem i go przespałam.
Obudziłam się o 23.30. Dotrwałam jakoś do północy, wypiliśmy po lampce szampana, złożyliśmy sobie życzenia i padłam.
I już nie wstałam.
Mam grypę, anginę, zapalenie płuc - co kto chce.
Ogólne zapalenie całego ciała.
Wszystko mnie boli, łykam lekarstwa, psikam w gardło Orofar.
JESTEM ZDECHŁA BARDZO.

Więc znikam na czas choroby.
Muszę się wykurować do poniedziałku.
Trzymajcie kciuki.

SZCZĘŚLIWEGO ROKU WSZYSTKIM ŻYCZĘ !

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Dobrze mieć pomocnych sąsiadów:)Zdrówka życzę,ostatnio dookoła wszyscy chorują jakas straszna grypa panuje.
/izza/

zgaga pisze...

Oj, biedna! To jakiś pomór ogólny chyba... U mnie z czwórki biesiadujących tylko ja byłam zdolna do biesiadowania. Przyjaciółka z boreliozą na antybiotykach, jej mąż z grypą żoładkową, mój z zapaleniem pęcherza. Słowem - mały szpitalik. Z tym, że w Nowy Rok to ja się czułam najgorzej, bo ktoś musiał ten moment godnie powitać, więc się poświęciłam!

Zdrowia życzę i całej reszty też!

odentka pisze...

Zdrowiej, będzie lepiej:)

florist pisze...

kuruj sie biedna Ty !

moze tran islandzki by sie przydal?

małgośka pisze...

O, współczuję bardzo!
Wszystkiego najlepszego w nowym roku. MIMO choroby :)

Mojra pisze...

Zdrowiej moja Droga!

zdegustowana pisze...

Zdrowiej!!!
Niech Nowy Rok będzie dla Ciebie radosny i pełen szczęścia!

mysz pisze...

Współczuję życząc dużo zdrowia !

Stardust pisze...

No so je??? o so cho??? juz poniedzialek, to mialas byc wykurowana ;))

pokoik-nie-dla-wszystkich pisze...

wydobrzałaś?

Neskavka pisze...

Dziękuję wszystkim. Niestety dalej mnie trzyma cholerstwo. Gardło boli jak nieszczęście. Dobrze, że Cris ma zaległy urlop i mnie kuruje i dogadza smakołykami.
Pozdrawiam wszystkich.

Neskavka pisze...

Mysz-witam Cię.