środa, 16 grudnia 2009

Zabić,udusić czy ogłuchnąć ?

Latam po blogach.Bo lubię.
Po swoich ulubionych blogach zaznaczam.
I usiłuję komentarze dadać. Nie zawsze się da.
Czasami macham ręką i przeczekuję złośliwość rzeczy martwych,a czasami mnie cholera trzepie.
No bo czasy cenzury się chyba skończyły?
No to się okazało, że się bardzo myliłam !
I tylko dlatego, że w pewnym komentarzu użyłam nieparlamentarnego słowa "zadupie".
Według mnie bardzo niewinny wyraz a bardzo wiele mówiący.
No niestety,pewien portal uznał go za wulgaryzm straszny i zanim do mnie dotarło,dodawałam komentarz 4 razy.
Ale ja czasami mądra bestia jestem,wszystko piszę w pewnym miejscu a potem tylko przeklejam.
Wiec komentarz sie w końcu ukazał.Fakt, że bez owego wulgaryzmu ale nie bądźmy drobiazgowi.
A tak poza tym to nadal nudy straszne.
Ale jest szansa na pewne zmiany.No bo było tak...
Pisałam, że łażę po domu jak święta krowa i nic mi się nie chce?
No więc spadł śnieg.Mało bo mało ale coś tam spadło i świat zrobił się biały.
I okazało się, że właśnie tego trzeba mi było do szczęścia bo dostałam strasznego powera.
Okna,zafajdane przez Zenków,pomyłam.Chałupę na błysk ogarnęłam.Zakupy świątalne zrobiłam.
Prezentów nie kupiłam bo tłumy mnie ze sklepu wygoniły.
No bo byliśmy z Crisem w pasmenterii.On chciał kupić zamek bo mu nawalił w ulubionych spodniach.
Przed nami 2 liczyrzepy prezenty kupują.
Ludzie, niech się Bareja schowa!
Dialogi cudne!
Jedna taka zaczęła od oglądania bielizny cudnej (czytaj nacycnik i stringi),poprzez szlafroki puchate (cena z kosmosu),
wybrzydzała strasznie,paluszkiem pokazywała,ekspedientka ze stoickim spokojem jej to wszystko pod nos podawała.
I wiecie co baba kupiła?
Szpulkę nici!!!
No myślałam, że ze śmiechu mnie w precelek zwinie.
Współczuję sprzedawczyniom bo one musiały z uśmiechem resztę liczyrzep obsłużyć.
A sobota to była dodam.
Potem się okazało, że im bliżej świąt tym bardziej mnie rodzina denerwuje.
Ja mam wszystko zaplanowane, jadłospis ustalony (razem uzgadnialiśmy jeszcze w listopadzie!).
No więc się trzymam owego harmonogramu.
Wczoraj wrócił z pracy Cris i przy kawie się zaczęło..
Cris zjadł obiad i poleciał Żabula wykręcić.
Wrócił z paką wielką.W paczce ciastka.
Domyśliłam sie, że to rodzaj łapówki ale powieka mi nawet nie drgnęła.
Wyłożyłam ciastka na talerzyki,przyniosłam widelczyki, nalałam kawy do filizanek, siedzimy,pijemy,zagryzamy.
Tek o swioch ziomkach opowiada,wesoło opowiada,kawałami różnymi sypie.
No to się śmiejemy.
A ja cały czas czekam kiedy Cris "wypali".
No i się doczekałam...
-Skarbie,którego dzisiaj mamy?-wionęło od strony Crisa?
-15.A na co Tobie data potrzebna?-ciekawska ze mnie istota.
-A bo wiesz z ulotki wynika, że od jutra będą karpie sprzedawać. To może ja bym skoczył i kupił?
To ile mam ich kupić?
Poderwałam głowę znad kawy i z głębi duszy warkot wściekły mi sie dobywa!
Oczy ciskają błyskawice i przez zęby syczę, że półtora metra tych ryb niech kupi!!!A najlepiej wagon cały!!!!
Cris robi głupią i obrażoną minę, więc dodaję już głośno:
-Zabiję, obedrę ze skóry,posolę,popieprzę, upiekę nad ogniskiem i psom rzucę!Uduszę,skrócę o głowę!
Nie denerwuj mnie do cholery!!!!!
-No wiesz Skarbie,ja Ciebie nie rozumiem.Dlaczego się denerwujesz,przecież tylko pytam!
Wzięłam głeboki oddech,policzyłam do 10 i już spokojniej mówię:
-Od dziesięciu lat jesteśmy małżeństwem.Od dziesięciu lat robię święta.I ty od dziesięciu lat mnie pytasz ile karpii kupić!!!
I ja Ci co roku tłumaczę, że najsmaczniejsze są takie do półtora kilo.I że 3 starczą.
A Ty potem i tak kupujesz według swojego widzimisię!
Odczep się!!!!
No wię Cris się sfochował strasznie.
Ale tylko na godzinę.
Bo po godzinie wpadł na pomysł, że może by kupił kapustę na gołąbki.Bo chętnie by zjadł w święta.
I zadał mi pytanie:
-To jaką kapustę kupić?
Dwa tygodnie zbierałam sugestie odnośnie świąt.Ustalaliśmy jadłospis.Gołąbków w nim nie było bo nie chcieli.
Więc nie dziwcie się, że znowu mi sie warkot z trzewii wydobył i Cris dostał ścierką przez łeb!
A dzisiaj rano, przed wyjściem do pracy zapytał ile mięsa do pieczenia kupić.
Czy muszę pisać, że się od razu obudziłam a Cris z prędkościa światła ze schodów schodził???

