niedziela, 7 listopada 2010

Dalej...

Ano dalej użeram się z kompem.
Ponadto ostatnio mam trochę zawirowań w życiu,niby nic wielkiego,ale psują mi one humor.No nie lubię być mediatorem.
Co poza tym?
Ano nie udało nam się z Crisem przebadać Żabulka (ma jakąś chorobę skóry),nasz kochany Walduś zmaga się z grypą cholerą.Poczekamy cierpliwie wszak lekarz też ma prawo zachorować,nieprawdaż?

Odkąd zaczęła się regularna jesień i włączono ogrzewanie,ja się duszę.
Po prostu regularnie się duszę.Ostatnio dusiłam się w kolejce na poczcie.Czy te wszystkie czynności muszą tak długo trwać? Mam wrażenie,że odkąd wprowadzono tam komputery,na poczcie stoję w kolejkach jeszcze dłużej.

W piątek dusiłam się w Kaufie.Ledwo dotarłam do domu.
Zmierzyłam ciśnienie,no i pokazało mi 111/75!
Aż oczom nie wierzyłam,wszak ja walczę z nadciśnieniem!

A dzisiaj o 9.40 obudziło mnie walenie w deskę u sąsiadów.
No wszak niedziela i schabowe na obiad,nieprawdaż?

Miłego dnia

PS.Z tego wszystkiego nie mogłam Wam donieść,że mamy nowego członka rodziny.
Moi rodzice doczekali się drugiego prawnuczątka.Tym razem ślicznej dziewuszki.
A ja po raz drugi zostałam babcią.Wprawdzie cioteczną ale nie czepiajmy się szczegółów.

8 komentarzy:

Nivejka pisze...

Najgorzej to się na zakupy wybrać. Nie wiadomo co z płaszczem zrobić. Zdjąć czy się pocić;)
Zdrówka, rozwiązania problemów i gratulacje dla pradziadków:)

szpilka/perlla pisze...

gratuluję PRZYSZYWANA BABCIU - i witam w klubie babć:)

Marzena pisze...

:) Przypadkiem trafiłam na twojego bloga . Jednym słowem zachciało mi się kawy :P Wypije ją na twoje zdrowie :) Pozdrawiam

srebrzysta pisze...

Niechże się ten komputer naprawi, bo tęsknię za czytaniną przy kawie:-)
Gratuluję!

Beata pisze...

z choróbskami to naprawdę trudno walczyć...
komp paskuda, mógłby być bardziej przyjazny

Twoje milczenie długie wywoływało ciarki u mnie, ale nadal piszesz o Żabulu, więc mi lepiej. Waldus wyzdrowieje i zabierze sie do roboty. Smacznej kawusi!
kaloryfery to jest moje utrapienie tez , na szczęście mam je tylko w pracy juz:)

Beata pisze...

oj, 9.40...mozna m wybaczyć:)

zgaga pisze...

I ja nie lubię sezonu grzewczego. Nawet w domu wciąż mi za gorąco, choć nie przekraczamy 22 stopni, a generalnie jest między 20 a 21. Byle do kwietnia!

ladybird pisze...

Gratulacje cioteczna Babciu;-)