Mam nadzieję, że do świąt nie zwariuję!

Miłego dnia.

12 komentarzy:

Magnolia pisze...

Choc ja staz mam o polowe krotszy to takze na codzien wrecz walcze ze skleroza meza ;)
Nigdy nie pamieta,zawsze pyta,a i tak wraca z czyms innym do domu :)
Mnie czeka szal zakupow na dwa dni przed swietami i tak sie zastanawiam wlasnie jak ja to przezyje ;)

pozdrawiam

Nivejka pisze...

Zabić? Trochę szkoda jednak. Udusić? ... Nie wiem jak ty ja wolę duszoną marchewkę;)
Ogłuchnąć? Żal trochę innych dźwięków.
Mam inną propozycję... przyzwyczaić się;)

Neskavka pisze...

Magnolia-przeżyjesz jako i ja przeżyję!

Nivejka-chyba masz rację.

Didżejka pisze...

w czasie poprzedniego przedświątecznego szaleństwa miałam okazję pracować w jednym ze sklepów odzieżowych. Uhhh... Zamiast "kochać bliźniego", bardzo socjopatycznie mnie to nastawiło.

A mój Luby ma pamięć lepszą ode mnie i pamięta wszystko, włącznie z głupotami palniętymi przeze mnie w momentach umysłowego zatrzasku, i wierzcie mi, nie zawsze jest to dobre ;)

zgaga pisze...

Mnie się na szczęście do tych spraw nikt nie wtrąca. Sama sobie jestem sterem, żeglarzem, okrętem! A Małż siaty targa co najwyżej! I czasem wykona jakieś kuchenne polecenie. Gdy powiem krótko i dokładnie, co ma być zrobione... BO, gdy zbyt ogólnikowo, to następuje seria pytań. A wtedy też gotowam dusić!

iw pisze...

Witaj Neskavko,
Mężczyźni mają to do siebie, że mają pamięć wybiórczą, a główne zwoje outsorsingowane do kobiecej głowy. Żeby im się lepiej i łatwiej żyło :)
Wytrzymasz!
Pozdrawiam
iw

effka pisze...

Powiesić jadłospis na lodówce. Z nagłowkiem: "Zgodnie z życzeniami z połowy listopada, przez Święta jemy:..."

anabell pisze...

Neskavko, a widziałaś faceta, który by się nie pytał 100 razy o to samo?
Taka ich uroda dziwaczna.Nawet jeśli jakiś przedmiot jest jeden jedyny w całym domu, to mogę być pewna,że zawsze się mój zapyta; "a który?", jakby było z 6 do wyboru.
Miłego, ;)

Beata pisze...

duś, jesli masz siły i ochotę to duś:)

Mijka pisze...

ja się zajmuję TYLKO ciastami i sałatkom warzywnom,tudzież makiem z wutkom,reszta mnie gila.

a karpia u nas od kilku lat niet,bo mi się we wigilię Mąż mój mało nie udusił.zarządziłam,że nie chcę,bo ja wolę świętować a nie reanimować.

i ten stan przygotowań mi bardzo odpowiada:)))

Neskavka pisze...

Didżejka-o to masz
przechlapane,lepsza pamięć-no,no...

Zgaga-no,Cris niestety mi się miesza ale tylko na etapie zakupów.Potem mu zapał mija!

Iw-udowodniono naukowo,że mają mniejsze półkule,te mózgowe zaznaczam...

Effka-dzięki za radę,powieszę!

Anabell-masz rację,nie widziałam!

Beata-siły i ochotę mam ale żal mi Żabula...

Mijka-u mnie karp MUSI być.Ale z nim Cris się szarpie bo ja udaję, że nie umiem.Ja tylko smażę.
I niech tak zostanie.

Mak z wutkom? Norkomanka jakaś jesteś!

szpilka pisze...

tak to jest z rodzina - z nią ciężko ale bez niej trudno......